Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
596 postów 9880 komentarzy

Od rodziny do cywilizacji

Krzysztof J. Wojtas - Zainteresowania z różnych dziedzin. Wszystko po to, aby ustalić wartości, jakimi warto się kierować w wyborach.

Kobieta a cywilizacja; rodzina (3)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W poprzedniej notce określiłem warunki brzegowe, czyli ustalenie, że kobieta jest równa jako byt mężczyźnie. Tyle, że są to byty różne. Może być traktowana, w konwencji religijnych określeń, jako „bliźni”.

To z kolei implikuje, że także inne „stworzenia Boże” są naszymi bliźnimi – wg określenia św. Franciszka – naszymi „braćmi mniejszymi”.

Tyle przypomnienia. A teraz trochę rozważań o charakterze wręcz naturalistycznym. Czyli, czy kobieta jest dla mężczyzny „jedynym rozwiązaniem”. (Oczywiście – tę kwestię można też postawić odwrotnie).
Otóż w Biblii, żydowskiej księdze kształtującej podstawy i uregulowania cywilizacyjne judaizmu, występują dosyć znamienne wstawki mówiące, że w przypadku obcowania człowieka ze zwierzęciem (chodzi i o mężczyzn, i o kobiety), obie ”strony” mają być zabite. Podobnie w przypadku „związków jednopłciowych”.
Interesujące jest to o tyle, że zjawiska te musiały być praktykowane w znacznej skali skoro znalazły tak jednoznaczne odniesienie prawne. Wskazuję, „koziojebcy” nie byli marginesem, a zjawiskiem, które należy z życia społecznego wyeliminować.
Oczywiście – nie tylko pośród pustynnych pastuchów zdarzenia te miały miejsce. Kiła jest chorobą odzwierzęcą z racji użytkowania lam w podobnym charakterze w Ameryce Południowej, a o rodzimych juhasach też wspomnieć należy.
 
Dlaczego zamieściłem tę wstawkę? Ano po to, aby uzmysłowić, że popęd seksualny nie może być podstawą tworzenia rodziny. Popęd ten może być kierowany do jednostek w obrębie gatunku. A nawet to może budzić znaczne wątpliwości. Już mieszane związki międzyrasowe te wątpliwości kształtują. Przecież badania antropologiczne sygnalizują jeszcze inne rasy, które mogły ukształtować obecnego człowieka (neandertalczyk, Pigmeje i inne małpy). Problem nie jest więc „naturalnie jednoznaczny”.
 
Obecnie opinia społeczna jest kształtowana w myśl „zasady przyjemności” – cechy kobiecej o której pisałem w poprzedniej notce. Bo w tych kategoriach za „rodzinę” chce się uznawać związki jednopłciowe, a gdzie dalsze płciowe aberracje zaczynają być dopuszczalne. Owszem, takie związki określa się jako oparte na „miłości” tyle, że ich podstawą jest ukształtowany (niekiedy dewiacyjnie) popęd seksualny.
Wnioski jakie się wyłaniają z tych dywagacji są tego rodzaju, że związek między kobietą, a mężczyzną jest konieczny dla zachowania gatunku z dodaniem zastrzeżeń odnośnie związków międzyrasowych.

Uwagi wydają się powtarzaniem prawd oklepanych. Częściowo tak, ale też warto zastanowić się,czy jednak mieszanie ras jest zjawiskiem pożądanym jeśli uznać istnienie i znaczenie „szmaragdowych tablic” Hermesa Trismegistosa; wszak tablice „X przykazań” są wzorowane na tych wymienionych. Z kolei ograniczenie krzyżowania prowadzi do narastania marginesu błędu genetycznego.

Dochodzą jeszcze kwestie współczesne, czyli badania genetyczne, które mogą prowadzić do zaistnienia „człowieka z próbówki”. To eliminowałoby rolę kobiet w podtrzymywaniu gatunku.
(O „in vitro” nie będę tu pisał, gdyż jest to odrębny problem nie związany z tematem).
 
Wracając do tematu RODZINA; konkluzją tej notki jest stwierdzenie, że celem tworzenia rodziny jest prokreacja, gdyż tylko to jest jednoznacznym motywem tworzenia związków o charakterze stałym. Dodać jednak należy, że konieczne są pewne obostrzenia, czy też ograniczenia, które można umotywować cywilizacyjnie. Celem bowiem rodziny nie może być tylko prokreacja w dowolnym zakresie – powinny być wskazania jeśli nie eliminujące, to przynajmniej ograniczające pojawianie się potomstwa niepełnosprawnego.
Warto zaznaczyć wpływ religii na wskazany problem. W Polsce Kościół przejął rolę strażnika w tym zakresie. Zapowiedzi  dotyczące planowanych związków miały na celu zapobieżenie np. ślubów między osobami o zbyt bliskim pokrewieństwie, co nie zawsze było publicznie wiadomym. Także wymagania dotyczące zachowania młodzieży, szczególnie dziewcząt, przyszłych matek, wynikały w znacznej mierze ze wskazanych powodów.

Obecna postawa ratowania każdego życia bez wskazanych warunków wstępnych jest nieetyczna. To droga do degeneracji społeczeństwa.

Problematyka nie jest wynikiem zaistniałej sytuacji. W końcu prokreacja – posiadanie dzieci nie jest i nie musi być społecznym obowiązkiem kobiety; mogą żyć w związkach okolicznościowych, gdzie czynnikiem decydującym jest „zasada przyjemności”. Jednak takie związki nie powinny mieć prawa do prokreacji.

Funkcjonuje skojarzenie, że w Babilonie istniał pewnego rodzaju azyl dla kobiet, których nie zmuszano do pełnienia ról typowo kobiecych, a miały tam duży zakres swobód. Rzeczywiście, już w Sumerze istniał instytucja „kobiet leżących odłogiem”, czyli tych, które były wyłączone z obowiązku wyjścia za mąż i rodzenia dzieci. Zazwyczaj tworzone były zgromadzenia przyświątynne, gdzie kobiety żyły we wspólnocie o dużym zakresie swobód. Za wyjątkiem prawa do posiadania dzieci. Restrykcje były drastyczne – śmierć obojga.
 
Jeśli zatem rozważać kształt rodziny w ujęciu cywilizacyjnym, konieczne jest też określenie ról społecznych małżonków  przy założeniu, że wybór jest świadomy i odpowiedzialny – ludzi równych, chociaż różnych.

KOMENTARZE

  • @Autor
    "Jednak takie związki nie powinny mieć prawa do prokreacji."

    Co to znaczy, że ktoś ma lub nie ma do czegoś prawa?
    W przyrodzie nie ma pojęcia prawa ale jest pojęcie czegoś niemożliwego, co nigdy nie zaistnieje. Prawa mogą występować tylko pomiędzy ludźmi i to ludzie muszą zapewnić by prawo było wypełniane - czyli muszą podejmować konkretne działania w tym celu.
    Zatem pytanie do szanownego Autora w kwestii powyższego cytatu - kto ma podejmować działania w celu realizacji tego zakazu? Ponadto te działania muszą być etyczne, czyli muszą się opierać o akceptację odrębności innych bytów - zatem jakie działania pozostają jako te dozwolone? Czy nie sprowadzały by się one jedynie do pewnej formy ostracyzmu?
  • Z opowiadania babci.
    Nędzna, obdarta z godności polska wieś, kiedyś tam dawno temu, kiedy jeszcze wszyscy do kościoła w niedzielę chodzili, a buty wkładali przed wejściem do świątyni . W skąpym świetle lampy naftowej, drobna akuszerka odbiera poród. Kładzie kruche pomarszczone dzieciątko na stole i z trwogą głęboko patrzy w oczy matki , matka już wie że musi podjąć decyzję, która jaka by nie była będzie dla niej ciężarem przez całe życie.
    Dziecko niepełnosprawne było ciężarem dla rodziny i dla samego siebie, w świecie gdzie każdą kromkę chleba trzeba było samemu sobie z ziemi wydobyć ciężko ręczną pracą.
    Dziecko niepełnosprawne jeżeli mu było dane żyć , było trzymane przez rodziców na strychach, w komórkach , lub innych miejscach gdzie wzrok wścibskich sąsiadów rzadko spoczywał.
    Grupka dzieci wraca że szkoły, jest zima, w oknie siedzi przygłup i macha coś kończynami. Któreś dziecko zauważa i wszyscy wybuchają histerycznym, diabelskim smiechem, po czym robią miny naśladujące go i rzucają śniegiem w pokrakę. Było ich wtedy bardzo mało, naraz po wojnie gdy służba zdrowia zajęła się odbieraniem porodów, nastąpił wysyp narodzin dzieci niepełnosprawnych.
    Moja sąsiadka ma takie dziecko, chłop już ma 35 lat. Szczęśliwie się składa że chodzi, mimo to kobieta praktycznie cały czas musi się nim zajmować. Codziennie przyjeżdża pod dom bus , już wypełniony osobami o podobnych schorzeniach i zabiera je na warsztaty terapii zajęciowej. Michał nie musi siedzieć na strychu i unikać kolegów. Jest lepiej, dużo lepiej…
  • @programista 17:39:08
    Myślę, że decydentem powinna być lokalna wspólnota - samowystarczalna w zakresie zapewnienia warunków przetrwania, ale też określająca zakres swych możliwości świadczeń na rzecz tych, którym może dodatkowe świadczenia świadczyć.
    Sprawa musi być wyważona lokalnie.
    Jestem bardzo restrykcyjnie nastawiony,
  • @Zorion 17:58:00
    Jeśli społeczeństwo (społeczność) stać na takie "ekscesy" - to można każdego życia bronić i podtrzymywać.

    Nie zgadzam się tylko z sytuacją, gdy rodzice pija, palą, ćpają i balują a jak się takie dziecko urodzi to idzie na garnuszek całego społeczeństwa.
    W imię czego ci ciężko harujący mają płacić za czyjeś ekscesy?

    Drugie.
    Jestem za przymusową aborcją płodów uszkodzonych. Jeśli rodzice chcą utrzymania ich życia - powinni wpłacić kaucję zabezpieczającą utrzymanie ich dziecka w razie ich śmierci lub podobnych okoliczności.
  • O Boże,
    który jesteś?
    Jak to możliwe, że jedni są za Twoim prawem do życia, bo Życie to Ty, a inni chcą mieć prawo decydowania za Ciebie i odbierać życie, czyli Ciebie?

    pOZDRAWIAM nIEPOPRAWNIE, bO nIEPOLITYCZNIE

    Wujek Polonii
  • Kobieta w USA jest na topie od ponad 200 lat.
    Za traperskich czasow w USA byly tawerny,saloons, w ktorych w pokoju nad barem przyjmowala mezczyzn bogini bo innych kobiet nie bylo.Zostawiali jej farmerzy i wlascicielowi baru swe zarobki za chwile szczescia.W koncu najbogatszy farmer kupowal ja sobie na zone od wlasciciela baru.Ten kult kobiety pozostal w USA do dzis.W sadzie kobieta ma zawsze racje a mezczyzna zawsze klamie.W pracy gdy jest kobieta i mezczyzna rozwazana na jakies stanowisko to kobieta majaca mniejsze kwalifikacje zawsze wygrywa.W urzedzie mezczyzna sprawy nie zalatwi a kobieta zostanie grzecznie wysluchana.Wladze po prostu sie kobiet boja.Nieraz widzi sie wchodzaca do sklepu pare:Ona idzie zla, nabarmuszona z glowa do gory a za nie drepcze maz jak potulny piesek z glowa na dol, przegrany.

    Z mojego podworka:Moj brat przyjechal do USA i zakochal sie w Amerykance.Byla wyksztalcona i piekna,blondyna, wielki biust, w rozmowie rozsadna, skarb a nie kobieta sie wydawalo.W USA jednak nie ma zapowiedzi i nikt go nie ostrzegl, ze kobieta ma schizofrenie a gdy jest na Prozaku to zachowuje sie normalnie.Urodzila sie dziewczynka-nienormalna, urodzil sie chlopak-normalny.Zona brata przestala zazywac lekarstwa bo po Prozaku nie odczuwa sie przyjemnosci seksualnej i zaczelo sie pieklo.W koncu zadzwonila na policje by brata zabrali, ze niby ja bije i wystapila o rozwod.Brata skuli i przelezal na betonie 3 dni bo w areszcie w USA nie ma pryczy tylko betonowa podloga.W poniedzialek zaprowadzili go skutego w pomaranczowym stroju przed Muzynke, sedzine.Brat staral sie tlumaczyc, ze zona ma schizofrenie, ze boi sie o bezpieczenstwo dzieci.Sedzina na to:Wy wszyscy mezczyzni jestescie tacy sami, zakaz zblizania sie do zony na odleglosc 100m.Zaczal sie proces rozwodowy , ktory trwal 1.5 roku.Ona ani razu nie stawila sie w sadzie a w koncu bratu przyznano opieke nad dziecmi, polowa majatku dla zony w gotowce i alimenty , ktore ma jej placic do konca swiata w wysokosci $1500 miesiecznie.Ona drzwi nie otwiera, nakazu sadowego nie przyjmuje.W koncu przynano bratu obstawe policyjna i ostroznie podeszli do domu.Poczuli smrod kloaki.Policjant zapukal do drzwi a ona wylecialna na niego z pyskiem.Policjant uciekl jak zajac i schowal sie w w swoim samochodzie.Wezwal po posilki.Przyjechalo kilka radiowozow.Wtedy im otworzyla, z domu buchnal niewyobrazalny smrod.Pies, kot, nienormalna corka, syn, zalatwiali sie gdzie popadnie, nie myci, dziw ze zywi.Okna zasloniete kocami, ciemnosc, dzien i noc.Ona zamawiala posilki z restauracji i nie opuszczala domu przez 1.5 roku.
    Ile to brata kosztowalo zapytacie.$250000.Za sady, za adwokatow, polowa majatku dla niej.Plus te alimenty co musi jej placic do dzis.Dzielny chlopak.Pomagalem mu doprowadzic dom do porzadku.Zerwalem sciany, podlogi, wszystko zlewane chlorem, enzymami, mydlami, perfumami, kilkanascie razy, a pomimo to jak powietrze jest wilgotne to ten smrod wychodzi 15 lat pozniej.Dom nalezalo podpalic.
    Co stalo sie z nia zapytacie:
    Wyprowadzila sie, znalazla prace, dobrze zarabia, plus alimenty od mego brata i zyje jak paczek w masle.
    Corka, ta nienormalna, dalej jest nienormalna, ma 23 lata i brat sie nia opiekuje jak najukochanszym dzieckiem.Gdy jest w pracy to osoba przychodzi, oplacana przez stan by jej pilnowac.
    Syn, opuzniony w szkole bo 2 lata z podstawowej szkoly stracil, wszysko nadrobil,w szkole sredniej zaczal experymentowac z Cold Fusion i byl pokazany w filmie dokumentalnym "THE BELIEVERS", ktory zdobyl 1 nagrode na festiwalu filmowym w Chicago.Obecnie student uniwersytetu w Michigan i studiuje produkcje samochodow, pracujac jednoczesnie.Dziadek, ojciec jego matki czujac sie winny, ze nie ostrzegl mego brata przed swoja corka zapisal synowi mego brata swe oszczednosci:$350000.Tak , moj brat jest swiety chodzacy po ziemi,nigdy nie ma minuty czasu dla siebie ale zawsze wesoly a z kobietami nie chce miec juz nic do czynienia.
  • @staszek kieliszek 05:52:32
    No właśnie! Ileż to polskich małżeństw zostało rozbitych przez niezawisłe sądy. Ileż dzieci stało się półsierotami, wskutek programowego niszczenia tego co mamy najcenniejsze. W wielu przypadkach właśnie taki trzy dniowy areszt, ze wspólnym betonowym łożem dla obu małżonków pewnie byłby czynnikiem odnawiającym więzi małżeńskie i ratującym dzieci.

    Serdecznie pozdrawiam
  • @Zorion 08:11:37
    Amen.
  • @staszek kieliszek 05:52:32
    Każdy facet ma różne podejście do rozwodu i "postulatów" żony.
    Udzielając się społecznie natrafiłem na faceta (Polak) w czasie procesu rozwodowego ze zdradzającą go żona. Na wymagania swojej partnerki odpowiedział jej swoimi. Równy podział przy opiece i wychowaniu dzieci
    ze wskazaniem iż mogą żyć u matki. 50/50 podział majątku oraz zasobów złożonych w banku. Przy odstępstwie od "propozycji" zostało by jej jeden miesiąc życia. W wypadku jego aresztowania lub nietypowej śmierci (bal się jej nowego partnera) także by straciła życie. Facet był z tym bardzo poważny wiec zona poszła na ugodę i uczciwe warunki. Po półtora miesiąca sprawy rozwodowej byli już od siebie wolni. Jak widać facet postąpił dobrze gdyż dzieci jego kończą już studia a on i dawna partnerka finansowo przez adwokatów i roszczenia niezrujnowani żyją sobie szczęśliwie.
    Może powinienem to wtedy zgłosić jednak byłem zdania iż facet postępuje słusznie.
  • @autor
    "Owszem, takie związki określa się jako oparte na „miłości” tyle, że ich podstawą jest ukształtowany (niekiedy dewiacyjnie) popęd seksualny"

    Powinno być:

    "Owszem, takie związki określa się jako oparte na „miłości”, tyle że ich podstawą jest ukształtowany (niekiedy dewiacyjnie) popęd seksualny."

    Nie zawsze należy przecinkiem salutować przed "ż".
    /Na dobry poniedziałek korekta za friko./

    Pod względem merytorycznym natomiast OK. Podstawą małżeństwa powinna być chęć przedłużenia gatunku.

    Natomiast w kwestii pigmejów Pan odjechał.... już w pierwszym pokoleniu kontaktowania się z cywilizacją potrafią uczyć się języków obcych i zdają maturę (udokumentowane!), prawdopodobnie w drugim lub przy nieco wyższych nakładach edukacyjnych wykształcenie wyższe jest jak najbardziej w ich zasięgu, czego nie można np. powiedzieć o maturzyście Kwaśniewskim.

    Usprawiedliwia Pana to, że ten sam popełnili Australijczycy, przez 150 lat albo i dłużej uważając aborygenów za podludzi.

    https://youtu.be/JLH1cgvAgcs

    Słowa uderzają niczym bumerang. Główny ideolog CP mógłby nieco bardziej przemyślanie swoje myśli formułować.
  • @autor
    „człowieka z próbówki”. To eliminowałoby rolę kobiet w podtrzymywaniu gatunku

    Tu Pan odjechał totalnie.
    Akurat spermę pozyskuje się znacznie łatwiej, niż jedyny znany póki co nauce idealny inkubator, jaką jest kobieta i na razie alternatywy jej brak.
    Tak więc wg obecnego stanu wiedzy "uprawy ludzi z próbówki" wyeliminowałyby nie kobietę, ale właśnie faceta.

    Poza tym co to dla faceta za przyjemność "mieć dzieci" bez naturalnego poczęcia? Coś od życia też nam się należy...

    Pan z Ruszkiewiczem przypominają mi czasem tych dwóch. Tylko nie wiem który kim.
    https://www.youtube.com/watch?v=4hELlnOhh34
  • @wiedzajestwksiążkach 01:55:11
    A teraz rozumiem pewne odniesienia w Pana uwagach - Polonia wyraźnie "odjeżdżała".

    A tu; owszem, mogę zgodzić się z treścią komentarza. W zasadzie nie można mu nic zarzucić.
    Jednak wobec tego nasuwa się pytanie jakie są podstawy określania , co jest "Boskim Prawem Życia" i kto może o tym wyrokować?

    W tym przypadku, pomijając, że nie podał Pan definicji tego "Boskiego Prawa Życia", nie określił Pan też wyłuszczonych pierwszych wątpliwości.

    Dotykamy miejsc wrażliwych - może być tak, że przetrwamy, albo nie.

    Pytanie: kto bedzie się opiekował niepełnosprawnymi w czasie zamieszek społecznych, które mogą niebawem nastąpić?
  • ????
    "Jeśli zatem rozważać kształt rodziny w ujęciu cywilizacyjnym, konieczne jest też określenie ról społecznych małżonków przy założeniu, że wybór jest świadomy i odpowiedzialny – ludzi równych, chociaż różnych"

    Czy Pana z rana - za przeproszeniem - pogięło?

    Od kiedy to trzeba pisać, że kobieta karmi piersią i pielęgnuje, a facet ma dać temu gniazdku bezpieczeństwo, opiekę i siłę? Nawet jeśli Pan tego nie zadekretuje, i tak następnego dnia krowy cielne będą się cieliły, dojne będą dawać mleko, a buhaj będzie ryczał, jak od wiek wieków się dzieje.

    Macierzyństwo to najpóźniej ten moment (właściwie już ciąża), od którego całe szpalty napisane przez Michnika w "Wysokich Obcasach" i cała kultura "równości między płciami", imputowana Polkom (i niekiedy Polakom, bo faceci też to czytają niekiedy) w Cosmopolitanach itp. bierze w łeb... bo żaden Michnik, choćby nawet jak nie wiem jak płodny literacko był, nie jest w stanie spłodzić takiego cudeńka, które niemal każda kobieta urodzić potrafi.

    Chce Pan definiować, czym kto ma się zajmować? Że to kobieta karmi piersią, a nie facet?

    Świat jest tak ukształtowany, że pewne rzeczy dzieją się automatycznie i wszystko wraca na swoje miejsce samo z siebie.

    Zostają szczegóły: osobiście sądzę, że w pewnych okresach życia pożyteczniejsze dla wszystkich jest prasowanie pieluch przez faceta (dziś są pampersy na szczęście), niż pucowanie lakieru nowej beemki, którą teściowie kupili młodemu żonkisiowi, ale niektóre kobiety wolą zajechać wypastowaną furą.... więc co tam kto woli.
  • p. Wojtas
    "Zazwyczaj tworzone były zgromadzenia przyświątynne, gdzie kobiety żyły we wspólnocie o dużym zakresie swobód. Za wyjątkiem prawa do posiadania dzieci."

    Przewagą chrześcijaństwa nad kulturą sumeryjską i wszelkimi możliwymi twardogłowymi, jakich dziś wielu, jest to, że nawet zadeklarowana jawnogrzesznica mogła w pewnym momencie nawrócić się, założyć rodzinę i mieć dzieci.

    A może Pan, jak ten reymontowski Antek-neofita, pierwszy będzie za tym, by Jagnę na taczkach wywieść, niepomny chrystusowego "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy podniesie z ziemi kamień, hę?
  • @Stara Baba 08:34:23,staszek kieliszek & @
    Dzięki za przykłady.
    Celem tych uwag nie jest jednak rozpamiętywanie męskich krzywd, a ustalenie warunków na jakich ma i może być budowana rodzina w warunkach Cywilizacji Polskiej. W znacznym stopniu ma to być odtworzenie poprzednich zasad jakie obowiązywały w Rzeczypospolitej.

    Zwrócić chcę też uwagę, że to, co opisaliście jest wynikiem zaniku więzi społecznych, czyli odrzuceniem wpływu społeczności lokalnej na wybory indywidualne. A ten czynnik powinien być brany pod uwagę. Czyli stan zdrowia kobiety i mężczyzny przy decyzji o związku powinien być przedmiotem publicznej troski.

    Jak napisałem - jestem za rozwiązaniem w postaci usuwania płodów uszkodzonych ("skała Tarpejska"), ale jeszcze bardziej jestem za tym, aby zapobiec takim przypadkom. A przynajmniej tak, aby zminimalizować liczbę przypadków.

    "Róbta, co chceta" - to nie jest postawa etyczna.
  • @autor
    w kwestii "małżeństwo a zasada przyjemności"

    Będąc ostatnio na plaży i porównując tuszę mężczyzn "z odpowiednim stażem małżeńskim" z facetami samotnymi jednoznacznie stwierdzam, że ci pierwsi znacznie częściej, niż ci drudzy kierują się zasadą przyjemności.

    Osobiście również nie jestem wolny od słabości do dobrego jadła... nie to, bym komukolwiek wyrzucał... ale nie twierdźmy, że małżeństwo w polskich realiach to asceza...

    Natomiast jeśli chodzi o inne przyjemności, które np. spalaniu kalorii towarzyszą, to już zależy od konkretnych sytuacji.... przy założeniu, że kryterium sukcesu jest rozmaitość, to nic nie przebije potencjału singla, czego doskonale świadomi są np. arabscy młodzi faceci, których do ożenku przed 40-tką nie przymusisz.... a kultura sprzyja ich singlowatowej wolności wymogiem zdobycia przez nich "posagu" dla swej wybranki.
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:13:02
    "ustalenie warunków, na jakich ma i może być budowana rodzina w warunkach Cywilizacji Polskiej"

    Chce Pan pisać nowy kazuistyczny szariat, tyle że do naszych realiów dopasowany?

    Natomiast Pana uwagi o upadku więzi społecznych jak najbardziej trafne.
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:13:02
    "Jak napisałem - jestem za rozwiązaniem w postaci usuwania płodów uszkodzonych"

    Myślę, że pozostawienie decyzji rodzicom jest jedynym sensownym wyjściem, tak po prawdzie.

    Zarówno przymus usuwania, jak i przymus rodzenia wadliwych płodów, to totalitaryzm. Przy czym w pierwszym przypadku jest to totalitaryzm spartańsko-faszystowski, a w drugim - katolicko-talibański.
  • @maharaja 08:46:57
    Co do przecinków; nie byłem tego uczony. Nie pochodzę z klasy "właścicieli PRL-u", co zazwyczaj wiąże się ze starannym wykształceniem. Tacy jak Pan - umieją wszystko po polsku poza jednym: nie umiecie myśleć po polsku.

    A co do Pigmejów: świadomie zostawiłem zbitkę znaczeniową, gdyż nie chodzi mi o wartościowanie rasy, a skutki krzyżowania.

    PS1. Skoroś Pan taki szczegółowy - to świadczy o damskich cechach charakteru. Bo jest to typowa cecha kobiet. A pisałem wcześniej, że chirurg Panu wyciął wszystko to, co było konieczne, czyli jaja.

    PS2. "Objawiasz się" Pan tutaj jako wykształcony wszechstronnie. A to obligowało do odniesienia względem uwagi o "szmaragdowych tablicach". Wcześniej sugerowałem napisanie o muzyce sfer - też nic.
    Znaczy - wykształcenie pobieżne.
  • @autor
    Czy niebawem - jeśli kasandryczne zapowiedzi Angeli Merkel o 12.000 muzułmanów się sprawdzą - mając na podorędziu tabuny islamistów Pan jako Pierwszy Macho III RP poczuje się raźniej nieco?
  • @maharaja 09:07:02
    Ewidentnie należy Pan do grona "resortowych dzieci". Uwagi wyraźnie na to wskazują.
    Teraz powołuje się Pan na przeczenia tezom Michnika, ale miał już Pan kilka wejść wskazujących na powiązania z tym środowiskiem.
    Czy np. karmienie piersią jest naturalne?
    Na początku lat 70 - tych ub. wieku "medycyna oficjalna", czyli pediatrzy zalecali odrzucenie karmienia piersią. Jeszcze na początku lat 80 - tych moja zona otrzymywała takie sugestie od lekarzy.

    Dlatego, gender, nie pouczaj o tym, czego nie rozumiesz.
    To też bardzo kobieca cecha - będę o niej pisał.

    A co do "kobiet leżących odłogiem". (To nawiązanie do kultu życia : ziemia rodzi plony, kobieta rodzi dzieci, jałowa ziemia - jałowa kobieta).

    W chrześcijaństwie podobną rolę odgrywały klasztory.

    Zatem - ucz się, gender, a nie pouczaj.
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:24:14
    Jam wnuk chłopów (x4), może nieco się wyemancypowałem formalnie, ale tylko formalnie, nie mentalnie ("Chłop może opuścić wieś. Wieś chłopa - nigdy").

    Do dziś nie potrafię prawidłowo stawiać partykuły "by" w trybie przypuszczającym, jak większość małorolnych, nienawykłych do gdybania. Zresztą staranność w dbaniu o interpunkcję przyszła późno.

    PS. Nie chce mi się sprawdzać, czego nie wiem....
    a przymus aktualizacji własnej niewiedzy to domena zniewolonych i aspirujących.

    pozostanę pijany lecz szczęśliwy własną ćwierćwiedzą, zgodnie z maksymą Krasińskiego, że "piętnem tego globu niedostatek".

    A w kwestii muzyki sfer i tak nikt nic mądrzejszego nie wyśpiewa, niż te dwie w towarzystwie śp. Marka i tego drugiego w czerwonym.

    https://www.youtube.com/watch?v=2t93IX3OtJo


    Jak one bawią się tą muzyką....
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:35:01
    Teraz powołuje się Pan na przeczenia tezom Michnika, ale miał już Pan kilka wejść wskazujących na powiązania z tym środowiskiem.

    Pierdoły....

    Ojca w 81 za to, że był kierownikiem zakładowej komórki Solidarności, z pracy wyrzucili... pretekstem było to, że na wczasach zakładowych w wakacje z kumplami śpiewali "Żeby Polska była Polską...."

    Owszem. Mam coś wspólnego z Michnikiem. Słabość do jąkania.
    Tylko że u mnie jest to słabość do jąkania w wykonaniu JKM.

    pozdrawiam

    PS. Michnik potrafił też być dowcipny. Pamiętam, gdy wszedł na mównicę sejmową, prosząc (bodajże Zycha) o większą liczbę czasu "trochę wyrozumiałości dla jąkały"... wtedy go polubiłem.
  • @programista 17:39:08
    "W przyrodzie nie ma pojęcia prawa, ale jest pojęcie czegoś niemożliwego, co nigdy nie zaistnieje."

    Genialna uwaga.

    Dlatego osobiście nie mam specjalnych obaw co do ekspansji jednopłciowych związków cywilnych, bo z natury są one nierozwojowe. Nieprokreacyjne.

    Po pierwsze: kierują się zasadą przyjemności, więc mało kto z nich w ogóle chce mieć dzieci. Jak sami geje o sobie mówią: "prawdziwy gej używa życia, ile się da, a nie daje z siebie".

    Po drugie: jeśli już zdecydują się na adopcję, to
    - ilość krajów, w których jest to prawnie możliwe, póki co niewielka
    - ilość adopcji w całokształcie urodzeń naprawdę śladowa.

    Pozostawmy troskę o to następnym pokoleniom, żeby się nie nudzili.

    Dlatego jestem nawet w stanie zaakceptować adopcję przez dwójkę jednopłciowców, na zasadzie :wyjątek potwierdza regułę.

    Wierzę, że są sytuacje, w których np. dwie dobrze sytuowane kobiety potrafią choremu dziecku dać więcej, niż przeciętnie usytuowana normalna rodzina.

    Jako facet, który (jak większość z mężczyzn) nie potrafi sobie wyobrazić bliskości fizycznej z innym facetem i na samą myśl o tym dostaje torsji, pozwolę sobie nie zabierać głosu na temat związków męsko-męskich. /Natomiast kobiety podobno lubią gejów..../

    Sami mamy do zrobienia coś innego: zakończenie polsko-polskiej debilnej naparzanki i pozbycie się tej postkomunstycznej bylejakości... braku zasad... braku wartości... tylko przy tym wystarczy roboty na następne 20 lat.


    PS. Słuchać Eltona Johna lubię. Trochę te jego dźwięki bardziej wyrafinowane, niż np. dolnośląskie wygibasy juhasa Borysewicza.
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:35:01
    "Na początku lat 70 - tych ub. wieku medycyna oficjalna, czyli pediatrzy zalecali odrzucenie karmienia piersią."

    Znam takich, którzy w to wierzyli...

    Dziś na szczęście nawet "Wysokie Obcasy" pozytywnie o karmieniu piersią piszą... choć pierwsze artykuły sprzed 10 lub 15 lat w tej gazecie były porażająco-sztuczne, naideologizowane na maksa genderem i zatrważająco monotematyczne. Michnik łagodzi z czasem swój przekaz do kobiet.

    Być może wiele kobiet z tych "z ziemnego chowu" nie decyduje się na dzieci. A te, które same karmione były w dzieciństwie butelką, dziś swoje dzieci karmią piersią do 2 rż. By w dwójnasób oddać to, czego same nie doświadczyły.
  • @Wojtas
    "ale miał już Pan kilka wejść wskazujących na powiązania z tym środowiskiem"

    Gdy papież mówi o zakazie prezerwatywy w kontekście głodującej Afryki, a Michnik krytykuje to właśnie stanowisko Watykanu, to - sorry - ale dogmat nieomylności tutaj do mnie nie przemawia.
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:35:01
    "Zatem - ucz się, gender, a nie pouczaj."

    Wolność to także wolność wyboru autorytetów.

    Z kultu Sparty (Wojtas) i kultu życia nienarodzonego (Wyszyński) wybiorę jednak to drugie. Z pewną furtką w postaci ustawowej gwarancji wolności wyboru, która przecież katolików i tak do niczego nie obliguje.

    PS. Załóżmy, że technika umożliwia diagnozowanie wad wzroku płodu.
    Czy w takim razie niewidomych też chciałby Pan abortować?

    To tak, jakby zakazać soli do posiłku.... Myślę, że ludzie tak naprawdę tylko zyskują na kontakcie z tymi, którzy mają jakieś tam jednak wady. Każdy, kto miał kontakt z niewidomymi, powie Panu o ich "nadświadomości".
  • @W kwestii nakazu aborcji:
    I jeszcze jedno:

    a) Gdy Kościół wprawdzie sprzeciwia się aborcji, ale toleruje stan faktyczny (jej ustawowa dopuszczalność w określonych przypadkach),

    b) Gdy "papież laickiej lewicy", czyli Michnik, mówi o tym, że aborcja ma być powszechnie dostępna, ale nieobowiązkowa

    c) Gdy papież CP, czyli Wojtas, idzie jeszcze dalej mówiąc, że niezbędny byłby weksel na koszty egzystencji takiego "wadliwca",

    d) a środowiska skrajnie katolickie chcą jej absolutnego zakazania,

    to mamy do czynienia z dwoma skrajnymi totalitaryzmami (c) i (d) oraz dwoma poglądami zniuansowanymi (a) i (b).

    Polacy bardzo nie lubię totalitaryzmów. Także kato-totalitaryzmów.
    Tym bardziej nie polubią totalitaryzmu spod znaku CP w Pana wydaniu.

    Dogmatycznie najbliższa mi postawa (b), mentalnościowo (a).
    Mniej więcej taka jest dziś opinia większości Polaków.

    Akcentując dopuszczalność (ba, nawet nakaz) aborcji powoduje Pan, że szerokie rzesze Polaków nie biorą Pana na poważnie. I zastanawiam się: robi Pan to świadomie? Niczym Leszek Miller, uderzając w tony skrajnie PRL-nostalgiczne, co zapewnia mu obecność w parlamencie, ale zwalnia z ciężaru władzy?
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:56:45
    Pytanie: "Kto będzie się opiekował niepełnosprawnymi w czasie zamieszek" byłoby zbędne, gdyby przyrost naturalny umożliwiał zastępowalność pokoleń / był nieco wyższy.

    Liczebność to najlepsza gwarancja rozwoju gospodarczego. Znacznie lepsza, niż posiłkowanie się imigracją...

    "Patrząc na tendencje demograficzne Polski i ruchy imigracyjne to chyba faktycznie trzeba bezwzględnie i raz na zawsze zakazać aborcji, i to wszelakiej, bo w przeciwnym razie debile wyabortują wszystko, jak leci."

    Kulturę kultu życia zaczynać należy od poszanowania dla tego "wybrakowanego".
  • @maharaja 16:06:51
    No jednak błędne było pozostawienie Pana na tym świecie; najgorsi są manipulanci. Tych należałoby się pozbyć za wszelką cenę.

    A Pan manipuluje moimi wypowiedziami. Do tego fałszuje własny przkaz.

    NP. jeśli (prawda) tylko przyrost populacji gwarantuje rozwój, to (nieprawda), że każdej formy życia. Rano , czy wczoraj była jakaś audycja, gdzie niepełnosprawny narzeka, że chciałby studiować, ale do tego potrzebny mu asystent + oczywiście rodzina do opieki.
    Czyli potrzeba zaangażowania kilku osób dla zapewnienia rozwoju jednostce bez gwarancji, że później będzie samodzielny.

    Przykład manipulacji.

    Inna machloja.
    Rozważa Pan mój stosunek do aborcji poprzez li tylko indywidualne rozumienie wolności w duchu JKM.
    A gdzie wpływy i oczekiwania społeczne?
    Gdzie możliwości techniczne opieki na niepełnosprawnymi jeśli będzie ich dużo? Kto ma zagwarantować im minimalne warunki do istnienia?

    W sumie - jest Pan manipulantem o ograniczonej zdolności do syntezy myśli.
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:04:45
    W poruszanym temacie, mimo iż jest drastyczny, całkowicie się z Panem zgadzam. Odruchem normalnym u większości jest aby zamiast rozwiązywać drastyczne problemy wkładać głowę w piasek i liczyć ze może samo się rozwiąże.
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:04:45
    Rozwój populacji przebiega na wielopłaszczyznowo:
    -liczebnie
    -gospodarczo
    -moralnie.

    Najlepiej, gdy jest to rozwój zrównoważony.

    Polacy postawili na rozwój moralny (zakaz aborcji) przy upośledzeniu sfery materialnej (wysokie podatki) i demograficznej.

    Niemcy chrzanią demografię, podobnie jak i Polacy, a gospodarkę stawiają ponad moralnością.

    Amerykanie jeszcze się jakoś trzymają demograficznie i podatkowo, a co do moralności to różnie w różnych Stanach....

    nie można się li tylko na gospodarce skupiać, choć - nie przeczę - jest ona b. ważna.

    Co do abortowania coniektórych uważam, że czasem warto jednego dziwaka z drugim jednak pozostawić na tym padole i dać im szansę, bo może na emeryturze, gdy czasu więcej, coś tam oryginalnego jednak wymyślą.
    Pozdrawiam
  • @Stara Baba 18:09:42
    Każde społeczeństwo rozwija się z pewnym zapasem środków poza konieczne potrzeby.
    Pewne środki mogą z tego być kierowane na osoby niesprawne.
    Jednak po przekroczeniu granicy możliwości - niepełnosprawni stają się obciążeniem obciążającym możliwości rozwojowe.
    A jeśli dojdzie do kataklizmu - susza, powódź itp., przy konieczności wyboru - czyje istnienie zachować?
  • @Krzysztof J. Wojtas 21:53:46
    cytuję:

    "Ostatnie pełne dane dotyczące liczby osób niepełnosprawnych w Polsce pochodzą z Narodowego Spisu Powszechnego 2011. Według nich liczba osób niepełnosprawnych ogółem wynosiła około 4,7 mln i stanowiła 12,2 proc. ludności kraju. (...). Większość osób niepełnosprawnych wciąż pozostaje poza rynkiem pracy. W 2012 r. biernych zawodowo było prawie 72 proc. osób w wieku produkcyjnym. Z pracy utrzymywało się 16,9 proc. osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym (...).

    Cały tekst: http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35241,15064084,W_Polsce_12_procent_ludnosci_to_osoby_niepelnosprawne_.html#ixzz3lkkoLxBz

    No to ma Pan odpowiedź.
    Odliczając od tych 12,2 proc. tych, którzy się utrzymują z własnej pracy, mamy nadal niemal 9 procent niepełnosprawnych. Niemal 4 mln osób.
    Niektórzy z nich otrzymują zasłużone emerytury (niepełnosprawność po nabyciu uprawnień emerytalnych) i państwo dopłaca im tylko ew. renty zdrowotne / dodatki za stopień niesprawności. Niektórzy wcześniej przestali pracować, ale do pewnego czasu pracowali. Większość była i jest na garnuszku rodziny / państwa.

    Jakie kwotowanie by Pana zadowalało?
    1%? 5%? 8%?

    Co w takim razie uczynić z pozostałymi, którzy nie mieszczą się w akceptowanym przez Pana limicie? Ewaporować?

    A może samo postawienie tego zagadnienia w taki sposób jest chore i świadczy o zaburzonej hierarchii?

    Może najbardziej upośledzonymi umysłowo są ci, którzy posługują się pojęciem "kwotowania", "limitowania" czy "przymusowej eutanazji"?

    Może po prostu za punkt wyjścia przyjąć "solidaryzm" z wszystkimi niepełnosprawnymi i obniżyć ogólny poziom życia po to, byśmy wszyscy czuli, że należymy do jednego zwartego społeczeństwa?

    Te kwestie nie są specyficzne tylko dla Polski. Można uczyć się też na przykładzie innych.

    Można zobaczyć, jak w innych krajach z tego wybrnięto.

    Nie przypominam sobie jednak, by ktokolwiek, poza hitlerowskimi Niemcami w poprzednim stuleciu, stosował dobrowolnie na powszechną skalę program poprawiania statystyk i podrasowywania wskaźników ekonomicznych, polegający na eliminacji niepełnosprawności. Owszem, Skandynawowie kogoś tam sterylizowali... dopuszczali eutanazję... ale dziś nikt nie kwestionuje prawa niepelnosprawnych do życia.

    Owszem, 4 mln niepełnosprawnych to nie jest mało. Ale równie dobrze kimś takim może być Pan, ja lub nasze dzieci / rodzice / małżonkowie. Nieznane są wyroki boskie.

    Problemem Polski jest wg mnie głównie brak przejrzystości finansowej.
    Są nim wypasione urzędy skarbowe, wysokie diety i rozrzutność uprawiana przez polityków centralnych i lokalnych. Jest nim brak zwartości przychodów. Jest brak zrównoważonego rozwoju rynku pracy, tkanki mieszkaniowej itd. Jest nim brak elementarnego rozsądku i przyzwoitości.

    Mniejszym problemem jest sama konieczność wsparcia. Konieczność ta nie jest powszechnie kwestionowana. Nie wyobrażam sobie, by przy odpowiedniej kampanii informacyjnej Polacy nie zgodzili się na wyższe opodatkowanie, gdybyśmy tylko mieli autorytety, którym jesteśmy w stanie uwierzyć, jeśli chodzi o dane statystyczne.

    Bo nawet jeśli część wydatków, które są marnotrawione przez polityków i działaczy, stanowią tylko promil ogólnego budżetu (czy tak jest, tego nie wiem, zastrzegam), to wskutek permanentnego nagłaśniania tego zjawiska żyjemy w poczuciu, że Polska = bantustan, a poziom zaufania społecznego powszechnie spada.

    Czy więc nie nagłaśniać?
    Owszem, nagłaśniać, bo to działa prewencyjnie. Ale jeszcze bardziej mówić o przykładach dobrego zarządzania, by wreszcie zaczęło dziać się coś na plus w tym kraju.

    Nie kwestionuję zasadności Pana rozważań. Ale same aspekty gospodarcze i traktowanie niepełnosprawnych jedynie jako pozycję w statystyce to nie jest rozwiązanie.
  • @Krzysztof J. Wojtas 21:53:46
    Podziwiam Pańską cierpliwość. Ale sam żeś się Pan podjął zadania krzewienia idei CP, więc masz Pan jak chciałeś.
    Koleś, proszę wybaczyć kolokwializm, pierdoli tutaj jakby z dachu spadł, wypisując pierdyliony banałów o niczym.
    Wypisz wymaluj - osobnik w pomidorowym berecie, z naszywką na ramieniu, świadczącą o przynależności taktycznej do batalionów szturmowych Szechtera, desantujących na media niezależne.
    A Pan chwalenie nie banujesz.
    Pozostawianie jego wypocin świadczy o postawie bardzo chrześcijańskiej, bądź - terminologię pozostawiam w kwestii Pańskiego uznania - zgodnej z duchem CP.
    Na moją znajomość sztuki taktyki , wszystko tutaj wskazuje na atak saturacyjny i może się w pewnym momencie okazać, że brakuje Panu trzeciego policzka do nastawiania.
    Ad rem.
    Panie Krzysztofie, wszystko w kwestii osób niesprawnych jest naprawdę wspaniale ujęte, niemniej jednak i tutaj pojawia się niezmienna dla Pańskich dywagacji kwestia.
    Mianowicie - określenie stosownych warunków brzegowych.
    Jakież to niepełnosprawności należałoby przypisać osobom, aby uznać je za niepełnosprawne, w rozumieniu przydatności społecznej?
    Upośledzenie ruchowe? Daj Pan spokój, takowe akurat w niczym nie przeszkadza, aby być artystą, architektem, lub chociaż księgowym.
    Psychiczne? Wielu artystów było, stosując trywialne kryteria dotyczące tej przypadłości, zwykłymi wariatami.
    Weźmy takiego matematyka, wspaniale sportretowanego przez Russela Crowe w filmie "Piękny Umysł".
    Dla człowieka z gminu, obecnie reprezentowanego przez tzw. kibola, zapewne byłby to czysty wariat.
    Mozart - autyzm w dość poważnej postaci. Albo taki Van Gogh - któż normalny sam sobie obcina sobie ucho?
    Można oczywiście nie lubić Impresjonizmu, ale obrazy tego nurtu sprzedają się za miliony dolarów, zatem wyżej wymieniony odniósł sukces finansowy. Późny, bowiem pośmiertny, ale zawsze.
    Jak się to ma do kryteriów dawnej wsi, gdzie człowiek musiał być silny jak tur i w miarę kumaty? Nijak. Przy czym słowo - w miarę, jest tutaj kluczowe.
    Za bardzo kumaty też stawał się w rozumieniu otoczenia nienormalny, bowiem ludzie zbyt długo myślący byli przy prostych pracach mało przydatni.
    A teraz proszę to odnieść do współczesnej wiedzy.
    Gdyby matka Mozarta, dzięki badaniom prenatalnym, wiedziała że urodzi niepełnosprawne dziecko, to czy dobrze by było, gdyby taki człowiek nie pojawił się nigdy na świecie?
    Pewnie świat istniałby dalej bez "Czarodziejskiego Fletu", ale przyzna Pan zapewne, że byłby nieco uboższy.
    Wszystko jest kwestią szacunku dla inności, ale nie tej, wynikającej z rozwydrzenia, tylko akceptacji wrodzonych cech człowieka.
    A ta akceptacja jest przecież tożsama z lansowaną przez Pana definicją miłości.
    Serdecznie pozdrawiam.
    P.S. Piszę to jako brat kogoś, kto w Polsce był uznany za osobę (lekko) niepełnosprawną. W innym kraju zrobił całkiem niezłą karierę, przekładającą się na spory sukces finansowy. Bez żadnych zasiłków i wspomagania przez państwo - po prostu dzięki temu, że w otwartym społeczeństwie człowieka ocenia się pod względem przydatności, a nie przystawania do normy.
  • @maharaja 08:52:51
    "Tu Pan odjechał totalnie.
    Akurat spermę pozyskuje się znacznie łatwiej, niż jedyny znany póki co nauce idealny inkubator, jaką jest kobieta i na razie alternatywy jej brak.
    Tak więc wg obecnego stanu wiedzy "uprawy ludzi z próbówki" wyeliminowałyby nie kobietę, ale właśnie faceta".

    Myślę, że nie, że to ci, co fantazjują (na koszt obywateli) z tym "życiem z próbówki" odlatują totalnie.
    Boga nie da się tu zastąpić. To on, dając życie, daje każdemu człowiekowi jego indywidualność i jego unikalność, dzięki czemu ludzkość pozyskuje wciąż nowe i odpowiadające na potrzeby życia cechy.

    Natomiast te "prostsze sposoby na pozyskiwanie spermy" to już w najlepszym razie powielanie istniejącego materiału genetycznego, albo i ubieranie w ciało chorych ideologii naukowców, czy innych utopistów, a zwykle degradacja cech ludzkich, przy czym najczęściej te twory nie będą zdolne do samodzielnego życia, nie mówiąc nawet, czy to ludzie, czy od razu mutanci, czyli faktyczne zwierzęta.
  • @maharaja 09:11:10
    "Przewagą chrześcijaństwa nad kulturą sumeryjską i wszelkimi możliwymi twardogłowymi, jakich dziś wielu, jest to, że nawet zadeklarowana jawnogrzesznica mogła w pewnym momencie nawrócić się, założyć rodzinę i mieć dzieci.

    A może Pan, jak ten reymontowski Antek-neofita, pierwszy będzie za tym, by Jagnę na taczkach wywieść, niepomny chrystusowego "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy podniesie z ziemi kamień, hę?".

    Dawanie drugiej szansy to nie jakiś obowiązek, a potraktowanie wyjątkowe, unikalne i łaska, która pociąga za sobą konsekwencję dopilnowania, by jej cel został osiągnięty, zaś w przypadku tego, co się najczęściej okazuje, czyli braku przemiany życia, by stało się ono zdolnym do życia w tym stanie nawrócenia, wycofanie tej swojej łaski.
    Pozostaje też kwestia zadośćuczynienia za wyrządzone zło.
    Osoba dostępująca wybaczenia ma robić wszystko, co w jej mocy, żeby za swoje zło zadośćuczynić, żeby ponaprawiać powyrządzane krzywdy, a całą resztę ma brać na siebie przebaczający. Jak nie jest w stanie, to jego przebaczenie jest pustosłowiem.

    W praktyce to zwykle słusznie jawnogrzesznice były kamienowane, bo rzadko to były osoby, które byłyby zdolne uczciwie przyjąć wybaczenie i żyć jak człowiek. Z kolei rejmontowski Antek to wzorcowa postać odpowiedzialnej osoby (zresztą wspieranej przez wieś), która nie widzi możliwości zadośćuczynienia za grzechy Jagny, a zwłaszcza zagwarantowania, że odtąd będzie żyła cnotliwie i nie będzie rozbijała rodzin.

    Pierwszym obowiązkiem człowieka jest przeżyć. Drugi, z niego wynikający to nie dać sobie szkodzić, chyba że jest w tym obrona ludzkiej wartości wyższego rzędu. Za tym idzie obowiązek skutecznego odseparowania się od wszelkich nastających na niego (i tych, za których jest odpowiedzialny) bestii, w tym bestii w ludzkiej skórze, albo odseparowania ich - np w klatce, więzieniu, czy na wygnaniu. Oczywiście wcześniej należy przełamywać bezpośrednie zagrożenie, odbierać bestii narzędzia szkodzenia, obezwładniać, neutralizować jej kłamstwa, propagandę ideologię, wszelki jad, którym manipuluje innymi ludźmi.

    Tutaj takim jadem jest herezja o obowiązku przebaczania, czy że to postępowe.
  • @miarka 05:59:09
    W sumie zgadzam się.

    Nie istnieje coś takiego, jak obowiązek przebaczania.
    Jest tylko postulat ewangeliczny, ale od dotyczy tylko chrześcijan.

    Antek wzorcem świętości nie był. Co najwyżej może Hanka, a i to niekoniecznie.
  • @autor
    Sam tytuł: "Kobieta a cywilizacja" świadczy - sorry - o pewnym prymitywizmie myślowym. Tytuł ten jest obarczony błędem logicznym. Sugeruje, jakoby kobieta sama z siebie do cywilizacji nie należała i potrzebny byłby jeszcze akt inicjacji, jakim jest macierzyństwo, albo przystąpienie do zgromadzeń zakonnych i parazakonnych.

    Proszę sobie wyobrazić inny tytuł:
    "Samiec a ludzkość, czyli jak ucywilizować testosteron".
  • @Wojtas
    Czyli, czy kobieta jest dla mężczyzny „jedynym rozwiązaniem”?

    A widzi Pan alternatywę? Jeśli tak, to jaką?

    W przynajmniej dwóch kwestiach: TAK, właśnie kobieta jest jedynym rozwiązaniem i nie zapowiada się na zmianę. W kwestii macierzyństwa i w kwestii pożycia.

    Oczywiście biznes zawsze znajdzie erzace, tj. sztuczne inkubatory (na razie tego jeszcze brak) tudzież dmuchane lale (te już są).

    Chce Pan szukać erzaców??? Bo nie rozumiem....
  • @maharaja 00:26:21
    Konieczne jest przedstawienie radykalnych poglądów, aby odsłonić niektórym (debilom) klapki na oczach.

    Generalnie - jak ma się pańskie ujęcie do żądań opiekunów niepełnosprawnych do świadczeń specjalnych?
    To Pan pominął.

    Tymczasem obowiązuje zasada multi - kulti i "róbta co chceta".
    Do tego państwo pozwala na degenerację środowiska naturalnego. Obecnie nie ma czystych wód powierzchniowych, a chyba połowa populacji ma alergie.

    Potrzeba jest spójna polityka w tym zakresie. Także odnośnie norm zachowań społecznych - zwłaszcza w odniesieniu do młodzieży.

    Idea którą przedstawiam dotyczy wszystkich aspektów problemu. Np. Traktowanie jako "bliźniego" także świata przyrody nie pozwala na jego degenerację. To tworzy warunki, aby dzieci rodziły się zdrowe, a przynajmniej procent niepełnosprawnych był nikły.
    Jacnicki głosi hasło "Dęby rosną powoli, ale ciągle". Degeneracja jest też wzrostem na tych zasadach - tyle, że rakową.
    Ten krąg trzeba radykalnie przerwać.
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:52:57
    "Ten krąg trzeba radykalnie przerwać."
    Jak???

    Zgadzam się natomiast, że znaczna część środków, które mogłyby służyć jako socjal dla niepełnosprawnych, trafia nie do rąk bezpośrednio potrzebujących, lecz do środowisk okołokrzątających się (do urzędników, na utrzymanie bazy, tj. centrów pomocy, na auta, budynki).

    Zastanawiam się, ile ta cała otoczka urzędniczo-paramedyczna nas kosztuje i czy aby jest to bezwzględnie konieczne.

    Znając zdolność biurokracji do rozrastania się w nieskończoność przypuszczam, że nie aż tak znacznym ciężarem jest utrzymanie owych 10% niepełnosprawnych, co wypłacanie sowitych pensji tym kolejnym 3-5% społeczeństwa, które "gospodarują" funduszami itd., pobierając często wielokrotnie większe uposażenie, niż sami niepełnosprawni i inkasując 30% całości funduszy. Jak znam polskie realia, to właśnie tak jest.

    U nas od 25 lat brak jednego: przejrzystości finansowej i sensownej finansowej analizy podejmowanych działań, a na tej podstawie oceny jej skuteczności. Przypuszczam, że do samych niepełnosprawnych trafia mniej niż 50% środków na nich pierwotnie przeznaczanych.
  • @alek.san 04:15:09
    Ma Pan rację. Tyle, że ja tu nie chciałem nawet wchodzić w te szczegółowe rozwiązania, a ograniczyć się do "warunków brzegowych".
    Przedstawione uwagi są bardzo cenne, tyle że raczej powinny znaleźć się w odrębnym cyklu rozważań.

    To wyobrażam sobie jako zaczęcie od kwestii odpowiedzi na pytanie, co rozumiemy przez określenie "NORMALNI" i "NIENORMALNI".
    Granica jest płynna.
    Dalej są rozważania nad pojęciem i rozumieniem, czym jest świadomość.
    A dalej - zbliżamy się do granicy mistycyzmu; ja zaś nie chcę tu poruszać wszystkich kwestii.

    Aby nie rozszerzać. Wiele czasu (lat) zajęły mi rozważania słów Chrystusa dotyczącymi tej kwestii. Godzę się z nimi, chociaż są tylko częściową odpowiedzią.
    Może trzeba będzie do tego wrócić.
    Ale teraz żona mnie na grzyby wyciąga...
  • @Wojtas
    Wiem mniej więcej, jak gospodaruje się w Polsce funduszami na zwalczanie bezrobocia.

    Za 30% środków funduszu buduje się gmach urzędu.
    20% to wypasione biurka, klimatyzacje itd.
    20% przeznacza się na zatrudnienie kilku urzędników.
    10% to zakup auta i paliwo, telefon itd.
    5% to szkolenia. Wszak firmy szkoleniowe muszą z czegoś żyć.
    5% to reklama, branding i koszty reprezentacyjne. Wszak urząd pracy musi mieć swój prestiż.

    10% idzie na faktyczne działania, czyli np. dofinansowanie zakupu maszyny dla potencjalnego już wykształconego rzemieślnika.

    Ta struktura wydatków jest zrakowaciała, a nie sama idea pomocy niepełnosprawnym.

    Lepszy jeden urzędnik, który nawet jeśli pobieżnie przejrzy wnioski o pomoc, to kosztuje nas znacznie taniej, niż 5 urzędników, którzy od A do Z sprawdzają z dokładnością co do joty wszystkie wnioski, by wykazać swą przydatność. Takie myślenie nazywa się "skuteczność finansowa". A tego nikt Polaków nie uczył, bo po poprzednim systemie otrzymaliśmy w spadku tzw. etatyzm.

    Dotyczy to niemal każdej branży, w której środki są odgórnie racjonowane. Pozdrawiam.
  • @maharaja 07:43:58
    Czepiasz się Pan, bo nie rozumiesz. Tak jest z ludźmi ograniczonymi...

    Właśnie chodziło mi o rozważenie roli kobiety z pozycji odrębności od spojrzenia wewnątrzcywilizacyjnego.
    Przecież stąd kwestia, czy zaspokajanie żądzy seksualnej musi być kierowane do kobiety (mężczyzny). Itd.

    Kształcony, a nieuk.

    A już w starożytności wiedzieli, że pismo jest dziełem szatana, bo rozumienie nie z ksiąg, a z serca ma być.
  • @Wojtas
    Zastrzegam: uwagi moje wynikają z doświadczenia życiowego i proszę wziąć margines błędu, ale kierunek jest właśnie taki:

    Niezbędne jest przemodelowanie struktury finansowania (czyli oddolne wspieranie potrzebujących, o najprostszej strukturze: Budżet - Niepełnosprawny, bez pośredników), ryczałtowo, hurtem, nawet niekoniecznie w 100% sprawiedliwe, ważne, żeby dana jednostka dostawała więcej kasy, niż żeby każdy z nich dostawał niemal nic, ale sprawiedliwie.

    Co wywindowało ceny nieruchomości?
    Kredyty, pośrednicy i wysokie podatki (notarialne, pcc).
    Każda transakcja dot. nieruchomości to 6-10% kosztów na boku, które nie trafiają do kieszeni sprzedającego. A jeśli i on płaci podatek, to straty sięgają powyżej 10% procent.

    Obrót nieruchomościami jest zdrowy, jeśli te koszty poboczne (notariusz, pośrednik) nie przekraczają 2-3%.

    I tylko PiS na poważnie się tym zajął i np. podatki od dziedziczenia obniżył.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:09:44
    "A już w starożytności wiedzieli, że pismo jest dziełem szatana, bo rozumienie nie z ksiąg, a z serca ma być."

    Aż tak daleko nie sięgam. Moje korzenie są krótsze, niż Pana (bom młodszy): "Na początku było Słowo. Słowo było u Boga. Bogiem było Słowo". Potem, po kilku stuleciach, Słowo stało się Ciałem."

    Owszem, jako Słowianie najpierw nauczyliśmy się działać, potem pisać (kilkaset lat później).

    Ale tego działania uczyli nas Słowian (albo nam w tym towarzyszyli) uczeni w Słowie kształceni misjonarze tacy jak Cyryl, Metody czy (tu się misja akurat nie za bardzo udała) św. Wojciech.

    Czyż Słowo nie kształtuje serca???
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:09:44
    "Do tego państwo pozwala na degenerację środowiska naturalnego. Obecnie nie ma czystych wód powierzchniowych, a chyba połowa populacji ma alergie."

    Jednocześnie znaczna część powierzchni kraju jest zalesiona, leśnicy zarabiają 2-krotność średniej krajowej, a drewno (najprostszy budulec, jaki mógłby stać się np. materiałem na rozwój budownictwa jednorodzinnego, i do tego odnawialny) jest trzymany w lasach, a nie przeznaczany na potrzeby obecnego (następnego już nie będzie) wyżu demograficznego z lat 80-tych, tj. dzisiejszych 25-40 latków.

    Wskutek tego zachodni deweloperzy budują drogie domy na malutkich działkach z cegieł, pustaków itd. Bo rząd nie myśli o tym, co najprostsze: o ekologicznym budownictwie z drewna. Przy dobrej impregnacji drewna i rezygnacji z gazu na rzecz prądu ryzyko pożaru spada do zera, zresztą można związać tanie kredytowanie rządowe obowiązkiem wykupu ubezpieczenia od pożaru.

    Las rośnie powoli, ale jednak rośnie.
    Dziury demograficznej natomiast nie da się tak łatwo załatać.

    Rząd EK woli sprowadzać Arabów, niż inwestować w samorządną i samofinansującą się rodzimą gospodarkę mieszkaniową (bazującą na drewnie).

    Czasem mam wrażenie, że dbamy o byle kaczeńce na Rospudzie, a o motorze napędowym polskiej gospodarki - młodych rodzinach i rozwoju suburbiów - nie myślimy.

    Dlaczego? Bo łatwiej zadbać o Rospudę i przebiśniegi na Hali Gąsienicowej. itd. I takie to cool....
  • @autor
    Dziś lisom, wilkom i zającom lepiej w tym kraju, niż trzydziestolatkom wkraczającym w dorosłość.

    Mi się na szczęście udało jeszcze jakimś cudem załapać na ostatnią falę wzrostu gospodarczego lat 90-tych, ale młodym dziś nie zazdroszczę...
  • @maharaja 00:26:21
    Warto zauważyć, że są to po prostu konsekwencje odrzucenia "zasady przyjemności" - cechy kobiecej - jako czegoś istotnego i wartościowego. Wynika z niej to, że dla człowieka powinno być ważne jedynie rozmnażanie, zatem tego człowieka ocenia się wyłącznie ze względu na użyteczność w tym jednym procesie.
    Tymczasem to właśnie "zasada przyjemności" uzasadnia to, że życie każdego człowieka, nawet niepełnosprawnego fizycznie, ma dla innych ludzi bardzo dużą wartość. Wartość ta wynika właśnie z tego, że obecność innych ludzi i ich działania powodują odczuwanie przyjemności. Ta przyjemność często jest warta więcej niż wysiłek potrzebny na zapewnienie niepełnosprawnym warunków utrzymania.
    Spór o wagę Zenona z Kition i Epikura z Samos trwa już od wielu lat.
  • @maharaja 08:13:30
    Cóż. czasmi Pana uwagi są rozsądne - i dlatego mimo sugestii, jeszcze Pana nie zbanowałem.
    Jest pan powodem do pewnych rozszerzeń interpretacyjnych.

    Odnośnie niepełnosprawnych.
    Rozwiązaniem jest przekazanie sprawy rodzinie. Być może nieco szerzej rozumianej - w sensie wielkości. Powiedzmy w kształcie gospodarstwa (szlacheckiego) gospodarującego na ok. 500 hektarach, czyli mającego pełna wystarczalność.
    Może na poziomie powiatu - to co rozpracowuje Madej.
    W tych granicach.
    Natomiast - nie powinna ta kwestia być rozważana na poziomie państwa.
    Państwo winno zapewnić tylko warunki, aby dawało się problem rozwiązywać lokalnie.

    Wtedy kwestia etyki zachowań będzie łatwo wkomponowana w problematykę populacyjną. Także odpowiedzialność i społeczne oddziaływanie.

    Każde inne rozwiązanie - jest chore.

    A co do Słowa; chyba napiszę notkę.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY