Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
880 postów 14422 komentarze

Od rodziny do cywilizacji

Krzysztof J. Wojtas - Zainteresowania z różnych dziedzin. Wszystko po to, aby ustalić wartości, jakimi warto się kierować w wyborach.

Instytuty RP (CP): kulig czy policja?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Każda organizacja życia społecznego tworzy struktury kontrolne wypełniania ustalonych zasad współżycia.

 W  Rzeczypospolitej także takie struktury istniały tyle, że nie miały charakteru represyjnego, a  kontrola sprawowana była poprzez normy obyczajowe.

O ile zatem w krajach o ustroju hierarchicznym tworzono organy, które siłą wymuszały podporządkowywanie się nakazom (prawu) władcy – z czasem nastąpiła specjalizacja i tą drogą powstały struktury policyjne, to w Rzeczypospolitej normy współżycia określali sami obywatele i tworzenie organu siłowego dla dopilnowania własnych postanowień – byłby swoistą sprzecznością.
Aby społeczność ludzi równych, nastawionych na współistnienie określiła, że dana osoba nie przestrzega wspólnych ustaleń – należało to sprawdzić. Inwigilacja, wobec zasady postępowania opartego na honorze, nie mogła być czynnikiem zasadniczym w ocenie.
 
(Można sądzić, że polska niechęć do TW wynika z samego faktu, że wiarygodność obywatela poddawana jest w wątpliwość; osoba donosząca samym swym postępowaniem odrzuca egalitarny, oparty na honorze, porządek rzeczy).

Instytucją życia publicznego były wizyty wzajemne, gdyż bezpośrednia obserwacja dawała najlepszy obraz życia i taką rolę pełnił kulig. Kulig, to nie tylko „najazd” na sąsiadów celem opróżnienia spiżarni. To przede wszystkim porównanie sposobu życia – sprawdzenie, czy przestrzegane są ustalone normy. W przypadkach, gdy pojawiały się jakieś informacje o nieprawidłowościach – wizyty były dłuższe i „bardziej dokładne”.
Oczywiście, nie tylko kulig był instytucją kontrolną. Jego znaczenie było o tyle ważne, że odbywał się w czasie wolnym od zajęć gospodarskich. Jednak już sam typ budownictwa był powiązany z metodą życia zbiorowego. Typowe są zabudowania otwarte – nie mające charakteru obronnego, czyli łatwo dostępne. (Poza terenami pogranicznymi). Obiekty o charakterze obronnym, „zamknięte” i niedostępne dla gości pojawiać się zaczęły dopiero w okresie schyłkowym Rzeczypospolitej.
 
W odniesieniu do współczesności. Biorąc pod uwagę komplikacje w relacjach społecznych, na pewno funkcje śledcze względem niektórych postępowań powinny być zachowane. Jednak jest istotna różnica między społeczeństwem otwartym, gdzie ład społeczny wynika z woli jego przestrzegania przez obywateli, a strukturą hierarchiczną z narzuconymi zasadami, gdzie policja (i inne organy kontrolne), pilnuje porządku ustalonego przez władcę.
Pozostałością systemu kontroli wzajemnej są wizyty duszpasterskie – kolęda, kiedy to ksiądz odwiedza, ale też kontroluje swoich parafian.
 
Pozostaje kwestią otwartą, który system kontrolny jest lepszy: czy tworzenie wspólnot obywatelskich, które przy objawach nieprawidłowości współżycia społecznego, użyją metod perswazyjnych celem przestrzegania zasad, czy też przestrzegania porządku pilnować mają organy zewnętrzne, często nie mające wiedzy i rozumienia lokalnych zwyczajów i relacji wzajemnych.
W pierwszym przypadku warunkiem koniecznym jest wiedza wzajemna o sobie – bez tego trudno nawet mówić o poziomych więzach społecznych. Obecnie zaś istnieje szczególna blokada przepływu informacji w postaci ustawy o ochronie danych osobowych. Jej efektem jest zanik społecznego oddziaływania wzajemnego, co ułatwia istnienie (tworzenie się) patologii. Aby odbudować Rzeczpospolitą –  jedno z pierwszych działań powinno dotyczyć zwiększenia otwartości życia publicznego i zwiększenie roli kontaktów międzyludzkich.

KOMENTARZE

  • @Autor
    Można by zasugerować analogie "kuligu" do procesu "rozkułaczania".
  • @programista 08:17:07
    Jak kulą w płot.
  • Praktycznie ...
    > Aby odbudować Rzeczpospolitą – jedno z pierwszych działań powinno dotyczyć zwiększenia otwartości życia publicznego i zwiększenie roli kontaktów międzyludzkich. <<br />
    Taki jest cel proponowanych dla cyberpolis: "Powiatowych repozytoriów zdarzeń". Systematycznie budowanych cyfrowych bibliotek o tym co wszyscy wiemy. Na przykład o inicjatywach obywatelskich (budżetów obywatelskich) lub o otwartych wydarzeniach sportowych (tych bez kibiców ...).
    To oczywiście obok, a nie zamiast, nieformalnych czy instytucjonalnych (szkoły) bibliotek / kronik ...
  • @Andrzej Madej 09:46:41
    Dokładnie taki kierunek.
    Ale też, jak "maglowana " sprawa przemocy domowej. Gdyby po zauważeniu, że dzieje się coś nie ta w rodzinie, przyszedł tam "komitet obywatelski" sąsiadów i "zasugerował" sposób postępowania - zdarzeń takich na pewno by było znacznie mniej.
  • @autor
    Pana wywody, jakkolwiek interesujące, to jedynie pusta gadanina, bez związku z teraźniejszością, ot, ciekawostka dla przyszłych badaczy nurtów myśli filozoficzno-historiozoficznej w polskiej blogosferze postsmoleńskiej.

    Realnym problemem, przed jakim stoi dziś polskie społeczeństwo, jest kwestia, jak stworzyć funkcjonujące (spójne, zwarte, akceptowalne przez ich mieszkańców) suburbia, czyli jak wyprowadzić Polaków z ciasnych mieszkań w miastach (a wiadomo, tylko tam jest praca i tego zjawiska się tak szybko nie zmieni, póki co, no chyba że ktoś ma żyłkę do handlu na Allegro) na zielone przedmieścia, by dzieci mogły po szkole pohasać na zielonej trawce, miast siedzieć przed telewizorem i komórką.

    Pod tym względem jesteśmy o 200 lat do tyłu za Zachodem.
    U nas dopiero dziś tworzy się mieszczaństwo, którego tu nigdy nie było, a tam ono powstało dawno temu i dziś normalnie żyje, mając dostęp do pracy, szkoły, przedszkola i w miarę tanich (czytaj: powszechnie dostępnych) domów jednorodzinnych.

    Dziś w Polsce zdecydowane gro wykształconych młodych ludzi mieszka w miastach i ta tendencja się utrzymuje, ba, nawet umacnia się.

    Wsie pustoszeją, obumierają.

    I wszyscy ci młodzi ludzie napotykają tę samą barierę: ciasnota i bardzo duży koszt 1 mkw. mieszkania (czy to wynajmowanego, czy kupionego) w budżecie rodziny.

    Więc albo popadnięcie w dożywotnią zależność od kredytu, albo męczenie się i powolne zarobkowanie. Jedynie nielicznym odważnym pionierom (tym, którzy lubią jeździć autem 3 godz. dziennie, przynajmniej tak wyglądają warszawskie realia) udaje się połączyć miejski rynek pracy z wiejską sielanką.

    Realnym problemem jest brak zorganizowanej (w rozumieniu standardów cywilizowanego świata) przestrzeni przedmiejskiej dla rodzin. Niemcy zrobili to najprościej, jak można: państwo wykupiło tereny, uzbroiło je, wytyczyło drogi i miejsce na szkołę, potem sprzedało z zyskiem, a dalej wszystko potoczyło się samo.

    U nas państwo, jeśli chodzi o politykę pro-suburbialną - jest fikcyjne - nie słyszałem ani o jednym przypadku, w którym państwo polskie wzięłoby się za bary z tym problemem. O tym nawet się nie mówi. Tuskowi to wisiało, a Kaczyńskiemu wystarcza jego odziedziczony po matce dom na Żoliborzu. Jeśli ktoś ma dom na przedmieściu, to albo z własnej inicjatywy (zwykle z dala od szkół i przedszkoli), albo z inicjatywy pazernego na zysk dewelopera (i mimo że wieś, to straszna ciasnota).
  • autor
    "Pozostałością systemu kontroli wzajemnej są wizyty duszpasterskie – kolęda, kiedy to ksiądz odwiedza, ale też kontroluje swoich parafian".

    W miastach te wizyty są coraz mniej chętnie widziane. Ot, relikt przeszłości i fikcja. W Warszawie kolęda jest już raz na dwa lata...
  • @autor
    "jedno z pierwszych działań powinno dotyczyć zwiększenia otwartości życia publicznego i zwiększenie roli kontaktów międzyludzkich."

    Ciekawa uwaga, ale pewnych rzeczy nie da się wymusić. One, by były naturalne, muszą same z siebie zaistnieć.

    Zdrowy (spełniony, zadowolony, szczęśliwy) człowiek sam siebie dąży do kontaktów międzyludzkich. Jest ciekawy świata, otwiera się na innych i chętnie z otwartości innych korzysta.

    Jednostka zapuszkowana (przestrzennie, mentalnie, materialnie) unika innych.

    Dziś duchowość polska to nie step Ukrainy. To ciasnota wielkomiejskiej kawalerki na osiedlu Zza Żelazną Bramą, mówiąc obrazowo.

    Zapuszkowany w miejskiej ciasnocie neo-mieszczanin (piszę "neo" - bo to już nie chłop, a jeszcze nie mieszczuch, nie potrafiący cieszyć się z codziennego capuccino w lokalnej kafejce, bo ojcowie i dziadowie tak nie robili) co najwyżej pogada na klatce schodowej (jakie genialne określenie: klatka) z sąsiadem. Dawny zwyczaj imienin, tak powszechnie ustkuteczniany przez pokolenie dzisiejszych 80-, 70-, 60-, a nawet niekiedy jeszcze 50-latków, upadł z kretesem bezpowrotnie. Niemal nikt z dzisiejszych 40- lub 30-latków nie sprasza znajomych do siebie na imieniny. Ot, gdzieniegdzie się ludzie spotykają na kawę bez okazji, przy spotkaniach dzieci, inni organizują okazyjne urodziny dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Wspólnotowość umarła. Czasem jakimiś reliktami są środowiska jednorodne (wędkarze, żeglarze, turyści leśnicy), ale ogólnego poczucia wspólnotowości brak.

    Moja diagnoza: ciasnota nie sprzyja rozwojowi kontaktów międzyludzkich (wizyta kogoś: jeszcze większa ciasnota).

    Warunkiem naturalnie (niewymuszenie) rozwijającego się życia towarzyskiego jest posiadanie przez jednostkę (komórkę rodzinną) minimalnej "przestrzeni życiowej", swobody....

    Chłopi z czworaków uciekali od nich... gdziekolwiek... nawet do zatłoczonej oberży... a nie spraszali się wzajemnie. Życie towarzyskie było jedynie domeną szlachty, która te dworki posiadała.

    Dlatego twierdzę: bezwzględnym warunkiem zbudowania podstaw tego, co z przeszłości pamiętamy jako polski duch, polska gościnność i więzi społeczne itd., jest odwrót od miast oraz związany z tym powszechny rozwój suburbiów.
  • @autor
    Klasycznym symbolem upadku religii (księża okazują się nie umieć sprostać wymogom współczesności) jest dziś "pusta świątynia" (powszechnie występujący symbol w dzisiejszej sztuce niemal w całej Europie)

    W ujęciu świeckim: powszechnym problemem (też w całej Europie) jest zjawisko alienacji, samotności, niezrozumienia. Dzisiejsi nastolatkowie nie potrafią ze sobą rozmawiać, co za paranoja, w dobie komórek i internetu. Dlaczego? Bo te narzędzia oduczają je tego, co jest naturalne dla czlowieka: wypracowanie narzędzi kontaktu międzyludzkiego.

    Wspólnotowość istnieje dziś tylko w formie skarlałej, tzn. niskiej, ludycznej, tłumnie zatomizowanej (kibice, masowe koncerty), w której brak jest miejsca na normalne relacje. A wiadomo, każda grupa towarzyska powyżej 7-8 osób przestaje być zwartą grupą i dzieli się automatycznie na podgrupy.

    Sztucznie kreowana (sprzedaż szalików i kapeluszy) i nieprawdziwa wspólnotowość kibiców nie ma nic wspólnego z prawdziwą wspólnotowością i poczuciem przynależenia do grupy, do której chcemy przynależeć. Takich nie ma... i to jest największa klęska ostatnich 28 lat wolności.. zabicie ducha polskości.

    Za komuny on kwitł w porównaniu z tym, co dziś.
  • @p. Wojtas
    Jeszcze dwa lub trzy współistniejące zjawiska, które dziś występują w polskim społeczeństwie, zasugerowałbym:

    1) bardzo silna dążność do jakości i wygody i niezależności (dlatego Polacy - głównie Polki, choć nie zawsze tak jest - wybierają miasta), a temu towarzyszy porzucenie korzeni, tradycji, religii (sprzyja temu tzw. europeizacja i feminizacja przestrzeni publicznej) - tak jakby Polacy wstydzili się tego, skąd pochodzą...

    2) zanik tzw. klasycznej sfery męskiej (codzienna pomoc i współpraca to była naturalna forma współżycia społecznego i niewymuszonych kontaktów między mężczyznami w realiach wiejskich). W mieście najpierw surogatem był alkohol (wiadomo, jak wyglądało życie miejskie w hotelach robotniczych Nowej Huty), albo ciepłe kapcie i szlaban. Bo wszystko da się załatwić samemu lub przez wynajętego fachurę, po co kumple? Tylko problem - trzeba czymś poczęstować, trzeba pozmywać.

    3) upadek modelu rodziny międzypokoleniowej - nikt nie widzi w tym dla siebie najmniejszych korzyści.

    Poza tym istnieje bardzo silny potencjał mentalnego zgrzytu międzypokoleniowego: Leszek z Daleko od Szosy w roli teścia z emeryturą tysiąc na rękę nigdy przenigdy nie dogada się ze skażoną feminizmem (wymagającą) nowo upieczoną dumną panią magister, co zna języków obcych dwa i ma etat w sieciowej aptece i przynosi trzy na rękę, ale musi u niego pomieszkiwać, bo nie potrafi tak się gospodarować pensją, by z własnej pensji uzbierać na własne lokum, a dorywczo dorabiający mąż nie ma zdolności kredytowej.

    Na porozumienie międzypokoleniowe nie ma dziś najmniejszych szans i właśnie tutaj jest największe niezrozumienie: postsolidarnościowy nieco patriarchalny styropian i obyczajowo skrajny Femen w polskim wydaniu. To - co za paradoks - już prędzej zaiskrzy między życiowo dojrzałą teściową a pracowitym zięciem.
  • @maharaja 10:06:21
    Wyludnianie prowincji, wsi i grupowanie ludzi w wielkich miastach jest zadaniem celowym związanym z budową NWO. Społeczeństwa nie będą praktycznie miały dostępu do terenów pozamiejskich które zostaną przejęte przez oligarchów i przez nich zarządzane- będą dziewicze.
    Kontrola ludzi jest łatwiejsza w miastach, a wszelki ruch między nimi będzie się odbywał pod nadzorem kamer i innych środków elektronicznej inwigilacji. Wielkie dziewicze tereny zielone pozostaną do dyspozycji wybranych. Wpisuje się w to także likwidacja rolnictwa indywidualnego i przejęcie produkcji żywności przez korporacje, z praktycznym zakazaniem tej czynności przez indywidualnych ludzi.
  • @maharaja 10:06:21
    //Realnym problemem, przed jakim stoi dziś polskie społeczeństwo, jest kwestia, jak stworzyć funkcjonujące (spójne, zwarte, akceptowalne przez ich mieszkańców) suburbia, czyli jak wyprowadzić Polaków z ciasnych mieszkań w miastach//

    Tak się buduje żydowskie metropolie. Hitler próbował wyprowadzać Niemców z miast, ale wojna mu to przerwała.

    Metropolie same się rządzą. Nawet ostatnio Trump przegrał z nimi w pokazowej "wojnie" o usunięcie z nich nielegalnych imigrantów.

    Europejska Karta Samorządu Lokalnego Uwaga dot. nazwy (ang. European Charter of Local Self-government) jest dokumentem Rady Europy [Rosja jest członkiem], który reguluje status samorządów lokalnych w relacji do władz danego państwa oraz w relacji do władz innych państw i działających w nich samorządów. Karta przyjęta została dnia 15 października 1985 r. w Strasburgu przez Stałą Konferencję Gmin i Regionów Europy przy Radzie Europy. Weszła w życie z dniem 1 września 1988 r. Polska ratyfikowała Kartę w 1994 r


    Konkluzja z ciekawej rozmowy (od 55 min 25 sek.)
    http://www.legitymizm.org/multimedia-kondycja-finansowa-spolek-miejskich
    Zgodnie z tym ww. prawem w całej Europie, a także w Rosji i USA , Cyt: "nigdzie żaden organ państwowy nie może wkraczać w gestię samodzielności wydatkowej miasta, nawet jeśli wydatek jest nieracjonalny, nawet w Stanach [USA] jest to norma".

    //Spółki miejskie we Wrocławiu generują straty i zobowiązania. Te specyficzne twory prawne istnieją przede wszystkim dlatego, bo pozwalają władzom naszego miasta na ucieczkę od tzw. oficjalnego długu. W ciągu zaledwie trzech latach spółki wygenerowały prawie 300 milionów złotych strat, natomiast dług w nich ukryty sięga 3 miliardów złotych. Stolica Śląska nie jest wyjątkiem na mapie Polski, z podobnymi problemami nie radzą sobie także inne metropolie – za nieudolnych samorządowców rachunki płacą wszyscy podatnicy.//
  • @maharaja 10:52:54
    Porusza Pan we wpisach bardzo ważny problem. Kiedyś także pisałem o decentralizacji rozmieszczenia populacji w Polsce i zagrożeniu jakie niesie skupianie ludzi wokół jednego miejsca. Kiedyś, za czasów Rzeczpospolitej miasto było drugiej kategorii miejscem do życia. To na prowincji stanowiono o losach. Co więcej, ludzie w miastach mają zasadniczo różne postrzeganie i podejście do świata niż poza nim. Szczególnie chodzi tu o postrzeganiu wartości jaką jest prywatna własność która to w największym stopniu decyduje o patriotyzmie zarówno lokalnym jak i państwowym. Mieszkanie w mieście narzuca także zgoła różne niż kiedyś relacje wewnątrz rodzinne odbiegające od tradycji polskiej.
    Oczywiście nie oszukujmy się, aby coś zmienić należy najpierw mieć wizję Polski a później posiąść dla niej władzę. Bez tego ani rusz. Co więcej, ludzie w Ojczyźnie są już nią autentycznie zmęczeni i aby coś z tym wszystkim dobrego zrobić w końcu to Polska (miejsce), musi w końcu
    im coś dać a nie tylko żądać. Ostatnio zazwyczaj żądała krwi nic w zamian nie dając.
    Tak więc jak powyżej, bez wizji na inna Polskę nic nie wskóra.
  • @autor
    W tej sytuacji Policja jawi się jako naturalna odpowiedź na bezśnieżność zim.
    No cóż... z naturą nie wygrasz.
    p.s. odnoszę wrażenie , że troszku Pan spierniczał w tej swojej samotni, ale miło widzieć, jak Neon powoli się odbudowuje.
    Pozdrowienia i wyrazy szacunku!
  • @zadziwiony
    "Wyludnianie prowincji, wsi i grupowanie ludzi w wielkich miastach jest zadaniem celowym związanym z budową NWO."

    Też przypuszczam, że to programowe działanie. Jakimś cudem środki (deweloperzy) i wola społeczna na budowę olbrzymich kilkunastopiętrowców się znajdują (przy lansowanym w telewizji modelu życia miejskiego, rzekomo tak bardzo atrakcyjnego), a 37-mln naród nie jest w stanie stworzyć przez 30 lat zorganizowanych przestrzeni pozamiejskich???

    Dążenie Hitlera do wyprowadzenia Niemców poza miasta akurat bardzo dobrze o nim świadczy. Szkoda że na skądinąd zdrowym haśle "Kraft durch Freude", dotyczącym początkowo turystyki i tęsknoty za świeżym powietrzem oraz gromadnych form spędzania wolnego czasu, nie poprzestano i że przeinaczono to totalitarnie na "Drang nach Osten", goniąc przy okazji Niemców aż pod Moskwę. Jakby im ichnich pustkowiów było mało.

    Europa wcale nie jest gęsto zaludniona.
    Europa jest baaaardzo gęsto zaludniona w miastach, a aglomeracjach.

    Wsie to jedna wielka pustka, w Niemczech i Anglii może nieco mniejsza niż gdzie indziej, w Szkocji, Francji, Polsce, o Rosji, Słowacji i Ukrainie nie mówiąc, to wciąż infrastrukturalna terra incognita.
  • @maharaja 17:24:52
    Cyt://Dążenie Hitlera do wyprowadzenia Niemców poza miasta akurat bardzo dobrze o nim świadczy.//

    Nawet Pan Wojtas podobno uważa hitlerowskie Niemcy za Cywilizację w trakcie tworzenia.

    Tu Sępolno we Wrocławiu.
    //Założeniem projektantów było od początku stworzenie osiedla w stylu miasta-ogrodu. Sępolno nie było pierwszym tego typu osiedlem we Wrocławiu, ale wyróżnia je coś innego. Wszystkie poprzednie zielone osiedla zabudowane były willami, niedostępnymi dla przeciętnego człowieka ze względu na cenę. Tymczasem Sępolno udostępniało wygodne mieszkanie lub dom z ogródkiem w zacisznej okolicy przeciętnie zarabiającemu mieszkańcowi Breslau. Krótko mówiąc było to osiedle dla szeroko rozumianej klasy średniej.//
    http://www.sepolno.wroclaw.pl/index.php?go=gal|gall

    Obok Sępolna znajduje się Stadion dzisiaj Olimpijski i ciekawe zdjęcia z okresu przed wojną.
    http://niezlomni.com/adolf-hitler-we-wroclawiu-na-hermann-goring-stadion-czyli-stadionie-olimpijskim-w-1938-ekstaza-tlumow-podczas-wyrezyserowanego-spektaklu-foto/
  • @maharaja
    Panu się coś kićka.
    Chce Pan na bazie mojej idei cywilizacyjnej "upchnąć" swoje poglądy - zupełnie sprzeczne często z tym co prezentuję.
    W efekcie - zamula Pan przekaz. Jest dla mnie pytaniem, czy jest to działanie celowe, czy tylko prostackie meglomaństwo na zasadzie "ja też coś potrafię".
    Nie twierdzę, że wszystko t bzdury, ale są często jak kwiatek do kożucha.
  • @Mariusz G. 16:10:30
    "troszkę spierniczał"?
    Toż w moim wieku uznanie za "piernika" to zaszczyt.
  • @Krzysztof J. Wojtas 19:19:23 - ???????????????????????????
    "Chce Pan na bazie mojej idei cywilizacyjnej "upchnąć" swoje poglądy - zupełnie sprzeczne często z tym co prezentuję.''

    ????
    Myślałem, że blogosfera to wymiana poglądów. Jeśli chce Pan swego skądinąd ciekawego bloga traktować jako kazalnicę , to włala... za 2000 lat może się Panu uda być docenionym.... a może i nawet ze 12 zapalonych blogerów, którzy pójdą za Panem, się jakoś znajdzie... mogę robić za ewangelistę, jednego z czworga, by nie być posądzonym o stronniczość, który spisze Pana dzieje przez lat trzy.... na miejsca, gotowi, start!

    Poza tym Pana sformułowanie "moja idea cywilizacyjna" wskazuje na niesamowity tupet i jest totalnie nieuprawnionym uzurpatorstwem. Idei nie da się zawłaszczyć. Ona się rozwinie wbrew Pana dążeniom do jej zawłaszczenia, gwarantuję.

    Czy ma Pan patent na wyłączność w definiowaniu hasła "polskość"?
    Wolne żarty....

    (Zwłaszcza że forsowania przez Pana koncepcja niehierarchicznej struktury organizacyjnej wyklucza model jednego autorytetu, który nadaje kierunek, definiuje cele itd.).

    Ma Pan dokładnie takie samo prawo do polskości i do jej definiowania, jak każdy z 38 mln tu żyjących rodaków i 10 mln emigrantów / dzieci emigrantów, czyli przysługuje Panu ułamek w wysokości jednej czterdziestoośmiomilionowej (nie wliczając rodaków już nieżyjących, którzy też się do polskości poczuwali i ją budowali) i ani grama większy.

    I jeśli uważa Pan, że ma Pan prawo do choćby nieco większego kawałka tortu, ponieważ do epitetu "polska" dołączył Pan (być może jako pierwszy) rzeczownik "cywilizacja", to zaprzecza Pan tym samym postulowanemu tutaj niehierarchicznemu kształtowi cywilizacyjnemu.

    Otóż Pan jedynie nazwał to, co istnieje (tzn. co wg Pana istnieje, bo to nie jest takie oczywiste).

    Jest Pan co najwyżej NAZYWACZEM (świadkiem, który potrafi zaobserwować i nazwać), a nie twórcą/kreatorem/autorem.

    Proszę zejść z chmur na ziemię. Realizm zawsze w cenie.
  • @maharaja 12:15:04
    No cóż. Przecież ja Panu nie bronię propagować swoich poglądów. Tylko dlaczego robi Pan to na moim blogu?
    Przecież może Pan pisać swoje prawdy n swoim blogu.
    Akceptuję krytykę moich poglądów, ale nie życzę sobie ich zniekształcania pod hasłem "polemika".
    Dlatego uważam, że mimo zaangażowania - Pana uwagi nie konweniują z przedstawianymi tu tematami.
    Już Panu na to zwracałem uwagę, a Pan nie reaguje.
    Zatem: ban.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

ULUBIENI AUTORZY