Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
642 posty 10516 komentarzy

Od rodziny do cywilizacji

Krzysztof J. Wojtas - Zainteresowania z różnych dziedzin. Wszystko po to, aby ustalić wartości, jakimi warto się kierować w wyborach.

"Kradzione żniwa"

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kiedyś tak się określało żniwa, których czas był deszczowy.

 Samo określenie często dotyczyło zdarzeń lokalnych, bo nawet przy dużej ilości deszczu w czasie żniwnym same żniwa mogły być udane.

Obecna sytuacja, jak na razie, wygląda, przynajmniej w okolicach Warszawy, na trudną.
Mamy już 29 lipca, a nie widziałem pracujących kombajnów, gdy zazwyczaj do końca lipca zakończony był sprzęt żyta, a rozpoczynał się zbiór pszenicy.
 
Zbytnia mechanizacja jest kłopotliwa w takich sytuacjach; kombajny nie są w stanie wjechać na grząskie pola, a do tego ziarno jest mokre i nie bardzo nadaje się do młócenia. Jeśli uda się zebrać - potrzebne będzie dosuszanie. A jeśli pogoda deszczowa się utrzyma - może "porosnąć", sczernieć i wykłosić się. Tymczasem obecnie  rolnictwo nie jest przygotowane do sprzetu innymi metodami: na samą myśl, że trzeba by było kosą kosić - "przedsiębiorcy rolnemu" włos się jeży na głowie. Raz, że mało kto to teraz umie, dwa, że brak ludzi do takiej pracy, a trzy, że nawet próba takiego rozwiązania naraża na ośmieszenie z racji obszaru.
Cóż, gdyby doszło do jakiejś zapaści organizacyjnej, która wyeliminowałaby mechanizację  - większość populacji by zginęła z głodu. I to nie z racji braku żywności, a z braku umiejętności jej zagospodarowania.
 
To ciemny scenariusz. Na razie należy traktować powyższe jako zagrożenie, a nie klęskę. Bo jeśli chodzi o urodzajność, to ten rok, mimo wiosennych strat zwłaszcza w owocach pestkowych z racji przymrozków, zapowiada się nadzwyczaj dobrze. Nie zauważyłem zarazy ziemniaczanej - tu zbiory będą dobre. Także warzywa zapowiadają się nieźle. W moim ogródku tylko marchew , z racji zbytnich deszczy, wygniła. No i, niestety, też z tej racji, ilość chwastów znakomicie przekracza moje chęci ich usuwania;-)))
 
Cóż można dodać? Ano, jeśli pogoda się poprawi - zapowiada się bardzo urodzajny rok. A kiedyś, tak bardzo urodzajne lata poprzedzały wojny. Miejmy nadzieję, że to przeszłość.

 

KOMENTARZE

  • Koszenie kosą
    "Tymczasem obecnie rolnictwo nie jest przygotowane do sprzetu innymi metodami: na samą myśl, że trzeba by było kosą kosić - "przedsiębiorcy rolnemu" włos się jeży na głowie." /Krzysztof J. Wojtas/

    Mój św. pamięci Dziadek, który miał gospodarstwo rolne w gminie Serock, nauczył mnie, wtedy nastolatkę, koszenia kosą. Było to bardzo trudne i kosa wydawała się wyjątkowo ciężka. Należało ją odpowidnio trzymać i ostrze musiało być ustawione we właściwej pozycji. Na początku wcale mi to nie szło, ale Dziadek byl uparty. Po jakimś czasie Dziadek stwierdził, że Jagienka (bo tak mnie po starodawnemu nazywał) może skosić zboże, głównie w rogach pola, pozostawione przez kosiarkę. Pamiętam, że spojrzałam na niego przerażona nie śmiąc oponować. Dziadek zaczął się śmiać. Na szczęście to był tylko żart.
  • @AgnieszkaS 19:45:07
    No to zapraszam do koszenia. Jakieś pole ze zbożem załatwię.
    Nagrodą będą grule ze zsiadłym mlekiem, kraszone śmietana.

    PS. Podobno dobry kosiarz morgę do południa skosi...
  • x
    Mam kosę, ale patrze na nią spode łba. Jednak jestem technokratą;p
    Z drugiej strony, nie podoba mi się kierunek "mechanizacji". Po cholerę mi parowóz na trawie, który do tego jeszcze hałasuje, jakby miał coś ważnego do zakomunikowania. No i te koszty tego żelastwa całego.
    Wszystko drożeje i wiemy dlaczego.
    Kiedyś drewno to było coś co jest, tanizna. To co kosztowało to praca "miszcza", bo miszcz rypał ręcznie i to musiało potrwać. To trzeba umić i to musi potrwać.
    Jak ja się dowiedziałem, jak oni kiedyś belkę robili i ile to trwało! I to się opłacało;p
    Teraz mechanizacja, taką belkę się struga na gotowo godzinę może, nie cały dzień i patrz pan - kosztuje to wszystko 100razy tyle co kiedyś i paczy się od razu.
    Jakaś cudowna dziura na pieniądze.

    Chodzi mnie po głowie odpowiednik technokratyczny muła. Cichy, niewielki, niezbyt szybki, z wysokim zawieszeniem, uciągnie tonę, dwie i może rypać cały dzień. Najlepiej, abym go przy tym nie musiał nadto pilnować. Może w przyszłym roku coś pomłotkuje. Albo stare dobre aku kwasowe, albo jakiś spaliniak, ble. Nie podoba mi się, bo wolałbym chociaż kadmowoniklowe, ale właśnie. Jak za ferrari wtedy, a to dyć muł ma być tani, a nie plastikowe ferrari, które jak wiadomo najlepiej nadaje się do zdejmowania majtów. Wtedy najlepiej czerwone.

    Na tą wiosnę jeszcze dużej wojny nie będzie. Może mała, ale to nam na pola nie wlezą, będziemy się dowiadywać w telewizorach i internetach, o wydarzeniach. Komu się co wydarzyło.

    U nas na południu najlepiej chyba w tym roku wyszły kleszcze i kukurydza, ale kleszcze też nie tak za bardzo. Ziemniak cieniuje. Większość nie sadziła wogóle z obawy. Owoc wymroziło. Trochę tu i ówdzie jabcoka, śliwka śladowa, czereśnie ani jednej. Pomidory dają ostro i słonecznik nawet, oraz dynia.
    Też nie odchwaszczam;p

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY