Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
653 posty 10656 komentarzy

Od rodziny do cywilizacji

Krzysztof J. Wojtas - Zainteresowania z różnych dziedzin. Wszystko po to, aby ustalić wartości, jakimi warto się kierować w wyborach.

Warszawska reprywatyzacja z Mazgułą w tle

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Trwa medialny festiwal związany z reprywatyzacją kamienic warszawskich; kolejne "igrzyska" dla "ciemnego ludu".

 Podjęcie przez PiS kwestii nieuczciwego przejmowania własności miejskich jest jak najbardziej chwalebne. Jednak w ferworze medialnych enuncjacji, być może świadomie, pomija się istotne rozróżnienie między sposobem przejmowania nieruchomości, a skutkami jakie to ze sobą niesie.

 
Zakładając bowiem, że sam proces zwrotu przedwojennej własności jest słuszny, to rodzi  skutki prawne w postaci możliwości zarządzania odzyskaną własnością.
Utworzona Komisja Weryfikacyjna zajmuje się jedynie prawnymi aspektami przeprowadzonych reprywatyzacji. Jej uprawnienia nie dotyczą statusu mieszkańców kamienic, które reprywatyzowano "wraz z zawartością".
Pewnym domniemaniem jest, że gdyby prywatyzowano "uczciwie", to lokatorzy nie byliby pokrzywdzeni.
Tymczasem - nie ma jedno z drugim żadnego związku; wraz z uzyskaniem prawa własności, właściciel może dysponować swą własnością zgodnie własnym interesem.
Owszem, są pewne zobowiązania względem lokatorów, ale te rozwiązuje się na podstawie obowiązującego prawa, gdzie ważny jest jedynie interes właściciela, a co poniekąd usprawiedliwia działalność tzw. "czyścicieli kamienic", co odbierane jest jako krzywda dla zasiedziałych lokatorów.
 
To prawda, że naruszenie statusu jest tak odbierane. Jednakże jest też wątek etyczny, gdyż Warszawa "za komuny" była zasiedlana wyłącznie "swoimi". Nie było możliwości zameldowania w Warszawie bez stosownego zezwolenia. Przydziały lokali , szczególnie tych "w lepszych" miejscach, także dotyczyły ludzi związanych z reżimem, a koszta eksploatacyjne były znacząco niższe niż nawet koszt utrzymania, już o odtwarzaniu nie wspominając.
Nie twierdzę, że dotyczyło to wszystkich lokatorów, ale opisane relacje były oczywiste.
Ten stan trwał kilkadziesiąt lat - można twierdzić, że to bonus dla "kwaterunkowych" lokatorów ze strony komunistycznego reżimu.
Obecnie, nawet jeśli czynsze wzrosły do poziomu kosztów utrzymania, to i tak zmiana statusu własności budynku wiąże się też ze zmianą podejścia - właściciel nie tylko chce utrzymać swój stan posiadania, ale także chce mieć z tego zysk. To lokatorzy odbierają jako nieuzasadnioną krzywdę.
 
Tymczasem profity związane z mieszkaniem z kwaterunkowego przydziału można porównywać z uprzywilejowanymi emeryturami UB. Ich źródło jest identyczne i, konstatacja, w znacznej części dotyczy kręgu osób o zbliżonym statusie - ludzi związanych z byłym reżimem.
 
Oczywiście. Takie ujęcie tematu budzić będzie sprzeciw. Przecież znaczna część obecnych lokatorów nie ma nic wspólnego z UB, czy nawet z pracą na rzecz "komuny". To ludzie innych zawodów, a często nawet zasłużeni opozycjoniści.
Tyle, że jednak wychowali się w warunkach dużo lepszych niż reszta społeczeństwa, która musiała twardo walczyć "o swój kawałek podłogi".
 
Refleksja jaka tu przedstawiam wskazuje, że trudno o jednoznaczne oceny etyczne nawet w tak, wydawałoby się , oczywistej sytuacji. Potrzeba szerszej dyskusji na temat relacji społecznych związanych z własnością.
Obecnie rusza program "mieszkanie +". Wydźwięk społeczny jest tu zbliżony do tego jaki może towarzyszyć relacjom związanym z "kwaterunkiem"; dlaczego jeden dostanie, a drugi nie?
Owszem, należy dążyć, aby wszyscy "mieli dach nad głową", ale powinno to być związane ze zwrotnymi świadczeniami na rzecz społeczeństwa, a nie "rozdane po uważaniu".
 
Obecne rządy idą drogą "komuny", gdzie to państwo zwiększa sferę rozdawnictwa, a co musi wiązać się ze zwiększonym opodatkowaniem. Tymczasem potrzeba programu, który umożliwi samodzielne realizowanie takich potrzeb przez obywateli - bez "pomocy" państwa.
Niektórzy twierdzą, że poparcie dla PiS osiągnęło pułap możliwości oddziaływania. Być może jeśli  zwolenników tej partii szukać wśród amatorów "darmowej zupy". 
Jeśli jednak szukać trwałych podstaw poparcia, to konieczna jest zmiana relacji społecznych ze szczególnym odniesieniem do własności.

Wracając bowiem do reprywatyzacji warszawskich nieruchomości - rodzi się pytanie: kto jest ich właścicielem?
Czy jest to miasto, czy też odbudowana Warszawa jest wspólną własnością Narodu? Przecież cała Polska odbudowywała stolicę. Czy teraz urzędnicy Ratusza mają prawa właścicielskie dysponowania tym majątkiem?
Podobne pytanie dotyczy "sprywatyzowanego przemysłu"; czy państwo miało prawo sprzedawać (pomijając nawet, że w korupcyjnej otoczce), własność, która należała do całego Narodu?
 
Pytanie nie są retoryczne, a wiążą się z odpowiedzią na pytanie, czy Polska jest Rzeczpospolitą, czy "demokracja finansową".

KOMENTARZE

  • @Autor
    Bardzo dobre pytania - kto jest właścicielem!

    Jeżeli właścicielem mieszkań w Warszawie jest Naród, to jak ma wyglądać sposób decydowania o tym, kto ma w tych mieszkaniach mieszkać?

    Może rozwiązaniem jest to, że państwo jest "strukturą celową" powołaną do zarządzania własnością Narodu. Jednak oznacza to, że państwo jest upoważnione do dysponowania tym majątkiem.
  • @programista 09:46:08
    Tu chciałem zwrócić uwagę, że nie da się jednoznacznie i "uczciwie" rozwiązać kwestii własności.
    Reprywatyzacja (zarówno w Warszawie jak i poza) jest już obarczona nieuczciwością względem tych, którzy nie są beneficjantami.

    Tu dosyć dobre pańskie ujęcie: państwo jest do zarządzania własnością Narodu, ale samo nie jest właścicielem. Rozróżnianie jest trudne, gdyż czasami należy z racji racjonalności, jakąś część własności przekazać .

    Identyczna sytuacja jest np. w Kościele; jeśli parafianie wybudują ze środków własnych kościół, to właścicielem jest diecezja jej reprezentantem - biskupem. A dobra parafialne może sprzedać proboszcz.
    Z racji nieustabilizowanej postawy względem własności - Kościół ma problem z doktryną społeczną. Nie może być wzorem.

    To podałem jako ciekawostkę, a nie celem "walki z Kościołem". Pozostaje problem - jak ułożyć relacje własnościowe.
  • @Krzysztof J. Wojtas 10:00:10
    Rozwiązanie problemu reprywatyzacji wymagałoby decyzji Narodu, dotyczącej tego, jakie uprawnienia w tej dziedzinie Naród przekazuje państwu. Obecnie nie ma żadnej decyzji, nawet takiej że reprywatyzacji ma się nie dokonywać.
    Namiastką lub pozorem takiej decyzji mogłaby być ustawa reprywatyzacyjna - wskazująca jasno jakie jest upoważnienie nadane państwu w sprawie reprywatyzacji.
    W stanie braku decyzji Narodu aparat państwowy usiłuje "wydedukować" decyzję Narodu z udzielonych mu wcześniejszych uprawnień - stąd poczucie "nieuczciwości" podejmowanych działań.

    Ten przypadek jest ilustracją ogólnego problemu związanego z własnością zbiorową, dotyczącego podejmowania decyzji o sposobie wykorzystania takiej własności.
  • @programista 10:35:58
    W zasadzie racja.
    W pewnym sensie to, że jako społeczeństwo, dostaliśmy w d... od światowej finansjery, która po prostu Polskę i Polaków okradła i to pod hasłami wolności i lepszego bytu, to pozytywne doświadczenie pozwalające na bardziej racjonalny stosunek do własności jak i do "Cywilizacji Zachodu" opartej o kradzież (teraz aparatami finansowymi, wcześniej - podboje i kolonializm).
    Może to pozwoli na rozsądne podejście do kwestii takiej jak własność. Jednym zaś z warunków normalności jest nie dopuścić do powstawania i wielkiej własności, zwłaszcza o międzynarodowym oddziaływaniu.

    Myślę, że czas zacząć o tym rozmawiać; własność to nie świętość, jak próbują nam niektórzy wmawiać.
  • @Krzysztof J. Wojtas 12:27:12
    Patologie warszawskiej reprywatyzacji. Jak zdobyć kamienicę w stolicy - praktyczny poradnik. "DGP" dotarł do dowodów na to, że stołeczny ratusz bez większego zastanowienia wydawał decyzje reprywatyzacyjne na rzecz osób, które od dziesięcioleci nie żyją.

    9 grudnia 2011 r. Jakub R., zastępca dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami, w imieniu prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz wydał decyzję o zwrocie kamienicy przy ul. Łochowskiej 38 na warszawskiej Pradze. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że połowę praw do niej przyznano "nieznanemu z miejsca pobytu" Józefowi Pawlakowi. Mężczyzna urodził się w 1883 r. A zmarł w 1949 r. Mówiąc wprost, stołeczni urzędnicy zwrócili kamienicę, w której mieszkały 24 rodziny, osobie mającej 128 lat. A właściwie prawnikowi, który uznał, że będzie reprezentował jej interesy. Śmierć Pawlaka nie przeszkodziła jednemu z reprywatyzacyjnych kombinatorów najpierw pójść do sądu, by powołać kuratora dbającego o interesy majątkowe Pawlaka, a następnie do warszawskiego magistratu – by odzyskać kamienicę, która należała do nieżyjącego od ponad 70 lat mężczyzny.

    Urzędnicy kilka lat wcześniej powątpiewali w to, czy należy wydawać decyzje na rzecz osób nieznanych z miejsca pobytu. Przeczuwali przekręt. Wątpliwości rozwiano jednak w wewnętrznie zleconej ekspertyzie. "Decyzja administracyjna wydana w trybie dekretu dla osoby nieobecnej powinna w sentencji wskazywać tę osobę z imienia i nazwiska, zawierać określenie »nieobecna« oraz sformułowanie »w imieniu i na rzecz której działa ustanowiony przez sąd kurator«" – wskazała ówczesna radca prawna ratusza Alina Domańska w opinii sporządzonej 10 sierpnia 2008 r.

    Zdaniem Sebastiana Kalety, członka komisji weryfikacyjnej, właśnie tego dnia urzędnicy otworzyli szeroką furtkę do wydawania publicznego majątku oszustom. – Co będzie następne? Może niedługo do ratusza zgłosi się kurator Zygmunta III Wazy i zażąda zwrotu połaci gruntów, gdyż królowi nie wystawiono aktu zgonu zgodnego z dzisiejszymi przepisami? - kpi. Robert Kropiwnicki, członek komisji z ramienia PO, potwierdza, że sprawa wygląda fatalnie. – Niewytłumaczalne dla mnie jest, jak można było wydawać decyzje administracyjne na osoby nieznane z miejsca pobytu. Należało chociaż sprawdzić, czy istnieje szansa, że taka osoba żyje – komentuje.

    Ale Marcin Bajko, były szef Biura Gospodarki Nieruchomościami, nie ma nic do zarzucenia ani sobie, ani swoim byłym podwładnym. – Sam fakt poproszenia radców prawnych o opinię świadczy o poważnym podejściu urzędników. Wydawanie decyzji administracyjnych na osoby nieznane z miejsca pobytu i reprezentowane przez kuratorów może z dzisiejszej perspektywy bulwersować, ale takie wadliwe przepisy wówczas obowiązywały – mówi Bajko. Podobnie twierdzi Agnieszka Kłąb, rzeczniczka magistratu. Zaznacza, że urzędnicy nie mogli traktować kuratora ustanowionego przez sąd jak oszusta. I przypomina, że ostatecznie nieruchomość przy Łochowskiej nie została zwrócona.

    – Tyle że to nie zasługa ratusza. Zrobiliśmy to w ramach dzielnicy. Wystarczyło sprawdzić w miejskich archiwach, że wskazana w decyzji osoba nie żyje. Naszej prawniczce zajęło to kilka godzin. Dziwne, że ratusz nie był w stanie ustalić tego przez kilka lat – komentuje Wojciech Zabłocki, burmistrz dzielnicy Praga-Północ. Dodaje, że w sprawie pięciu nieruchomości złożył już zawiadomienia do prokuratury. I zapowiada kolejne.

    Metoda "na kuratora"

    O tym, że w ramach patologii warszawskiej reprywatyzacji istniało coś takiego jak "metoda na kuratora", mówiono od dawna. Winą obarczano przede wszystkim sędziów, którzy bezmyślnie ustanawiali kuratorów na rzecz osób mających grubo powyżej 100 lat. Czyli w rzeczywistości najprawdopodobniej nieżyjących.

    Sędziowie w ostatnich miesiącach przekonywali jednak, że to miejska legenda. Że ani nie było przypadków ustanawiania kuratorów dla stukilkunastolatków, ani tym samym nie reprywatyzowano w ich imieniu nieruchomości. Wywiązał się w tej sprawie ostry spór między ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą a niektórymi orzekającymi.

    Wiekowi właściciele

    Z dokumentów zdobytych przez "DGP" wynika, że rację miał Zbigniew Ziobro. Metoda na kuratora przez wiele lat miała się dobrze. Wskutek jej stosowania oddano dziesiątki, a być może nawet setki nieruchomości. Skarb Państwa mógł na tym stracić setki milionów złotych.

    Dowody? Podstawowym jest to, że już w 2008 r. Jakub R., ówczesny zastępca dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami w stołecznym ratuszu, poprosił magistrackiego radcę prawnego o opinię: co robić w sytuacjach, gdy do urzędu zgłaszają się kuratorzy osób nieobecnych i nieznanych z miejsca pobytu? I czy znaczenie ma wiek tych osób?

    Radca prawny Alina Domańska stwierdziła, że decyzje zwrotowe należy wydawać. Z tym zastrzeżeniem, by oznaczyć w nich beneficjentów jako nieznanych z miejsca pobytu. Przy czym – zastrzegła – gdyby wiadomym było, że uprawniony nie żyje, wówczas zwrotu dokonywać nie należy. Rzecz w tym, że nikt w urzędzie nie sprawdzał, czy ludzie, których reprezentują kuratorzy, żyją. Nie sprawdzano tego także w sądach, gdy reprywatyzacyjni kombinatorzy zgłaszali się, by zostać kuratorami.

    W opinii Aliny Domańskiej czytamy o przypadku osoby 104-letniej, niewidzianej przez nikogo przez dziesięciolecia. W jednej z wydanych decyzji, do których dotarliśmy, kurator był powołany dla 115-latka. To, że doszło do patologii i wypaczenia idei reprywatyzacji, przyznają niemal wszyscy. Różnica polega na tym, że członkowie komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji twierdzą, że należało robić inaczej. Urzędnik bowiem nie jest niewolnikiem powołanego kuratora. Mógł wydać decyzję negatywną. Możliwe też było powiadomienie prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa (za takie mogłaby zostać uznana wyrażona przed sądem chęć reprezentowania interesów osoby nieżyjącej). Przedstawiciele stołecznego ratusza twierdzą jednak, że inaczej postępować nie mogli, ponieważ byłoby to niezgodne z prawem.

    – To w mocy sądu leży ustalenie zasadności ustanowienia kuratora i jego ustanowienie bądź odmowa. Trzeba pamiętać, że postępowanie takie toczy się w trybie nieprocesowym z udziałem wnioskodawcy i bez udziału organu administracji. Natomiast postanowienie sądu jest dla organu wiążące – podkreśla Agnieszka Kłąb, rzeczniczka Urzędu m.st. Warszawy.

    Robert Kropiwnicki, poseł PO i członek komisji weryfikacyjnej, przyznaje jednak, że przed wydaniem decyzji należało sprawdzać, czy osoba, która jest beneficjentem decyzji, żyje. Informacje o tym w większości przypadków znajdują się w miejskich archiwach. Jeśli bowiem ktoś już nie żył, uprawnieni do ubiegania się o zwrot nieruchomości mogli być spadkobiercy, a nie kurator. Poseł Kropiwnicki zaznacza przy tym, że trudno o nieprawidłowości obwiniać Hannę Gronkiewicz-Waltz. – Kontrowersyjne decyzje podpisywał Jakub R. To sprawa dla prokuratury – mówi.

    W przypadku nieruchomości przy ul. Łochowskiej 38 zresztą do urzędników zgłosiły się osoby przedstawiające się jako spadkobiercy. Na razie nie wiadomo, czy nimi rzeczywiście są.

    Lek na całe zło

    Rozwiązanie problemu metody na kuratora legło u podstaw uchwalenia małej ustawy reprywatyzacyjnej (Dz.U. z 2016 r. poz. 1271), która obowiązuje od 17 września 2016 r. Wpisano do niej wprost, że „nie ustanawia się kuratora dla ochrony praw osoby, jeżeli istnieją przesłanki uznania jej za zmarłą”.

    – Zmiana przepisów, będąca częścią tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej, to efekt starań prezydent m.st. Warszawy, z których już od ponad roku korzystamy – wskazuje Agnieszka Kłąb.

    – Między innymi z tego powodu zacząłem pisać małą ustawę, która takie sytuacje, jak ustanawianie kuratorów dla osób najprawdopodobniej nieżyjących, już uniemożliwia – twierdzi z kolei Marcin Bajko, były szef Biura Gospodarki Nieruchomościami, który podkreśla, że to nie Hannie Gronkiewicz-Waltz zawdzięczamy obowiązujące od roku przepisy.

    – Za tą zmianą, m.in. znacznie ograniczającą działania kuratorów, nie zagłosowali prawie wszyscy posłowie obecnej koalicji rządzącej. Również ci, którzy dzisiaj najgłośniej krzyczą o nieprawidłowościach, np. poseł Patryk Jaki – zaznacza Agnieszka Kłąb. Przypomina też, że od ponad roku w Sejmie leży projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej, która pozwalałaby urzędnikom odmawiać zwrotu nieruchomości zamieszkanej przez lokatorów.

    – Mieliśmy już przykłady, że ważne z punktu widzenia większości sejmowej ustawy – np. lex Szyszko – dało się uchwalić w dwa, trzy tygodnie. Co od ponad roku dzieje z projektem dużej ustawy reprywatyzacyjnej? Niestety nic – spostrzega rzeczniczka magistratu.

    Większość członków komisji weryfikacyjnej oraz burmistrz Pragi-Północ Wojciech Zabłocki uważają jednak, że nie należy się zasłaniać ustawami. Jeszcze przed wejściem w życie małej ustawy wystarczyłby zdrowy rozsądek. Jako że go zabrakło, Warszawa stała się miastem duchów. Stolicą, w której w ręce nieżyjących od dziesięcioleci osób trafił majątek wart setki milionów złotych. A w zasadzie w ręce osób, które uznały, że będą interesy nieboszczyków reprezentować.



    http://nieruchomosci.dziennik.pl/news/artykuly/559155,afera-reprywatyzacyjna-przejmowanie-kamienic-ludzie-128-lat.html
  • @Krzysztof J. Wojtas 12:27:12
    Własność splata się z dwoma dziedzinami życia - władzy politycznej i działalności gospodarczej.
    Gdy chcemy mieć republikę, to wg Monteskiusza obywatele republiki powinni mieć własność mniej więcej równą i na tyle dużą by nie gnębiły ich troski codziennego życia. Gdy nie uda się tych warunków zapewnić to republika upadnie. Także ustrój republikański wymaga by we własność ingerować.
    Efektywność działalności gospodarczej wymaga nienaruszalności własności, gdyż jest to warunek konieczny dla oszczędności i długoterminowych inwestycji. Jeżeli własność nie jest "święta" to maksymalna konsumpcja jest atrakcyjniejsza niż oszczędzanie - bo oszczędności trzeba samemu chronić. A to powoduje że kapitał się kurczy i praca staje się coraz mniej użyteczna.

    Dylemat zatem jest naprawdę poważny i każda decyzja w kwestii własności przyniesie konsekwencje.

    Można by zaryzykować hipotezę, że dlatego daliśmy się wykorzystać przez aparaty finansowe oparte na długach i odsetkach bo nie mamy w zwyczaju traktować własności jako świętość.
  • "Wąska ścieżka rozwoju"
    Cała siła polityczna pierwszych lat zmian ustrojowych III RP opierała się na propagandzie dogmatu ekonomii politycznej "Wąska ścieżka rozwoju".

    W tym dogmacie, termin "własność" został użyty do moralnego okładania przeciwników politycznych przez centra medialne. A konkretniej: jak Kali zabrać krowę, to jest zgodne ze świętym prawem własności, jak Kalemu zabrać krowę, to przeciw świętemu prawu własności.

    Mam to zagadnienie rozpoznane bojem, bo w 1990 roku napisałem list do ówczesnego Prezydenta Krakowa o potrzebie głębokiego i szybkiego uporządkowania tytułów własności nieruchomości w Krakowie. Tezy z tego listu przedstawiłem publicznie w Gazecie Krakowskiej. Wiem, że list ten zainteresował ówczesnego prowadzącego zagadnienia ekonomiczne w GK red Lesława Maleszkę (tego Lesława Maleszkę). Czy jeszcze kogoś zainteresował, nie wiem. W każdym razie proces rozkradania Polaków z własności nieruchomości miał swój początek w Krakowie.

    Skutkiem ćwierćwiecza nadużyć mentalnych i rozpasanego złodziejstwa, czego pomnikowym zobrazowaniem jest postać prof. Hanny Gronkiewicz Waltz, Polacy tracą wiarę w sens prywatnej własności. Jakbyśmy byli skazani na wybór pomiędzy wąską ścieżką ekonomii politycznej Kalego, albo wąską ścieżką ekonomii politycznej Komunizmu.

    Dobrze, że podjął Pan ten trudny temat. Stosunek własności i wolności dotyczy nie tylko nieruchomości, lecz wszystkich dziedzin gospodarowania. W tym, w najbliższym mi organizacyjnie, systemie ochrony zdrowia.
  • Neoliberalny system robi głupa z narodu.
    Pojęcie świętej własności prywatnej jest rozciągane wg potrzeb różnych złodziei, oszustów i naciągaczy (naciągaj`a politycy prawnicy oraz sędziowie czyli mafia "nadzwyczajnej kasty").

    Prawo własności powinno obowiązywać tylko do określonego pułapu własności osobistej a nie np własności korporacyjnej czy wielkoskalowej.
    Własność wielkoskalowa (fabryki, zasoby naturalne, pałace, tamy, elektrownie, porty, rzeki lasy..to własność narodowa to dziedzictwo narodowe, spuścizna narodowa ...

    Własność prywatna ta osobista powinna należeć wyłącznie do właścicieli oraz ich spadkobierców.. i nie powinna być przedmiotem handlu między pośrednikami.. Prawa do dziedziczenie nie można sprzedawać bo to prawo przysługuje wyłącznie członkom rodziny a nie złodziejom.

    Dwie proste zasady i wszystko staje się naturalne proste i jasne.
    Własność narodowa i własność prywatna.. dwie skale własności.

    Własność prywatna też nie może stawać się nagle własnością wspólnoty (np żydowskiej) bo nigdy taką nie była.
    To tylko sztuczka żydowska by wyłudzać od Państwa własność prywatną żydów. Żydzi byli obywatelami Polskimi a nie eksterytorialnymi obywatelami Judolandii. Jako obywatele Polscy mają takie prawa jak inni obywatele Polscy .. a nie insynuowane sobie prawa do mienia wspólnot żydowskich.

    Podobnie mienie KK powinno się dzielić na mienie prywatne przykościelne
    (te które Kościół pobudował ze swoich środków) natomiast latyfundia ziemskie powinny pozostawać w gestii Narodu Polskiego czyli państwa.
    Kościoły zabytkowe powinny być własnością narodu jako jego spuścizna kulturowa ale mogą być zarządzane przez KK.

    W Najjaśniejszej Solidaruchów wszystko powywracano do góry nogami pod potrzeby ograbiania narodu Polskiego ze wszelkiej własności.
    To zasługa rządzących od 89r Solidaruchów i KK z JPII na czele.
  • @programista 13:01:47
    Pisze Pan:
    "Można by zaryzykować hipotezę, że dlatego daliśmy się wykorzystać przez aparaty finansowe oparte na długach i odsetkach bo nie mamy w zwyczaju traktować własności jako świętość."

    Nie zgadzam się.
    Polacy mają super cywilizacyjny fundament do wiązania własności ze sprawiedliwością i z solidarnością.
    Daliśmy się wykorzystać, bo pozwoliliśmy elitom intelektualnym i politycznym na politykę mętnej wody.
    Politykę wiecznie żywą.
    http://si.neon24.pl/post/134371,klarowanie-odpowiedzialnosci
  • @Krzysztof J. Wojtas dałem 5*****!
    Podam Ci przykład swojej rodziny. Przed wojną Dziadka Brat oficer WP po Grudziądzu dostał z żoną w wianie od teścia sadownika i ogrodnika parcelę pod budowę domu na ul. Grzybowskiej w Warszawie. Wybuchła wojna, nie zdążyli wybudować domu. Po wojnie jako AKowiec, z KEDYWu mieli zakaz mieszkania w Warszawie, zamieszkali z dwojgiem dzieci w jednopokojowym mieszkaniu pod Warszawą najpierw w Wołominie potem pod Piasecznem, kupili ziemię i się pobudowali założyli sad..Do dnia dzisiejszego walczą w sądzie o zwrot parceli, bez skutku bo są Polakami z akowską przeszłością. Żydom zwrot następuje bez problemu. To samo Mama, sprawa odszkodowania za mienie na wschodzie ciągnie się już 6 lat!
  • @Krzysztof J. Wojtas 12:27:12
    Specjalny zespół zbada dziką reprywatyzację w Krakowie. „Mamy do czynienia z wielką aferą”. Analiza prowadzi do pewnego wniosku, że mamy do czynienia z wielką aferą wyłudzeń na terenie miasta Krakowa. Powołałem specjalny zespół prokuratorski, który dokona dokładnej oceny wszystkich postępowań na różnych szczeblach prokuratury w Krakowie i którego zadaniem będzie z jednej strony pociągnięcie do odpowiedzialności winnych i podjęcie wszelkich działań poza karnych, aby móc odzyskać, co uda się jeszcze odzyskać - zapowiedział dziś minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro.
    W związku z intensywnym śledztwem w związku z wyłudzeniami nieruchomości, co wskazuje na możliwość popełnienia przestępstw na wielką skalę przez zorganizowane grupy przestępcze, zwróciłem się do Prokuratury Regionalnej w Krakowie o stworzenie kwerendy i analizy zaległych spraw w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie i podległych Prokuraturach Rejonowych pod kątem, czy również w Krakowie dochodziło do procederu wyłudzania kamieniec opartego m.in. na dostarczeniu nieprawdziwych dokumentów
    - powiedział dziś podczas briefingu Zbigniew Ziobro.

    Ta analiza prowadzi do pewnego wniosku, że mamy do czynienia z wielką aferą wyłudzeń na terenie miasta Krakowa. Powołałem specjalny zespół prokuratorski, który dokona dokładnej oceny wszystkich postępowań na różnych szczeblach prokuratury w Krakowie i którego zadaniem będzie z jednej strony pociągnięcie do odpowiedzialności winnych i podjęcie wszelkich działań poza karnych, aby móc odzyskać, co uda się jeszcze odzyskać
    - dodał minister.

    W skład zespołu ma wejść 7 prokuratorów oraz dwóch doświadczonych policjantów.

    Charakter spraw w Warszawie i Krakowie ma swoje podobieństwa, ale i istotne różnice wynikające z zaszłości prawnych. Podobieństwa są uderzające - postępowania był prowadzone również bardzo pobieżnie, ograniczały się do zabezpieczenia elementarnych dokumentów, i kończyły się decyzjami o umorzeniu postępowania. Mimo pism procesowych składanych przez lokatorów kamienic przejmowanych przez "nowych" właścicieli, prokuratury często odmawiały postępowań, część pism do dziś zalega w aktach. Te sprawy mają być na nowo wyjaśniane
    - podkreślił Ziobro.

    Zbadamy też działalność krakowskich sądów, które często postępowały bardzo pobieżnie i to skutkowało nierzadko korzyściami dla przestępców
    - zauważył.

    Ziobro dodał, że przeprowadzona przez prokuraturę analiza jest bardzo szczegółowa i dotyczy wielu kamienic, choć jak podkreśla, może to być tylko część nielegalnego procederu. Minister nie wykluczył, że może być potrzebne rozszerzenie na Kraków kompetencji komisji weryfikacyjnej pod przewodnictwem Patryka Jakiego lub powołania nowej, odrębnej komisji zajmującej się sprawami nieruchomości krakowskich.

    W świetle zainteresowania resortu sprawiedliwości znalazła się także inna sprawa.

    Będziemy badać też wątek związany z wcześniejszą działalnością Ministerstwa Finansów i zaniechaniami obowiązku doprowadzenia przeniesienia własności na rzecz Skarbu Państwa tysięcy nieruchomości w całym kraju. Wsparcie zadeklarował już w tej materii minister Morawiecki - zapowiedział szef resortu sprawiedliwości.

    http://niezalezna.pl/204986-specjalny-zespol-zbada-dzika-reprywatyzacje-w-krakowie-mamy-do-czynienia-z-wielka-afera
  • @Krzysztof J. Wojtas 12:27:12
    Kilkuset morderców rządzi Polską - Platforma Umoczona ! Tak twierdzi W.Sumlinski. Co by się nawet zgadzało.


    https://www.youtube.com/watch?v=4RjULhl25QY
  • @kula Lis 67 14:33:52 ps...
    Nie wiadomo czy to ci sami ludzie, ale znacznie wcześniej, bo już w połowie lat 80-tych w pewnych kręgach, zbliżonych do magistratu, bogacących się krakusików, krążyła lista (w różnych wersjach) kamienic na Kazimierzu i ścisłym śródmieściu, których stan prawny od dawna nie był uregulowany i pozostawały w zarządzie ówczesnych ADM-ów pod kontrolą właśnie magistratu, jako tzw. zasoby komunalne. I przy tychże zasobach kręcili się różni ludzie, poszukujący sprzedajnych prawników, notariuszy, a być może i sędziów, gotowych podjąć się pracy przy "odzyskaniu" tychże kamienic dla owych "biznesmenów". A chodziło nie o jak twierdzi Minister Ziobro kilkanaście, czy nawet -dziesiąt, ale o ponad 300 kamienic. No, ale w połowie lat 80-tych Minister Ziobro dopiero kończył edukację na studiach, więc i wiedzy takowej posiąść nie mógł, bo nikt by do niego z takimi rewelacjami nie przyszedł. Był po prostu wówczas małym smrodem. A zainteresowani byli i ludzie z lewicy, jak i ówczesnej opozycji, ówcześni biznesmeni z kategorii change money, a późniejsi kantorowcy i lombardowcy, a i deweloperzy, i różnej maści prezesi. mecenasi. I tym bractwem zespół prokuratorski powinien wstrząsnąć, w tym środowisku powęszyć. Nie mam jednak wątpliwości, że dzisiejsi sześćdziesięciolatkowie zachęceni przez prokuratora, mogą sobie odświeżyć pamięć.
  • @kula Lis 67 14:33:52
    Od urodzenia mieszkałam z rodzicami w kamienicy kwaterunkowej w centrum Krakowa (ul. św. Sebastiana 18). W końcu lat siedemdziesiątych odwiedziła nasze mieszkanie ok 60 letnia miła Żydówka z Nowego Jorku i przedstawiła się jako córka przedwojennego właściciela. w latach 30-tych (XX wieku) mieszkali w tym samym mieszkaniu co my. Niestety zbyt krótka, rozmowa dotyczyła zmian w mieście i w świecie ...

    Na moje pytanie o jej stosunek do pozostawionej własności odpowiedziała z lekceważeniem, że przed ich wyjazdem do USA, hipoteka kamienicy była obłożona tak dużymi zobowiązaniami, że nie ma o czym rozmawiać.

    W latach 90-tych kamienica została podarowana przez Skarb Państwa tzw. prawowitym właścicielom. Nie wiem dokładnie komu. Jakiemuś kumplowi Kalego. Od 10-lat nikt w niej nie mieszka. Nie tuczy ...

    Nie wiem, czy ta kamienica jest w zakresie zainteresowania zespołu o którym mówił minister Ziobro.
  • @programista 13:01:47
    "Efektywność działalności gospodarczej wymaga nienaruszalności własności, gdyż jest to warunek konieczny dla oszczędności i długoterminowych inwestycji. Jeżeli własność nie jest "święta" to maksymalna konsumpcja jest atrakcyjniejsza niż oszczędzanie - bo oszczędności trzeba samemu chronić."

    To błędne ujęcie. Jestem zdania, że własność należy chronić w ramach jednego życia, czyli nie ma kumulacji majątku w następnym pokoleniu. Spadek - zapewniający pewien (dobry) poziom życia spadkobiercom, ale powyżej - gilotyna podatkowa.
    Święta - może być własność wspólna (jak wspólne dobro).

    Możemy dyskutować o poziomie na którym stosujemy gilotynę dla spadków.
  • @Oscar 13:33:45
    Jesteśmy tu chyba jednomyślni (część uwag w tym duchu w komentarzu dla Programisty)
    Pozdrawiam
  • @Krzysztof J. Wojtas 18:51:03
    "Gilotyna dla spadków" spowoduje wzrost konsumpcji. Dzieci są przedłużeniem własnej egzystencji. Jeżeli nie da się im przekazać własnego dorobku to lepiej samemu go "skonsumować" przed śmiercią.

    Tym samym zmniejszy się zasób kapitału i praca stanie się mało efektywna. Będzie się wytwarzać mniej - to jest konsekwencja z którą trzeba się pogodzić.
  • @programista 19:54:29
    To prognoza z punktu widzenia obecnego systemu.
    Ten tok myślenia trzeba odrzucić jeśli chce się zmiany.
  • @Krzysztof J. Wojtas 21:48:57
    Odrzucając znaczenie oszczędności dla solidarności międzypokoleniowej,
    odrzucamy pokorę w nadawaniu rzeczom właściwej miary.
    Redukujemy swoje życie do czasu szczęśliwych momentów. Do porządku czasu Kairos.
  • @Andrzej Madej 04:59:16
    W pewnym stopniu tak.
    Jest pytaniem, czy dziedzictwo jakie przekazujemy następnym pokoleniom, ma mieć charakter materialny, czy raczej postać wzrostu szeroko rozumianej empatii?

    Będąc w rejonie Ałtaju (Kirgizja) i na wschód (Kaszgar) jest się w terenie, gdzie ludzi mieszkają od wielu tysięcy lat. I tam brak jest jakichkolwiek pamiątek historycznych - żadnych budowli. To z racji pełzających zboczy Ałtaju i Kara Korum, co powoduje, że wszystkie budynki trzeba "wymieniać" mniej więcej 3 razy na 100 lat.

    Wydaje się, że celem istnienia ludzkości nie jest przebudowywanie Ziemi. Więcej. Widać, że te próby prowadzą do zniszczenia naszego środowiska życia.
  • @Krzysztof J. Wojtas 21:48:57
    Odrzucić tok myślenia? Łudząc się, że nie nastąpią wtedy konsekwencje wynikające z odrzuconego toku myślenia?
    Czy raczej świadomie zaakceptować te konsekwencje, jeżeli się chce zmiany, uważając że sytuacja po zmianach będzie lepsza po mimo wystąpienia tych właśnie konsekwencji.
  • @programista 08:11:27
    Nie rozumiem o co Panu teraz chodzi.
    Myśli Pan kategoriami systemu hierarchicznego, gdzie istotne jest posiadanie stanowiące symptom władzy. Mieć więcej i więcej - aż do posiadania wszystkiego.
    To cel judaizmu.
    Proponuję inne spojrzenie, co wcale nie znaczy, że nie doceniam wartości ludzkiej pracy. Tyle, że ona ma inny wymiar i znaczenie. Cel też jest inny.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:55:49
    Myślę kategoriami natury człowieka, która konsumowanie różnych dóbr uznaje za rzecz ważną.
    Czy szanowny Pan proponuje "inne spojrzenie" czyli takie w którym konsumpcja materialnych rzeczy będzie nieistotna?
  • @programista 09:27:35
    Rozumiem: żyje Pan aby konsumować. To pański priorytet.
    Ja tam jem, aby żyć. Ale to takim jak Pan trudno zrozumieć.
  • @Krzysztof J. Wojtas 10:43:33
    Podejrzewam, że szanowny Pan opiera swój system na zmianie obecnych zachowań ludzi.
    Zakłada Pan że ludzie tworzący naród będą o siebie nawzajem dbać, będą się bezinteresownie wspierać i dzielić wszystkim co mają. Nikomu nie będzie zależeć na indywidualnym posiadaniu czegokolwiek i wszyscy z entuzjazmem będą pracować dla pomnożenia wspólnego dobra. Tak jak w pierwszych chrześcijańskich komunach.
    Jeżeli tak jest, to ma szanowny Pan rację - tacy jak ja nie są w stanie zrozumieć wiary w realizację takiego idyllicznego obrazu.
  • @programista 11:29:24
    Kwestia celu.
    Można założyć, że celem jest osiągnięcie takiego stanu i pragmatycznie do niego dążyć, ale bez stosowania środków sprzecznych z ideą. To idea zbliżona do socjalizmu, a nawet komunizmu, z tą różnicą, że jednostka jest osobą i nie można jej traktować jak w czasach komuny. I nie przyspieszać procesu a dostosowywać działania do świadomości społecznej.

    Pana cel, odwrotnie, tylko akceptuje stan obecny i indywidualne zachowania. Końcowym stanem jest pełny totalitaryzm czyniący z człowieka jedynie narzędzie.
    Zatem - różnica jest zasadnicza.
  • @Andrzej Madej 04:59:16
    Twierdzę że do nadawania rzeczom właściwych miar potrzebujemy Ojcowizny. A Ojcowizna to oszczędności i marzenia o życiu nowym.
    Same marzenia to tylko cienie.
  • @Andrzej Madej 14:07:50
    Tak poseł od Kukiza pozyskał kamienicę w Krakowie. Na ujawnionej przez nas liście reprywatyzacyjnych przekrętów w Krakowie, ten adres był pod numerem 2. Jak ustalił Fakt, w odzyskanie kamienicy przy ul. Dietla 9 zaangażowany był mec. Grzegorz Długi (62 l.) dziś poseł klubu Kukiz'15. A śledczy nie wykluczają, że jego pełnomocnictwo było sfałszowane. Pół kamienicy trafiło do oszusta z powodu najprawdopodobniej podrobionego pełnomocnictwa – mówi nasz rozmówca w prokuraturze. Już kilka lat temu śledczy kwestionowali autentyczność dokumentu, którym posłużył się Długi kupując kamienicę dla spółki S.L. Kraków od umierającego Abrahama Issachara Englarda (†96 l.). Na dokumencie brakowało daty, nie wpisano miejsca wystawienia pełnomocnictwa. „Na dokumencie tym widniał nieczytelny podpis wraz z tłumaczeniem tłumacza przysięgłego języka angielskiego” czytamy w uzasadnieniu... umorzenia śledztwa. Prokuratura nie była w stanie wykazać, że dokument sfałszowano. W śledztwie zeznawał oczywiście mec. Długi. Stwierdził, że braki w dokumencie oraz fakt, że nie znał właściciela, nie miały dla niego znaczenia. Teraz sprawa trafiła pod lupę kontrolerów z Prokuratury Krajowej. Ci ustalili, że „prawowity właściciel nie mógł podpisać takiego pełnomocnictwa w 2002 roku w kancelarii notariusza w Izraelu, ponieważ od 2000 roku do swojej śmierci w 2005 roku przebywał nieprzerwanie w Centrum Medycznym w Izraelu, a od 2002 roku na oddziale geriatrycznym”. Załatwiającemu całą sprawę w Izraelu Haimowi Eliaszowi (adwokat właściciela kamienicy ) w chwili wystawiania pełnomocnictwa przez ciężko chorego Englarda towarzyszył notariusz Ben Dijon Eliasz. Prywatnie... jego ojciec. „U Englarda stwierdzono wprawdzie zaburzenia orientacji w czasie i przestrzeni, ale nie oznacza to, że w konkretnym dniu podpisania pełnomocnictwa nie rozumiał na czym się podpisuje” skwitował prokurator. A rodzina nie kwestionowała pełnomocnictwa, bo jak zeznał syn Englarda dostali za kamienicę po 8000 dolarów. Budynek wart jest z pewnością miliony. Co na to wszystko poseł Długi? Żadnego takiego klienta nie miałem mówił w rozmowie z Faktem. Potem jednak dodał, że „coś takiego mogło się zdarzyć”. Takie rzeczy zdarzają się codziennie – twierdzi poseł.

    Historia krakowskiej kamienicy przy Dietla 9

    1942 r.

    z rąk Niemców giną właściciele kamienicy: Estera i Rajza Rabinowicz oraz Szlam Henoch Rabinowicz

    28 marca 1946 r.

    Abraham Issachar Englard kupuje od Sary Rywki Rabinowicz połowę kamienicy. Mieszkał wtedy w Sosnowcu. Potem wyjechał do Paryża, a następnie do Palestyny. Przed wojną był kierownikiem szkoły rabinackiej w Radzyniu Podlaskim.

    21 sierpnia 2000 r.

    Englard trafia do szpitala w Bnej Brak w Izraelu. Przebywa tam do śmierci 23 października 2005 r. „W okresie wystawiania pełnomocnictwa (…) miewał zaostrzenia swojej choroby i wówczas był zagubiony i nie miał orientacji w czasie i przestrzeni” – opowiada potem jego lekarz.

    2001 r.

    Haim Eliasz proponuje współwłaścicielowi firmy S.L. Kraków kupno nieruchomości przy ul. Dietla 9. Rozmowy odbywają się w Izraelu. Eliasz mówi, że reprezentuje Englarda.

    3 grudnia 2003 r.

    Udział Englarda kupuje firma S.L Kraków. Transakcję w Izraelu dopina Levy, a w Polsce mec. Długi. Twierdzi, że pełnomocnictwo przekazał mu Eliasz. Nie znał Englarda.

    2004 r.

    prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie posługiwania się podrobionym pełnomocnictwem przy tej transakcji

    30 listopada 2011 r.

    Prokuratura Rejonowa Kraków – Śródmieście Wschód umarza śledztwo uznając jednak, że nie może rozstrzygnąć czy transakcja dokonana na podstawie takiego pełnomocnictwa jest ważna. http://ecache3.m2d1.cdn.onet.pl/ceph/05fffb0e-beb2-47fe-a1aa-c82e7fd946d1.1506003007.012566.mp4?co=rasp_fakt24&ct=sm&st=tVLNGNpK5yJ7BDWE3qaaEw&e=1507205976 Ps.. Z niego taki prawnik jak i z Kukiza artysta ! Facet który nawet nie potrafi porządnie przeglądnąć fałszywki gdzie nie ma daty ani miejsca wystawienia to pseudo prawnik !! Kolejni "nieskazitelni" reprezentujący "naród". Mordy pełne bogoojczyźnianych, patriotycznych i narodowych frazesów o praworządności, a wśród nich też geszefciarz a łapy po łokcie upaprane w szwindlach, i co na to Pawełek wielki polityk od jowów. Przecież to politycy z Kukiz15 byli tak oburzeni reprywatyzacją kamienic czyjeś widzą daleko po lasem a swojego pod nosem nie dostrzegają. Poseł, i do tego prawnik Grzegorz Długi członek Kukiza w wypowiedziach publicznych kreuje się na najmądrzejszą w świecie dziewicę ( w znaczeniu uczciwości i przyzwoitości), a już samo to, że się załapał do sejmu świadczy, że jako adwokat ma chyba wiele za uszami. Takie osoby powinny ponieść szczególnie wysoką karę, oraz utracić na zawsze prawo do wykonywania zawodu. Teraz widać tę podwójną moralność posłów Kukiz15. Gęby pełne krytyki i umoralniania nt. patologicznych zachowań ludzi przejmujących czyjeś dobra, a sami po cichu, gdy tylko jest okazja "kręcą swoje lody". Szef tej partii, niejaki Kukiz, też ma coś na sumieniu w związku z przejmowaniem mieszkań. Nie wiem dokładnie, ale ponoć (tak tłumaczył) chodziło o mieszkanie po dalszej rodzinie w Warszawie, które miał nabyć w niejasnych okolicznościach i za przysłowiowe grosze. Najbardziej uwikłaną grupą zwącą się ludźmi w przekręty oszustwa wyłudzenia i złodziejstwa to politycy urzędasy i tak zwany wymiar sprawiedliwości który niema nic wspólnego ze sprawiedliwością. Do polityki pcha się wielu nieuczciwych. Dobrze jest mieć immunitet, dobrze jest zadzierać głowę i chwalić się jakie się ma znajomości i co się może, lepsze przebicie przez biurokratyczna machinę urzędnicza itd itp. Takich delikwentów w każdej partii jest wielu i po lewej i po prawej stronie law sejmowych i senatorskich. Brutalna prawda. Dopóty dopóki dla ludzi decydentów (politycy, urzędnicy) nie będzie wysokich kar za przekręty i ich błędy to zawsze tak będzie, bo tak było, jest i...... A najgorsze w tym jest to że, winni jw. bogacą się przeważnie kosztem szarej masy która ich posadziła na ten "stołek". Ktoś powie mi; musi być równość w karaniu, a jaka jest obecnie równość pomiędzy decydentem a szarym obywatelem (dochody, układy i możliwości, wreszcie pycha) a z czego to się bierze? z bezkarności i poczucia władzy. Te macki tych nierobów żerujących na cudzym nieszczęściu zataczają szerokie koło. PiS powinien za nielegalnie pomnażanie swoich majątków, oprócz więzienia konfiskować od delikwenta, mienie w całości. 8 lat lat PO z Rudym na czele chcieli coś znaleźć na Kaczyńskiego, ale klapa, to jedyny uczciwy polityk w Polsce. Tyle w temacie.
  • @Andrzej Madej 14:07:50
    Co roku każdy Polak płaci na utrzymanie sędziów, prokuratorów, a także administracji związanej z systemem sprawiedliwości 289 złotych i 20 groszy. To dużo ponieważ w UE żaden inny kraj nie przeznacza tak znacznej części budżetu na Temidę. Pieniądze jakie przeznaczamy na system sprawiedliwości w Polsce przekładają się na wysokie zatrudnienie w tym sektorze. W UE tylko Niemcy mają większą od Polski liczbę sędziów (u nas jest ich 10 322). Oprócz sędziów polska Temida zatrudnia też 13 617 prokuratorów, 42 tysiące urzędników sądowych i 29,5 tysiąca pracowników więziennictwa. Łącznie niemal 100 tysięcy osób.
  • @Andrzej Madej 14:07:50
    Nie miałem wątpliwości co do rozstrzygnięcia NSA, gdy pisałem wczoraj, że wiadoma Komisja jest organem kasacyjnym w stosunku do np. Prezydenta m, st, Warszawy. Porażającym zaś jest niedostatek wiedzy osoby z profesorskim tytułem w zakresie nauk prawnych, zarówno co do procedury administracyjnej, którą urzędnik posługuje się na co dzień, zasad rozstrzygania sporów kompetencyjnych pomiędzy organami władzy i kiedy spory takowe powstają, a także poważne luki z dziedziny prawa konstytucyjnego. Ponieważ godność profesorska nadawana jest przez Prezydenta, Senat UW, jak i Prezydent Duda winni się zastanowić i rozstrzygnąć czy nadal powinien jej przysługiwać tytuł profesora nauk prawnych wobec tak publicznie obnażonych niedostatków jej wiedzy. Spieszę także Gronkiewicz-Waltz powiadomić i oświecić, że w dniu dzisiejszym całkowicie odpadł jej powód do dalszego ignorowania wspomnianej Komisji, jej członków i toczących się przed tą komisją postępowań, a także głupawego twierdzenia, że Komisja ta jest niekonstytucyjna. NSA stwierdzając, że nie doszło do sporu kompetencyjnego pomiędzy Komisją a Prezydentem m. st. Warszawy, pośrednio uznał, że Komisja jest w pełni konstytucyjna, bo gdyby nie była, sprawa w ogóle nie zawisła by przed sądem. Prezydent Wwy powinna zwrócić pieniądze państwowe wykorzystane w celach prywatnych na prawników....Uczelnia która zatrudnia "prof.prawa" która nie zna lub nie stosuje prawa powinna wywalić ją na zbitą twarz, czego ona uczy swoich studentów. Biedni ci studenci, których HGW uczy. Kompromitacja i zbłaźnienie HGW jest absolutna! DO WORA Z JĘDZĄ, NIEUKIEM, TŁUKIEM! Teraz już wiem na 100 % dlaczego na Noakowskiego 4 HGW nie udało się uruchomić od dawna "oczekiwanego" słupa, ano na Noakowskiego 4 na 5 piętrze posiada garsonierę prezes NSA prof. Hauzer !!! Kamienica na Noakowskiego 4, zaniedbana z odpadającym tynkiem, bez ogrzewania ze wstrzymanym kilkanaście lat temu wykupem dla mieszkańców, rzeczywiście sprawia wrażenie przygotowywania do wykupu za bezcen i sprzedania "słupowi",dobrze byłoby aby również tą kamienicą na Noakowskiego 4 zajĘła się Komisja Weryfikacyjna.
  • @kula Lis 67 16:36:11
    Jak na moje siły, zbyt wiele wątków.
    Podejmę jeden. Ok 20 lat temu, po stwierdzeniu, że jeden z Warszawskich profesorów nakłamał w ekspertyzie jako urbanista (nie był, nie widział, chyba nie czytał, a podpisał, że czarne jest białe) napisałem do Izby urbanistów, żeby wystąpiła do władz jego Alma Mater o cofnięcie habilitacji.
    Nie odpisali.
    Odpuściłem.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY