Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
676 postów 11016 komentarzy

Od rodziny do cywilizacji

Krzysztof J. Wojtas - Zainteresowania z różnych dziedzin. Wszystko po to, aby ustalić wartości, jakimi warto się kierować w wyborach.

Rejs 18.11 - 9.12 (3)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

No to – w morze. Wyszło, że z Palermo do San Wito lo Capo.

 

 
W niedzielę , przed rejsem, zostaliśmy przeszkoleni odnośnie zagrożeń na jachcie i bezpieczeństwa.
Co najbardziej zagraża?  Najłatwiej jest wypaść z jachtu. W nocy – jeśli akcja ratunkowa nie będzie składna, to w zasadzie już po pół godzinie mamy denata. Temperatura wody wynosiła koło 20 st.C, ale w nocy, przy fali już po minucie traci się delikwenta z pola widzenia.
Dlatego zasadą jest, że w nocy można przebywać na pokładzie wyłącznie w kamizelkach ratunkowych z szelkami przypiętymi do stałych części takielunku, bądź lifeliny. (To taka taśma leżąca na pokładzie po obu stronach pozwalająca na przemieszczanie się od dziobu do rufy). To samo obowiązuje w ciągu dnia przy silnym wietrze.  Zazwyczaj zakłada się, że powyżej 5 B.
Za przestrzeganie tych zasad odpowiedzialny jest oficer wachtowy.
Dla  „zdrowych, młodych i sprawnych”  zasady odbierane są jak dyshonor. Trzeba się tego jednak nauczyć i stosować. W trakcie naszego rejsu była informacja o wypadnięciu za burtę Polaka, a jego żona nie umiała zatrzymać jachtu i udzielić pomocy.
Tymczasem zagrożenia tego typu są częste. Sam się o tym boleśnie przekonałem w ub. roku. Przyszła nagła boczna fala, nie utrzymałem się na nogach, a nie zdążyłem czegoś przytrzymać (było to przemieszczanie się takie by chwycić się ręką czegoś stałego), to było tylko jakieś 30 cm, a fala wyrwała mnie z miejsca i trzepnąłem o coś łamiąc sobie 2 żebra. W zasadzie, to z kim nie rozmawiałem z żeglarzy o większym doświadczeniu, zawsze wspominali podobne incydenty. Musi zaboleć, aby zrozumieć.
A jako ciekawostkę przytoczę info o tzw. fali fenomenalnej, zwanej też „trzy siostry”. Otóż 3 dni po sztormie (dlaczego?) pojawia się taka fala. Potrafi być wypiętrzona nawet na kilkadziesiąt metrów i stanowi zagrożenie nawet dla dużych jednostek jeśli nie jest się przygotowanym. A przygotowanym trzeba być na jachcie ZAWSZE. Wspominał o tym Baranowski, ale też inni żeglarze
 ."Sistrum"
 
No więc, grubo przed świtem wreszcie wyszliśmy.
 
 
  Manewrówka portowa, bo akurat wchodził duży prom zgrabnie obracający się w ciasnej przestrzeni. Odeszliśmy ze dwie mile na silniku: w porcie i na torach podejściowych (farwater, ruta) nie wolno używać żagli. Podnieśliśmy żagle i płyniemy.
Widok na Sycylię.
 
 
Widok na San Wito lo Capo z góry na miastem (zdjęcie z ub. roku)
 
Też tej góry
 
To widok z morza na skałę i podejście do portu w San Wito lo Capo
 
 
Po silnym wietrze (stąd czekaliśmy w porcie przez niedzielę) fala zrobiła się nieprzyjemna. Tak circa metrowa, ale łamiąca się z krzyżująca. Niesympatyczna.
Wydawało się, że po moich poprzednich doświadczeniach – jestem odporny na chorobę morską. A tu siupryza; ponoć każdy ma swoją długość fali, która go „wzbudza”. I w ten sposób, jako pierwszy z załogi oddałem hołd Neptunowi.
Specjalnie nie chorowałem, po prostu, po zrzuceniu balastu, w miarę szybko doszedłem do siebie.
Warto zaznaczyć objawy. To mdłości, ból głowy, takie ogólne „zamulenie”. Zazwyczaj sprawność spada nawet do 20 %.  Skutki choroby odczuwają wszyscy, chociaż nie w jednakowym stopniu. U mnie wystąpiło jeszcze poczucie zimna – inni to też potwierdzali.
I mieliśmy przygodę. Otóż jacht zaplątał się w jakiś sznurek – jak od snopowiązałki. To nie były sieci, ale jakiś palant pozbył się  chyba śmieci. To bardzo groźne zdarzenie. Sznurek oplatał ster i wkręcił się w wał śruby silnika.
Z dużym szacunkiem odnoszę się do kolegi, który na pełnym morzu, przy metrowej fali nurkował pod jacht, aby go uwolnić od tego zagrożenia. Musieliśmy wejść do portu (wcześniej nie było takiego założenia) i w marinie, przy spokojnej wodzie sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
A tu jacht miał specjalne sterowanie ze strony armatora. Czyli system namierzania pozycji nowej generacji. Bardzo go zatem dziwiło, że kręcimy się kilka godzin w jednym miejscu na morzu (brak zasięgu telefonii), a do tego po tym jacht zniknął z pola widzenia. Ponoć byli bliscy wzywania SAR (Ratownictwo Morskie). Tymczasem, w trakcie zamieszania, wypiął się jeden kabelków urządzenia.
Cóż , nadmiar bezpieczeństwa (to było chyba 4, czy 5 takie urządzenie na pokładzie) może być niebezpieczne;-)))

KOMENTARZE

  • Z ciekawością przeczytałem
    Osobiście, wydaje mi się, że jako szczurowi lądowemu, pewnie żołądek wywrócił by mi się na drugą stronę. A zasady bezpieczeństwa, i zachowanie, przecież nic mi się nie może zdarzyć, jakże to częsty przypadek.
  • @Zawisza Niebieski 14:57:23
    Nie jest tak źle. Już w tydzień po takim bujaniu - wszystko staje się normalne.
    Mnie do tej pory przeszkadza to bujające się otoczenie. Strasznie niestabilna ta ziemia. Na morzu było lepiej...
    A będę pisał o różnych aspektach pływania.
  • @Krzysztof J. Wojtas 15:02:38
    Z przyjemnością przeczytam.
  • Witam tych co na morzu,
    Bardzo rzetelnie i rzeczowo Pan to opisuje. Nigdy mnie w morze nie ciągnęło, należę do "cywilizacji ziemi", więc pozdrawiam z głębi lądu. BJ
  • @ Autor
    "Wyszło, że z Palermo do San Wito lo Capo."

    Jak to "wyszło"? Ja w ogóle nie rozumiem co Pana wzięło nagle na pływanie. Skąd ta koncepcja? Szanowny GPS Pana nakręcił, czy jak?

    A może Pan tak pływa jak swojego czasu Kukliński albo Wachowski? ;-DDDD

    Uprzejmie pozdrawiam

    Oczywiście 5*
  • @ Autor
    "A jako ciekawostkę przytoczę info o tzw. fali fenomenalnej, zwanej też „trzy siostry”. Otóż 3 dni po sztormie (dlaczego?) pojawia się taka fala. Potrafi być wypiętrzona nawet na kilkadziesiąt metrów i stanowi zagrożenie nawet dla dużych jednostek jeśli nie jest się przygotowanym."

    Te kilkadziesiąt metrów to musi być jakiś koszmar. Nie chciałbym doświadczyć. Czy na Bałtyku też się to zdarza? Pytam, bo nieraz zdarza mi się korzystać z promów....
  • @Jasiek 17:17:27
    Na Bałtyku nie słyszałem o takich falach, ale tez potrafi być ciekawie;-)))

    A czemu pływam?
    Coś trzeba robić, aby się nie nudzić. W pierwszej notce pisałem dlaczego.
    Poza tym wino coraz słabsze, śpiewać nie bardzo można bo gardło zdarte, a dziewczyny coraz starsze...
  • @Bogusław Jeznach 16:47:29
    Miło, że Pan wpadł; ja tam jestem znak powietrza, wodę lubię średnio, ale żeglarstwo to coś, co potrafi wciągnąć.
    Bo tam nie da się powiedzieć na pełnym morzu "mam dość, wysiadam".
  • hmm
    ... wolę podróże kamperem :))
  • @trybeus 19:34:55
    Rozumem: tam nie ma porannego kukuryku.
  • Stopy wody - co najmniej -
    pod kilem.

    "Co najbardziej zagraża? Najłatwiej jest wypaść z jachtu. W nocy – jeśli akcja ratunkowa nie będzie składna, to w zasadzie już po pół godzinie mamy denata."

    No, bez przesady.
    Nie jest tak łatwo wypaść z jachtu, ale jak się już wypadnie w nocy, to ... .
    Trzeba mieć nadzieję.
    A najlepiej latarkę w nocy zawsze ze sobą nosić, nawet malutką, wodoszczelną, za kilkanaście złotych.
  • @AlexSailor 22:06:08
    Omawialiśmy przypadki.
    Kamizelka, którą trzeba nosić, ma taką lampkę, która włącza się automatycznie w zetknięciu z wodą morską, a sama kamizelka pompuje się i to w sposób utrzymujący głowę nad powierzchnią wody.
    Sternik miał zawsze dodatkową lampkę na ramieniu - także włączającą się automatycznie.

    Jak pisałem - to był "rejs oficerski", a zatem zwracana była szczególna uwaga na procedury. Choćby po to, aby uczulić.

    A wypadki? To przecież zawsze nadzwyczajne okoliczności "na styku" zmiennych sytuacji.
  • @Krzysztof J. Wojtas 20:01:44
    ...jakże to nie ma...ósma rano, wszyscy z wozów:))...ale no fakt, nie ma jednego...jak załogant wkurzy kierownika wycieczki, to nie ma jak wyrzucić go za burtę:)))
  • @trybeus 17:08:45
    Luz. U nas kapitan nakazał startować o 4.00.
    I gdzie tam uciec? A i tak wachty są całodobowo pełnione. Inny rytm.
    PS. Tam przynajmniej nie ma policji z alkomatami. Mogą co najwyżej kapitana.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY