Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
741 postów 11981 komentarzy

Od rodziny do cywilizacji

Krzysztof J. Wojtas - Zainteresowania z różnych dziedzin. Wszystko po to, aby ustalić wartości, jakimi warto się kierować w wyborach.

Rejs 18.11 - 9.12 (8)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zbliżamy się do końca rejsu. Z Majorki kierujemy się pomiędzy Ibizę, a Formenterę: ciasny przesmyk, a następnie już ku Hiszpanii.

Jeszcze kilka słów o organizacji życia na jachcie. Tak jak na poważnych statkach, życie toczy się w ramach wacht: są ich trzy. Wachta trwa 4 godziny z tym, że od południa do godz. 2.00 i od 2.00 do 4.00 są to wachty „łamane”. Chodzi o to, aby nie powtarzała się służba wachtowa o tych samych porach – najmniej lubiana jest tzw. „psia wachta” od 0.00 do 4.00 rano. Wachtą pierwszą „dowodzi” I Oficer odpowiedzialny za nawigację. II Oficer – to sprawy bytowe, III Oficer to sprawy bosmańskie i silnik. To tak oficjalnie – na jachtach jest to tylko po części przestrzegane; raczej jedynie wspominane.
Wachty ustalone zostały na samym początku i ich bieg był ciągły, niezależnie od tego czy byliśmy w morzy, czy na lądzie. Na lądzie – nie wykonywało się czynności.
Drugą kwestią, którą należy zaznaczyć, pewnego rodzaju styl bycia. W tym sensie, że na jachcie nie ma za dużo zajęć. Zazwyczaj jest to mozolne siedzenie na pokładzie w czasie wachty. Tak się wydaje.
To, co było dla mnie najtrudniejsze w dostosowaniu się do rytmu życia „w morzu”, to ciągła gotowość do natychmiastowego działania wobec zaistniałych zmian. Czyli, pozornie, nic się nie robi, ale trzeba być cały czas gotowym do natychmiastowej reakcji.
Na wachcie obowiązkiem jest sterowanie. I tu zwykle zmienialiśmy się przy sterze co godzinę, a nie jest to tylko stanie, czy siedzenie za sterem. Jacht „myszkuje” na fali i nawet kilkusekundowa nieuwaga często powoduje zmianę kursu o kilkadziesiąt stopni. Steruje się albo na kompas (gdy nie ma widoczności), albo ustala się jakiś punkt na horyzoncie, w nocy gwiazdę, i kieruje się tą wytyczną. Tak jest lepiej, gdyż łatwiej zauważyć odchylenie – jacht ma kilkanaście metrów długości, co stanowi pewnego rodzaju wektor kierunku. Przy wprawie i niezbyt dużej fali daje się ograniczyć „myszkowanie” do jakichś 5 stopni. 10 – też jest nieźle, ale już zauważalne przez innych.
Współwachtowy tylko siedzi na pokładzie. Znowu – tylko pozornie nie ma nic do roboty. Jego obowiązkiem jest obserwacja. Co kilka minut należy obejrzeć, czy coś się nie zmieniło na horyzoncie. A zagrożeniem są już statki znajdujące się w odległości 3 mil od nas. Jeśli jest to szybka jednostka, to zanim zrobimy rozpoznanie jej kursu itd. – potrafi taka znaleźć się  blisko nas. Już odległość pół mili, zwłaszcza w nocy, stanowi zagrożenie. A ci „duzi” nie zawsze zwracają uwagę na „małych”.
Nocne pływania w pobliżu lądu, czy poprzez cieśniny, wymagają ciągłej uwagi zarówno w odniesieniu do innych statków jak i rozmieszczenia świateł sygnalizacyjnych. Trzeba nabyć wprawy w ich namierzaniu i rozpoznaniu. To nieco się różni od „lądowych” wyobrażeń na ten temat. A jakikolwiek błąd może być nieodwracalny.
 
Tak więc, z Majorki wyszliśmy wcześnie rano, dzień słoneczny i ciepły, fala mała. „To je ono”  jak mówią bracia Czesi, czy Słowacy. Na wieczór zbliżyliśmy się do Ibizy – podobno w sezonie, za dobowy postój w marinie płaci się tam 400 EU. Cóż, żeglarstwo po znanych miejscach nie jest dla wszystkich. W związku z powyższym, my tylko przepłynęliśmy w pobliżu obserwując światła  życia towarzyskiego na tej wyspie. A po prawdzie, to do Alicante mieliśmy jeszcze kawał drogi i zawinięcie do kolejnego portu spowodowałoby spóźnienie na samolot.
W takiej miłej i spokojnej atmosferze, przy łagodnym morzu zakończyłem wachtę – następna od 4.00. I tu siurpryza. Sądzić by można, że między Balearami i lądem fala się nie rozbudowuje zanadto. Tymczasem przed 4 rano zostałem prawie wyrzucony z koi. Dostaliśmy się w sporą falę powodującą boczne rozkołysanie. Ostre pożegnanie. Na szczęście już pod koniec wachty wiatr nieco zelżał i zbliżyliśmy się do lądu, który nieco nas osłonił. Za dnia znowu sielankowe pływanie z falą najwyżej wysokości 1 metra. Dla nas to już „bułka z masłem”.
Piękne widoki wybrzeża.  Pełne zabudowanie wszystkich korzystnych miejsc – to rezydencje głównie chyba angielskich emerytów, chociaż i z innych krajów także; ciepło, piękne pejzaże, a i ludzie przychylni.
Płynęliśmy wzdłuż wybrzeża kilkadziesiąt mil – wszystko podobne. Do Alicante dotarliśmy już nocą. Jeszcze procedura wejścia – trzeba było najpierw dobić do kei przy biurze i dopiero po załatwieniu formalności wskazano nam miejsce cumowania. Po 4 dniach w morzu – wreszcie prysznic, przebranie się i w miasto. Ja wróciłem koło północy, ale inni dopiero koło 5 rano. Krótkie pożegnanie i na lotnisko. Czas wracać do przyziemnej normalności.
 
Majorka
 
A to juz Hiszpania
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Alicante z morza
 
 
 
 
 

 

KOMENTARZE

  • Piekne sprawozdanie.Chcialbym tam byc ale lata nie pozwalaja..
    Wesolych Swiat dla Pana i kolegow.
  • @staszek kieliszek 10:11:04
    Staszku, toż chyba możesz mi mówić "wuju" - ja jestem starszy!!! (w najgorszym razie starszy stopniem).

    Także radosnych świąt nadzieją lepszego życia w duchu nauczania Chrystusa - czyli w symbiozie z resztą świata. Bez stresów, a smakując barwy życia.
  • Autor
    Świetny opis wyprawy. Ma Pan talent reporterski. Czekamy na powrót w święta, które będą wtedy szczególnie miłe. Pozdrawiam przyjaźnie. BJ
  • @Bogusław Jeznach 10:25:03
    Dzięki za ocenę; chętnie bym się wybrał i "sprawozdał", gdyby ktoś chciał to dofinansować. A tak - to tylko jak uda mi się zdobyć fundusze.
    A jest jeszcze parę regionów, które gotów bym był odwiedzić;-)))

    Pozdrawiam serdecznie życząc przede wszystkim zdrowia. Radosnych Świat Bożego Narodzenia.
  • Alicante
    Łza się w oku kręci od wspomnień
    Raj na ziemi

    http://www.hiszpania-apartamenty.pl/userfiles/image/ALICANTE/ALICANTE-ZIMA-POGODA.jpg

    ps.
    i jeszcze Benidrom
    pzdr.
  • @Husky 12:06:09
    Tam wszędzie tylko palmy i palmy. A latem gorąco. jak ci ludzie tam latem wytrzymują? Toż dla mnie w październiku jeszcze było za ciepło.

    PS. Na całym wybrzeżu i we Włoszech i Hiszpanii (nie wiem jak gdzie indziej), są pięknie utrzymane aleje nadmorskie.

    Pozdrawiam.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY