Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Zabójstwo Adamowicza Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
831 postów 13656 komentarzy

Od rodziny do cywilizacji

Krzysztof J. Wojtas - Zainteresowania z różnych dziedzin. Wszystko po to, aby ustalić wartości, jakimi warto się kierować w wyborach.

Poświąteczna prywata

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wszyscy o "wielkich dziełach", a ja swoje prywatne "3 grosze".

 

Pierwsze, co mnie dotknęło w związku ze świętami, to moralny dylemat jak te święta obchodzić, jak je przeżywać.

Czy ograniczyć się do bezmyślnego naśladowania wskazań księży, czy też włączać elementy polskiej tradycji. Bo chyba najgorszą wersją byłoby odrzucać tradycje związane z tym czasem.

Czy symboliczne narodziny Bożego Dzieciątka są przekazem sprzecznym z polskim odczuwaniem czasu pojednania? Nie sądzę. Zatem nie ma sensu przeciwstawiać się tradycji, a jedynie starać się ją wzbogacać. Ewentualnie odrzucać te sugestie, które niszczą istotę przekazu miłości.

Od wielu już lat wystawiam przed domem szopkę. Stosuję przy tym zasadę, że w okresie Adwentu rozświetlam tylko gwiazdę betlejemską, a samą szopkę dopiero o zmroku w Wigilię.Ze zwyczajów rodzinnych dochodzi też ten, że choinkę ubierają dzieci - to ich domena.

A tu najmłodsze dziecię ma już ponad 30. Trochę głupio. Stąd pierwsza kwestia, to potrzeba wypożyczenia dzieci. Trochę się stawiały, że to wykorzystuję je do pracy - takie teraz czasy, ale jakoś zaakceptowały rodzinną powinność. Ustawiały też figurki w Szopce.

Sama Wieczerza Wigilijna przeszła już normalnie. Tylko zaznaczyłem, że jest to słowiański zwyczaj , który został przysposobiony przez KK, a wszedł do tradycji z racji bliskości ideowej.

Tradycyjnie, po posiłku przeszlismy do śpiewania kolęd. Kiedy jeszcze dzieci były małe, przez cały grudzień, po powrocie z pracy śpiewaliśmy z dziećmi kolędy. Uczyłem nie tylko pierwszych zwrotek, ale wszystkich. I zostało to tak głęboko zakorzenione, że bez kolęnd nie ma Wigilii. I znowu - można mieć różne podejście do tej kwestii, ale polskie kolęndy są i piękne, i melodyczne, i bogate w uczucia. I choćby dlatego warto podtrzymywać zwyczaj śpiewania, bo przecież na Zachodzie mają po 2 - 3 (to już bogaci kulturowo) kolęndy, czy piosenki okolicznościowe. I więcej nic.

W mojej rodzinie prześpiewujemy przynajmniej 10 do 15 kolend. A w tym roku jedna z kolęnd miała już akompaniament : 6 - letnia wnuczka potrafiła akompaniować na pianinie i to przy 6 zwrotkach pomyliła się tylko ze dwa razy, a utrzymywała dobry rytm.

Dopiero po kolędach były prezenty. Tu też już nastapiło "odciążenie" średniego pokolenia, gdyż ta 6 - latka umie czytać i to ona odczytywała odresatów, a jej młodsza siostra roznosiła prezenty. Najmłodsza wnuczka też  próbowała się włączyć, ale jeszcze nie bardzo jej to szło (1 rok + 3 mieś.). Ta z kolei jest niezwykle pyskata. Co prawda zrozumiele mówi tylko tata, mama i imiona sióstr, ale potrafi perrorować całymi zdaniami w swoim języku, a syn twierdzi, że czasami wyraźnie przeklina. Co z tego szkraba wyrosnie...

 

Co jeszcze ze świąt?

Ano, karpia udało mi się zdobyć z hodowli w "Stawach Raszyńskich", czyli jest to "karp falencki". W tym roku ponoć nie było go dużo - "Stawy Raszyńskie" to rezerwat o ograniczonej interwencji. Jest sporo ptactwa - także kormorany, ale są ponoć i wydry, które czymś muszą się żywić. A ponieważ stawy nie są ogrodzone , ani zbytnio pilnowane - są też "amatorzy świeżo złowionych rybek".

Stąd w ub. roku sprzedaż była nikła, a w tym - tylko dla "krewnych i znajomych", czyli pracowników i instytucji zaprzyjaźnionych.

Mnie sie udało z tej racji, że rano odbywam swoją trasę marszową. I przechodzę koło stawów - magazynów, skąd rozdzielane były rybki. Zostałem uznany za swego.

Fakt, że nie były duże. ok. 1 kg. Kiedyś były i 2 kilowe.

A stawy? Z kilku nawet nie spuszczano wody dla odłowu ryb. Wędrując wokół (robię trasę ok. 5 km), obserwuję ptactwo. Jest go znacznie mniej niż kiedyś. Bywało, że na zimę zostawało dużo różnych - kaczki, łabędzie, a nawet gesi. I jakoś niezbyt współczułem tym leniwcom, którym nie chciało sie odlecieć, a tu stawy zamarzły. Owszem, trzy lata temu został jeden łabędź, któremu powierzchnię wodną mróz ograniczył do kilku metrów 2, ale ten był młody (szare upierzenie). Był dokarmiany przez ludzi - sam też mu coś podrzuciłem.

W tym roku została para łabędzi z dwójką młodych. Wyraźnie był to chyba 2 miot i młode nie dorosły. Są wyraźnie mniejsze i z szarym upierzeniem. Na razie dają sobie radę - dotychczasowe mrozy nie zlodziły całej powierzchni stawu. Szacunek dla tej pary, która pozostała, aby chronić młode.

Jest jeszcze trochę kaczek, ale te przelatują też do innych miejsc; łabędzie pilnują tego jednego stawu, bo młode chyba jeszcze nie latają.

W pobliżu pojawiaja się też czaple. Obserwuję trzy siwe, a była jeszcze jedna biała, ale ostatnio coś jej nie widzę.

 

I tyle moich światecznych obserwacji. 

 

 

KOMENTARZE

  • @ Autor, All
    "A tu najmłodsze dziecię ma już ponad 30. Trochę głupio."

    No jak głupio? Za premierem - trza podsadzić! ;-D

    http://m.wm.pl/2018/12/z9/morawiecki-518469.jpg

    5*
  • @ Autor, All
    "Stąd w ub. roku sprzedaż była nikła, a w tym - tylko dla "krewnych i znajomych", czyli pracowników i instytucji zaprzyjaźnionych."

    Kurde, przecież w "dobie Fukushimy" czy jakoś tak, gdy nie wiadomo co zawierają ryby z marketów, stawy jako zbiornik śródlądowy powinny wyjątkowo dobrze prosperować. Jak się tak je "zarezarwatuje" to w końcu zarosną.
    A chyba nie po to ktoś je stworzył... :-(
  • @Jasiek 11:37:14
    A co tam. Niech będą błędy - po świętach mam prawo. Jak mi przejdzie to poprawię.
  • święta, święta
    coraz mniej czasu, kruca bomba,

    przeszły niezauważone w codziennej walce z bliźnimi,

    niestety,



    pozdrawiam, życząc szczęśliwego nowego roku.
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:46:46
    "Po świętach mam prawo"
    Po jakich świętach ? Święta przecież nadal trwają. Szczodre Gody obchodzi się od przesilenia, do mniej więcej 6 stycznia.
    Tak więc namawiam szczerze do dalszego biesiadowania, żarcia, picia, śpiewania, tańczenia, a jeżeli sił starcza to i chędożenia.
    Tylko odradzam Szanownemu Wojtasowi zaglądanie do obórki, bo to okres w którym kozunia podobno potrafi przemówić ludzkim głosem i nie daj Boże Wojtasa do czegoś namówi.
    To już lepiej niech Szanowny Wojtas zagląda do stajenki zwanej szopką betlejemską i podziwia owieczki.
  • @interesariusz z PL 11:51:32
    "przeszły niezauważone w codziennej walce z bliźnimi"

    To dziękuj Bogu, że Cię nie zatłukli i jeszcze komentować jesteś w stanie
    ;-DDD

    Pozdro!
  • @ Autor, All.
    "A tu niemowlaczek. Ma już ponad 30. Trochę głupio."

    No jak głupio? Za krula Europy - trza podsadzić!

    https://pbs.twimg.com/media/DvV1gjdWoAE-cqt.jpg
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:46:46
    A tak na serio, to muszę stwierdzić, że podobnie obchodzimy święta. Jest choinka ubierana przez dzieci ( ja mam przywilej założenia ostatniej ozdoby na czubku choinki, gwiazdy), siano pod obrusem, 12 potraw, opłatek, życzenia, prezenty, lampki i światełka w całym domu.
    Z tym, że moja rodzina zaczyna święta już 22 grudnia od rozpalenia ogniska i podziękowania naturze i Uniwersum za miniony rok i prośby o pomyślność w przyszłym.
    Kidy żyła jeszcze moja babcia, w czasie świąt przesilenia stawiała w kącie ozdobiony snopek zboża symbolizujący dostatek.
    Chyba w przyszłym roku wrócę do tej snopkowej tradycji.
  • @ Autor, All
    "Szacunek dla tej pary, która pozostała, aby chronić młode."

    Nie w głowie im "kon-sty-tu-cje" ;-)
  • @tańczący z widłami 12:24:25
    Ze zwyczajów, które wprowadziłem, bądź próbuję ukształtować w rodzinie - jest, aby przez całą Wigilię było napalone w kominku - czyli "naturalny" ogień.
    Może warto by wprowadzić na nowo snopek. Zboże mam zasiane (właśnie przekazałem 20 grudnia) ostatni kawałek ziemi najstarszemu synowi - z zasiewem). Trzeba by kosą ukosić, bo po kombajnie to teraz tylko bele słomy są. Do tej pory używałem słomy tylko do wyściełania stajenki.

    My zaczynamy święta 21 grudnia; żona obchodzi urodziny.
    Sprawdzałem astrologicznie, czy jest Strzelcem. Tzw. rektyfikacja horoskopu - teściowa przesunęła godzinę urodzenia o pół godziny, ale na podstawie zdarzeń życia moje umiejętności pozwalają ustalić czas z dokładnością do ok. 15 minut. Okazało się, że 20 minut przed wejściem w znak Koziorożca się urodziła.
    I ciekawostka. Nasz najmłodszy też urodził się Strzelcem, ale ok. 25 minut po wejściu słońca w znak Strzelca.
    Te zależności występują - tylko mało kto potrafi je wskazać.
  • @Husky 12:15:22
    Chyba stare to zdjęcie. Ten starszy jakby wyłysiał już i zrudział. Już nie wspominając, że by chyba nie dźwignął...
  • @Jasiek 12:25:27
    Kilka dni temu pojawił się klucz żurawi. Też chyba nieco spóźnieni.
    Pewnie czekały z odlotem na wynik tej konferencji antyklimatycznej...
  • Ta najmłodsza wnusia
    to wypisz wymaluj dziadek Wojtas.
  • @
    Zazdroszczę Ci!! Ja po wielu latach przymusowej pracy w święta przyzwyczaiłem się traktować je jak normalny dzień. Szkoda. Jakoś smutno się robi gdy człowiek wspomina jak rodzice ganiali po mieście żeby na ten jeden dzień w domu było absolutnie wszystko. Czytając to co napisałeś obiecałem sobie że w następnym roku przynajmniej drzewko przed domem jakoś ubiorę ......
  • @Marx 8888 14:45:52
    Magia świąt polega na tym, że traktujemy je magicznie.
    Same w sobie wszystkie te czynności niewiele znaczą. Bardzo łatwo nadać im tylko "techniczną" formę.
    A największą magią - jest cieszyć się świętami i przygotowaniami doń. to też jest b. ważne.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 14:45:52
    Po kimś to musi mieć.
    A ona prababci dobre 3 minuty coś przez telefon mówiła.
    Jak podrośnie to trzeba będzie zapytać...
  • @Krzysztof J. Wojtas 14:23:38
    Oczywiście, że warto powrócić do słowiańskiej tradycji stawiania w kącie "dziada" ze ściętego ręcznie zboża. W końcu Lachy to naród pierwotnie rolniczy i siew i zbiór zboża towarzyszy nam od zawsze.

    A nie mógł Szanowny Wojtas z tą darowizną ojcowizny poczekać do
    24 Grudnia ? Byłby to nie lada prezent.

    Prawdę mówiąc nie przywiązuję aż tak dużej wagi jak kolega do horoskopu, znaków zodiaku lub numerologii. Ale może rzeczywiście warto tym tematem zainteresować się głębiej.
  • @Krzysztof J. Wojtas 15:20:11
    A prababcia z pewnością całe 3 minuty była przekonana, że rozmawia z Wojtasem.
  • @tańczący z widłami 15:41:16
    Co będę dziada szykował; zaproszę Szanownego TzW ...

    A co do darowizny... Cóż. Człowiek nagi przychodzi na świat i odchodząc nic nie zabiera...
  • @Krzysztof J. Wojtas 15:47:56
    Oczywiście chętnie dam się zaprosić, Tylko ostrzegam. Dziad z wielkopolski za darmo w kącie stał nie będzie. Dziad wielkopolski potrafi sporo zjeść i jeszcze więcej wypić, a potem nie tylko pod choinkę zajrzy szukając prezentu dla siebie, ale i pod spódnicę, co urodziwszej "śnieżynki" i pod pierzynę, czegoś "na ząb" szukając.

    Z tym zabieraniem "niczego" w zaświaty to nie zupełnie prawda.
    Zabieramy ze sobą wszystko co przeżyliśmy, cały bagaż doświadczeń, przemyśleń i uczuć, oraz cały nasz proces samodoskonalenia się.
    A więc, co prawda, nie zabierzemy ze sobą hektarów, ale zabieramy coś o wiele bardziej cennego.
  • @Krzysztof J. Wojtas 15:47:56
    Kujawski Dziad jest jeszcze droższy :)
  • @tańczący z widłami 16:32:46
    Najmijmy się razem, znam obejście Wojtasa. Wiem gdzie chowa cytrynca :)
  • @tańczący z widłami 16:32:46
    Ja tam za Lechitę się uważam, a wiadomo, że taki Allah - to nasz Lach.
    A Lach - to innymi słowy - PAN.
    Wiem, że te dziady wielkopolskie tego nie rozumieją, ale u nas gość w dom, Bóg w dom, to i dziada wielkopolskiego ugościmy należycie, wszak wiadomo, że tam tylko obmacują i podglądają pierzyny - na nic więcej ich nie stać.
    Bo to trzeba być chłopem, a nie dziadem.

    Co do ostatniej frazy - widać, co właściwie zostały odebrane moje nauki.
    Życie jest doświadczeniem, a to, co zyskujemy to właśnie wiedza i rozumienie. Warto sobie uświadomić, że żadne doświadczenia zmysłowe też nie mają wartości. Tego trzeba się szybko pozbyć "po tamtej stronie".
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 17:44:09
    A, CHCIAŁOBY SIĘ BYĆ WIELKOPOLSKIM DZIADEM, OJ CHCIAŁOBY SIĘ...
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 17:49:00
    Nie wiem, czy stać Wojtasa na zaproszenie dwóch Dziadów.
    Drobiu i świń podobno już nie ma. Musiałby ustrzelić ze swojego stawu ze 3 gęsi, żurawia i ze dwie czaple.
    A to raczej mało prawdopodobne, bo w okolicach tzw.Bożego Narodzenia zapada na przykrą przypadłość osobowościową, staje się współczujący i dobry dla zwierząt.

    Też wiem, gdzie chowa i pędzi swój cytryńcowy bimber. W obórce u kozy.
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:52:28
    Już niech sobie tak Wojtas nie "wlewa" z tymi naukami. Tożsame z Wojtasowymi nauki, pobieram już od dzieciństwa, w przeciwieństwie do Szanownego Wojtasa, który dopiero na emeryturze, bardziej pochylił się nad istotą życia i śmierci.

    Fakt. Od dawna nie wpuszczamy za próg obcych i nieproszonych. U nas obowiązuje zasada : Mój dom, moja twierdza.
    Ale z drugiej strony, to w przeciwieństwie do Was datków nie szczędzimy, o potrzebujących dbamy.
    Wojtas gdyby ubrał włosiennicę, wziął w rękę kostur i jako ten Dziad do nas zawitał, też by gorzały bez ograniczeń dostał i golonką z modrą kapustą zakąsił.
  • @Krzysztof J. Wojtas 18:01:39
    Co???
    Kujawski to wyższa półka :P
  • Autor
    Nie "prywata" tylko "prywatność".
    I prawdziwiej i ciekawiej.
  • @tańczący z widłami 18:15:06
    Muszę cię zmartwic...
    Wojtas z inwentarza ma tylko psa i kota. Nawet sąsiad musiał koguta przerobić na rosół bo przeszkadzał osadnikom z warsiafki...
    Taka to wieś te Falenty...
    Zresztą jak ktoś mieszka przy Drodze Hrabskiej to mu nie wypada trzymać kóz.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 18:45:19
    W takim razie zadowolę się psem i kotem. Co prawda nie wiem jak Wojtas to przyrządzi, na ostro, czy na słodko, ale jak popiję cytryńcówką to jakoś strawię.
    Ale skoro Wojtas mieszka przy Hrabskiej Drodze i nie wypada mu trzymać kozy, to czy wypada mu pędzić bimber ?
  • @tańczący z widłami 18:52:13
    Bimber jak i szopka to dziedzictwa kulturowe ludzkości.
    1410.
  • Prawda jest taka, że obserwując ptaki, co roku coraz mniej ich widzę
    Z drugiej strony w tym roku bociany poleciały wcześniej, co oznacza obfitość pożywienia, był to dobry rok dla ptaków, jaki będzie efekt zobaczymy za 1 - 2 lata, np. bociany po pierwszym przelocie do Afryki wracają do nas za dwa lata i nie jest to jedyny gatunek, co powraca dopiero po osiągnięciu wieku płodnego.

    Ale poddał mi Pan ciekawe miejsce, może wiosną, jeśli będzie mi to dane nad rozlewiska Raszyna z aparatem się udam? Blisko, choć czy czas znajdę?
  • @Andrzej Madej 18:58:06
    1410 ?
    10dkg +4 kg +10 l (czyli przepis na jedno wiadro), to Wojtas robił już w podstawówce. Teraz przestał bawić się w detal i pędzi hurtowo w beczce po gnojówce. Czyli wychodzi mu 10kg + 400kg + 1000 l.
  • @tańczący z widłami 19:09:25
    Liczy się tożsamość.
  • @tańczący z widłami 18:52:13
    To nie jest bimber byle jaki tylko szlachetna nalewka.
    Domowych zwierzaków Wojtasa nie będziemy konsumowac, na zagryche przywieziemy jakiegoś prosiaka albo gęś. Oni tam w Kongresowce nie znają przysmaków wielkopolsko-kujawskich :)
  • @Andrzej Madej 19:46:07
    Fakt. Proporcje pozostały............. x 100. Czyli 100 bitew pod Grunwaldem. Gdzie drożdże walczą z cukrem, a rozpuszczony w wodzie cukier zaciekle się broni.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 19:48:27
    Skłaniałbym się ku gęsi, prosiak zapaskudzi całe auto.
    Nalewka mówisz ? I to szlachetna ?
    Jeżeli przefermentowała w Wojtasowym beczkowozie po gnojówce, to faktycznie "uszlachetniona".
  • @tańczący z widłami 19:57:52
    Heglowska wężownica wyrówna wartości.
  • @Andrzej Madej 20:21:31
    Być może rzeczywiście, Wojtas do produkcji cytryńcówki używa dialektycznej wężownicy Hegla, gdzie cukier jest tezą, drożdże antytezą, zaś syntezą sama cytryńcówka.
    Pytanie.
    Czym w tym przypadku jest woda, czyli chłodziwo ?
    Absolutem ?
  • @tańczący z widłami 18:23:43
    Przypomniala mi sie przygoda sprzed 16 laty, kiedy na szosie w Poznaniu samochöd nagle zachrapal i motor odmöwil posluszenstwa. Rozpacz. Byla niedziela, godz.ok.7 rano. Po kilku minutach uslyszalam klakson ponaglajacego kierowcy za mna. Nad oparciem tylnego siedzenia mialam lalke-urwisa /34cm/ odröcona tylem do szyby, tylko glowa odwröcona, "puszczajaca oczko".Lalka miala sznureczek umocowany do spodni.Przy pociagnieciu urwisowi spadaly portki ukazujac gola pupe. Pociagnelam sznurek...Podszedl do mojego wozu rozesmiany facet pytajac, co sie stalo. Poznaniak z zona pomogli znalezdz mechanika, zaprosili na sniadanie.
    Nigdy tych ludzi nie zapomne.
  • @morgan 21:47:51
    Czyli spotkałeś na swojej drodze normalnego, przeciętnego Poznaniaka :)
    Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 20:01:35
    To ty nic nie wiesz...
    Wojtas cytrynca przywiózł z Chin. Jak maszerowal na piechotę do Lhasy to owoce cytrynca pomagały. To Tybet jest. Nawet chiński tragarz wymiekl a Wojtas na pieszo doszedł.
    Nie chwali się tym publicznie bo teraz jest zajęty Cywilizacja ale tak było.
  • @tańczący z widłami 20:34:10
    " ... dialektycznej wężownicy Hegla "

    Niemiecki Chrzest Cywilizacji Polskiej.
  • @
    No cóż. Wczoraj degustowałem nalewkę na dereniu. A że żona mi zrobiła dzień odchudzania, to szybko wszedłem w stan wskazujący na spożycie.

    Ale cytryńcówki jeszcze nie ruszałem.
    Wniosek jest taki, że wypada zaprosić na wspólne spożycie, Zwłaszcza jakby jakąś poznańską gęś przywieźli. Może być poznańsko-kujawska. Co prawda są niesłuszne, bo tam u władzy są nieodpowiednie jednostki, to i gęś łykowata by była, ale podlana sosem może by i dała się skonsumować.
    Termin do ustalenia.
    Może być w czasie Szczodrych Godów.
  • @tańczący z widłami 18:23:43
    "Od dawna nie wpuszczamy za próg obcych i nieproszonych. U nas obowiązuje zasada : Mój dom, moja twierdza."

    Straszne te poznaniaki; całkiem ich zgermanizowało.
    Kiedy toto się się oduczy tego prusactwa - cytryńcówki nie starczy, o ogórkach nie wspominając.

    PS. A do Falent, w czasach wyższej kultury, to się z okolic zjeżdżali po wodę do kiszenia ogórków. Stąd też wspominany "karp falencki" ma specyficzny, a wielce wysublimowany smak. Ale to tylko koneserzy smaku wiedzą.
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:22:44
    Niemcy nie takie aż straszne jak ich Wojtas maluje. Fakt, że podłe, pyszałkowate i bezmyślne to towarzystwo, ale przynajmniej zdyscyplinowane, punktualne, uporządkowane i karne.
    Wzięliśmy od Niemców, to co najlepsze.
    Dyscyplina pruska(Bismarkowska), dusza słowiańska.
  • @tańczący z widłami 11:49:33
    Bez wideł to bałby się taki chwalić, a tak ma czym się od wilków oganiać...
  • @tańczący z widłami 18:23:43
    "Mój dom, moja twierdza"

    Festung Chałupa :-)

    Pozdro!
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:16:56
    Od razu widac, że się nie znasz.
    Najlepsza gęś na świecie to jest gęś biała koludzka. Z wioski Koluda Wielka. 100% Kujawska. Jakieś 9 km od mojej wioski.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 13:56:08
    Weź taką na widły - i dobrze opiecz; lubię chrupiące.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 13:56:08
    Może i koludzka najlepsza, ale Wojtasa też niezła. Od kiedy Wojtas dostał zakaz trzymania drobiu w zagrodzie, podobno oswoił kilka gęsi syberyjskich i hoduje je na publicznym stawie, dokarmiając kluskami i rzęsą, żeby urosły im wątroby.
  • @tańczący z widłami 15:41:33
    Tak, tak. TzW jest zorientowany; widły to mu zostały po czyszczeniu moich stajen. W obórce, o której wspomina, miał legowisko - z kozami. Stąd tak bogate doświadczenia...
  • @Krzysztof J. Wojtas 15:49:18
    U Wojtasa strach pracować i widły z ręki wypuścić, bo i babom i chłopom w naturze chce płacić.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY