Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
962 posty 15786 komentarzy

Od rodziny do cywilizacji

Krzysztof J. Wojtas - Zainteresowania z różnych dziedzin. Wszystko po to, aby ustalić wartości, jakimi warto się kierować w wyborach.

CP. Niobe, feminizm i wybory

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Znany jest mit o Niobe, która dla swej ambicji gotowa była poświęcić dorobek życia – własne dzieci.

 

Obecna sytuacja w „branży” politycznej – sławetny, procentowy udział kobiet w świecie polityki, zaczyna przypominać syndrom Niobe. Kobiety gotowe są poświęcić wszelkie wartości, aby tylko zaistnieć w świecie polityki.

 

Nie jestem przeciwnikiem obecności kobiet na tej scenie – zawsze, w każdej populacji mogą pojawić się osoby o predyspozycjach do dokonania syntezy oczekiwań i potrzeb społecznych z możliwościami realizacyjnymi. Bo bycie politykiem przez duże „P” – to dar Boży, ale i brzemię.

A wiatr wieje, kędy chce...

Czy jednak tym brzemieniem powinny być obarczane tak duże części kobiecej populacji?

(Oczywiście zakładam, że udział w polityce jest wynikiem dążenia do służenia społeczeństwu, a nie patologią nastawioną na własne korzyści).

 

Nie należy ukrywać faktu, że synteza rozumienia społecznych zasad współżycia może być dokonana dopiero po nabyciu życiowych doświadczeń. Bo to nie tylko techniczne umiejętności, ale i perspektywa czasu.

Dlatego młodzi ludzie, jako decydenci o społecznych wyborach, są „materiałem wątpliwym” – zbyt łatwo ich decyzje mogą mieć podtekst emocjonalny.

 

Już kiedyś pisałem (choćby tekst „Lilith”), że w moim przekonaniu, kobiety są lepiej wyposażone przez Stwórcę – są bardziej inteligentne, bardziej odporne, zdolne do większego wysiłku.

Ale też bardziej emocjonalne. I mniej zdolne do syntezy. Zawsze przedkładają partykularyzm codzienności nad górnolotne idee. Czyli nie bujają w obłokach.

 

A w polityce niekiedy tak trzeba – roztoczyć wizję przyszłości, która porwie serca i umysły innych. Tego kobietom zazwyczaj brakuje i tu można upatrywać powodów małego zainteresowania polityką.

 

W normalnych warunkach kobieta rozwija się nieco szybciej od mężczyzny, ale przychodzi czas macierzyństwa. To wiązane jest z opóźnieniem rozwoju intelektualnego.

Mam, co do tego wątpliwości. Raczej zdobywanie doświadczenia w relacjach przy zmierzaniu się z naturą. To nauka pokory wobec spraw na które nie mamy wpływu i do których musimy się dostosować.

Kobieta, mając te doświadczenia, kończy okres prokreacyjny i dopiero wtedy zaczyna syntetyzować.

 Jeśli jednak jest spełniona w macierzyństwie – to przychodzi refleksja: czy należy ingerować w świat pokolenia, które urodziła i wychowała?

Czy należy zostawić im możliwość wyboru i tylko obserwować – z radością, a niekiedy smutkiem?

 

Wiadomo, że jest wiele niewyżytych „teściowych i świekr” – to te, które nie w pełni zrealizowały się w swoim powołaniu.

Część z takich „pań” chce się wyżyć w polityce. Czy będziemy uszczęśliwieni ich pomysłami? A przecież wyraźnie widać – do publicznych stanowisk dążą kobiety posiadające jedno, dwoje, a sporadycznie troje dzieci. I bezdzietne.

To wyraźny przejaw lokowania w polityce swych niewyżytych potrzeb.

 

Oglądam niekiedy ręce pań.Czasami takich w wieku już przekwitania. Takich, które poszukują swego miejsca w życiu. Jego sensu i treści.

(Muszę zaznaczyć, że trochę mam do czynienia i z astrologią, i chiromancją – acz ostatnio od tego stronię).

I często znajduję, że spełnieniem i wypełnieniem życiowej misji – było macierzyństwo i dzieci. Nie jedno, czy dwoje, ale wiele – czyli przynajmniej pięcioro. Wtedy wystąpiłaby harmonia życiowego wypełnienia. I często są to kobiety, które na samo wskazanie tej opcji – reagują alergicznie.

 

Czy jesteśmy już tak zdegenerowani?

 

PS. Ciekaw jestem, czy przeprowadzono jakieś badania socjologiczne, gdzie sprawdzana byłaby zależność poziomu życiowej satysfakcji od ilości posiadanych dzieci. Wśród kobiet z przedziału wiekowego 40 – 60 lat.

KOMENTARZE

  • @
    Domniemuję, że M. Dudek sprawowała nadzór nad notkami, skoro ten tekst ma tylko czarne gwiazdki.
    No nie dziwię się - mamy "na pieńku".
    I jeszcze tak o kobietach.
    ;-)))))))
  • NIe podzielam Twych poglądów na kobiety, ale
    akurat parytety niesmaczą mnie tak samo. Choć pewnie z nieco innych powodów. Ale mniejsza o szczegóły. Chciałabym zwrócić uwagę na coś innego. Otóż, jeśli różne osoby, wychodzące z różnych punktów wyjścia/widzenia dochodzą do tego samego wniosku (że parytety to wklęsłe dno i bzdura), to należałoby się zastanowić czy osoby te przypadkiem nie mają racji. A w efekcie czym prędzej ukręcić łeb dziwolągowi.
  • "Pan mężczyzna"
    Ubawiło mnie w tym tekście szereg akcencików , w tym miejsca gdzie autor używa cudzysłowu - stąd zresztą tytuł komentarza.Zasadniczo teoryjki autora nie są warte specjalnej uwagi ale są takie paradne momenty ,że trudno się powstrzymać od pytań.
    Jak "Pan" tłumaczy to mianowicie, że kobieta zaczyna syntetyzować dopiero po zakończeniu okresu prokreacyjnego? Cóż to za czynnik modelujący owo syntetyzowanie ,który tajemniczo powoduje ,że mężczyzna syntetyzuje wcześniej ? Duży poziom testosteronu czy mały? :) Czy mógłby Pan podać źródło wiążące czas macierzyństwa z opóźnieniem rozwoju intelektualnego? Rozumiem ,że "Pan" sądzi inaczej ale ciekawym gdzie "Pan" przeczytał taką ramotę.
    Czy na przykład bierze "Pan" pod uwagę taką możliwość ,że do działania w sferze publicznej idą kobiety z dwójką dzieci bądź bezdzietne głownie dlatego ,że mają więcej czasu od ich koleżanek , uwalonych codzienną harówą nad 5-6 dzieci w czasie gdy syntetyzujący mężczyzna-płodziciel zajmuje się głownie górnolotnymi ideami np obroną rodziny przed Zombie i niedźwiedziami ?
    Czy jest "Pan" mężczyzną syntetyzującym gdy się "Panu" wydaje ,że coś "Pan" z rąk wyczytuje?
    Czy jest "Pan" mężczyzną syntetyzującym kiedy się okazuje ,że nie poszukał "Pan" do tej pory żadnej odnośnej pracy socjologicznej?
  • @Verbal
    Zaciekłość widać na każdym kroku przy braku prezentacji jakiejkolwiek własnej opinii.
    Tak sobie np. pomyślałem, że jak już będzie coś przeciw - to taki interlokutor "przywali" przytoczeniem choćby wyników badań w poruszanej kwestii.

    A tu nic. Zero odniesienia.

    Widzę więc pewną opcję ideową - znaną z metod "dowalania" niewygodnym blogerom. Wyszukuje się wszystkie możliwe haczyki i żąda od autora udawadniania. Im brdziej się stara, tym w bardziej zawiłe dywagacje się go wpuszcza.

    "Nie ze mną te sztuczki, Bruner."

    Chce się dyskutować - proszę podać dlaczego to kobiety powinny zajmować się polityką i co z tego pozytywnego dla społeczeństwa.
    A taką wymianę uwag - to proszę ze swoją teściową, albo świekrą - bo bezosobowo jest.
  • @Krzysztof J. Wojtas
    Jakby tu delikatnie... Pytasz "dlaczego to kobiety powinny zajmowac się polityką". Ja to widzę tak, że jednostki wybitne, bez róznicy płci i wieku powinny zajmować się polityką. Co to za segregacja jakaś rasowa, seksizm, czy inne przesądy dla których baba ma się realizować w garach a chłop "na niwie" polityki i reszty światowego życia. - Albo się ktoś nadaje do orki/hafciarstwa/mordobicia/polityki, albo nie. Nie ważne jaką ma anatomię i chromosomy. - Osobnicze predyspozycje powinny o tym decydować a nie płeć (to jeden z powodów dla których zionę ogniem z pyska na parytety). Ten cały archaiczny podział, te nowomodne parytety to cały czas wyraz ciasnoty umysłowej - dzielenia gatunku homo na dwa gatunki odrębne (chłopy i baby). TFU!
    Co do reszty Twego w/w komenta - bingo.
    Pozdrawiam i wybacz emocjonalny ton. - Mam za sobą ciężki dzień, w którym m.in. musiałam się chandryczyć z betonem o pierdoły typu "baba nie człek". Wytłumaczyłam mu (aczkolwiek jego drewniany mózg z oporem przyjmował nową wiedzę), że człekiem jest ten, kto ma pofałdowaną korę mózgową i tych tam chromosomów 36 (czy tam ile) a nie każden jeden człowiekowaty szympans.
  • @bez kropki
    Napisałem odpowiedź, ale "wyparowała".
    Powtórzę.
    Napisałem wcześniej, że "wiatr wieje, kędy chce" - i "iskra boża" kierująca ku władzy w różne miejsca może spaść.

    Niemniej, lepiej, aby to padło na osobę z doświadczeniem, bo mam wątpliwości, czy dobrze jest, aby polityką zajmowały się niewyżyte kobiety.
    To groźna sytuacja - a mit tylko na to wskazuje - że kobiety są zapiekłe w ambicjach i zapominają o wartościach.

    I tak w polityce przeważają jednostki o patologicznych skłonnościach. Po co tam jeszcze kobiety?
  • @Krzysztof J. Wojtas
    Dzięki za odpowiedź - tym cenniejsza, że ponowiona (doceniam wysiłek wkładany w dialog).
    Ja tam nie kieruję się mitami;). Od mitu do mitomanii albowiem droga niedaleka;).
    Wiem, wiem, co napisałeś o "iskrze Bożej" i zdolnościach. (i tu się zgadzamy, przy czym stwierdzenie w tym zakresie pominęłam, bo rzecz jest oczywista).
    Wyżyta/niewyżyta - dla mnie nie istnieje takie kryterium. Albo jest madra, albo głupia. Albo ma zdolności ku polityce, albo nie.
    Zapiekłość w ambicjach i zapominanie o wartościach nie jest zwiazane z płcią;). Właśnie dziś wracam z grobu swego ojca, który to grób musiałam oczyszczać z różności, bo sąsiad zapiekły w złości go ekchem, zaśmiecił. - Ergo to nie chromosom Y o tym decyduje. Na szczęście. I tego się trzymajmy:).
  • @Krzysztof J. Wojtas
    A to się autor przecenił :) , niepojęte. "Chce się dyskutować......" autor pisze. No niemożebne wprost. Ale cóż , wytłumaczę i objaśnię. Nie, nie chce się dyskutować. Z mizoginią się nie dyskutuje. Dyskusja z mizoginią to jak dyskusja z grypą - sensu nie ma. Mizoginię można leczyć , wykpiwać albo ignorować. Zatem tłumaczę : nie zawziętość to a kpina była. Dla ułatwienia dodam, że już w pierwszych zdaniach komentarza zaznaczyłem, że "teoryjki autora nie są warte uwagi" -- to chyba jasne.

    "Tak sobie np. pomyślałem, że jak już będzie coś przeciw - to taki interlokutor "przywali" przytoczeniem choćby wyników badań w poruszanej kwestii."......autor pisze. No hucpa normalnie - autor się spodziewa ,że po wygłoszeniu kilku chłopskich ćwierćprawd zasłuży na merytoryczną polemikę. A to się autor przecenia.

    Alem ja litościwy człowiek. Nie na tyle, żeby na tym poziomie prace socjologiczne cytować , bo na razie nie ma po co , ale przynajmniej szansę dać autorowi co by może w przyszłości sens taki się pojawił. Taka książka jest , "Mizoginia-męska choroba" , David Gilmore , syntetyzujący mężczyzna ją napisał. Ona wyjaśni autorowi co i jak - w tym także dlaczego nie warto z jego dotychczasowym ejakulatem intelektualnym dyskutować i dlaczego jeno na kpinę zasługuje.
  • @Verbal
    Mój prześmiewco próbujący uchodzić za kulturalnego; na S24 jest notka tichego o wpływie poziomu rozwoju cywilizacyjnego zależnie od położenia geograficznego. Autor sugeruje, że kultura rozwijała się na styku płyt tektonicznych.
    Na tej podstawie można sądzić, że "wyższa kultura" to ta z "wyższej płyty".

    Mój interlokutor stosuje zaś metody kultury depresyjnej - typowym przejawem jest sugerowanie przeczytania jakiejś grubej księgi, gdy brakuje, albo nie ma w ogóle argumentów i rozeznania w temacie, a chce się zamknąć usta przeciwnikowi.

    To "martwa kultura" jest - niekiedy zwana cywilizacją śmierci. Bo wspólny rodowód. Ale podobno moczenie i okłady z produktów jeziora - są przydatne w leczeniu niektórych dolegliwości. Chyba zbliżone metodyką do urynoterapii.
    Polecam.
  • @Krzysztof J. Wojtas
    Oj Panie Mizoginie , zabawny Pan do końca. I po co to Panu , Panie Mizoginie , rozprawiać o kulturach , terapiach i argumentach skoro sprawa jest prosta. Tłumaczę tedy. Dlatego , Panie Mizoginie, książkę Panu polecają bo widać ,żeś Pan nie czytał i nic Pan nie wiesz (zwłaszcza o kobietach :)) No to tyle. Szkoda czasu na gadki bo wiadomo , z mizoginią jak z grypą.
  • @Verbal
    O kobietach mężczyźni nigdy nic nie wiedzą - zawsze są białą kartą.
    Pewna znajoma stwierdziła kiedyś, że tak naprawdę to wszystkie kobiety są jednakowe - a chcą uchodzić za indywidualistki.
    A tak naprawdę to "podskakują", ale chcą, aby ktoś poważniejszy - znaczy mężczyzna , wziął na kolano i czasami w dupę dał, aby doprowadzić do normalności.
    A o ile chodzi o czytanie książek - to żeś Pan (i) na pewno wszystkich nie przeczytał. Więc nie ma się czym chwalić.
    Wszystkich rozumów nie pozjadał, wszystkiej wódki nie wypił, z wszystkimi (stosownie ) nie przespał.

    Zatem - jeśli się chce publicznie coś zaprezentować - to trzeba mieć własne zdanie, a nie tylko czerpać z idei innych. To wskazuje na martwą depresję jako źródło postawy. Też tam nie ma nic własnego, a wszystko kradzione.
  • @Krzysztof J. Wojtas
    "Pewna znajoma stwierdziła kiedyś, że tak naprawdę to wszystkie kobiety są jednakowe - a chcą uchodzić za indywidualistki.
    A tak naprawdę to "podskakują", ale chcą, aby ktoś poważniejszy - znaczy mężczyzna , wziął na kolano i czasami w dupę dał, aby doprowadzić do normalności."
    No, to to mogę potraktować tylko jako żart.
  • @bez kropki
    Ja też, ale ona to mówiła poważnie.
    A jędza z niej była niemożebna;-)

    PS. A skąd się wzięło powiedzenie:
    "Jak chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije"
    No skąd ?
  • @Krzysztof J. Wojtas
    A sąd się wzięło "kurwa mać" albo sławetne "do pieca na trzy zdrowaśki"?:) - Ludzie miewają różne przesądy:). Jedni wierzą w pasty do zębów z fluorem a inni w profilaktykę wątrobową swego bydła domowego (ze szczególnym uwzględnieniem żon, córek, kochanek). - CO kasta, to inne przesądy;).
  • @bez kropki
    Miga si e Pani w odpowiedziach;

    Właśnie skończyłem (prawie) budować piec chlebowy. To i poczytałem co nieco na ten temat.
    Zatem takie wsadzenie do pieca - wcale tak dogłębnie bzdurne nie było. Piec trzymał temperaturę. Do niego wsadzało się na "wygrzanie" już po pieczeniu chleba. A piecze się na opadającej temperaturze - ciasto wkłada się przy temp. ok. 250 0C. Wyjmuje - gdzieś około 50 - 60 )C. To temperatura niższa niż w saunie.

    Zatem - mit rzekomego debilizmu na wsi wskazuje na braki w wiedzy. Albo debilizm "miastowych".

    "Kurwa mać" - no powinno się pisać "curva"
    - to i tak jest dosyć jednoznaczne.

    No to niech się Pani wysili i wyjaśni tę pierwotną sentencję.
    ;-)
  • @Krzysztof J. Wojtas
    Jakos tak to jest, że "*uj" powiedzane o facecie jest mniej obraźliwe niż "K mać" o babie:). - Po prostu kobity miały, mają i będą miały "niższe notowania" (jak na bydło domowe przystało).
    Piec chlebowy, piec chlebowy, - mosterdzieju jać nie podważałam ogólnej metody "to trzeba wygrzać", ino rzuciłam (łatworozpoznawalnym) hasłem dot. przesądów.
    Mit rzekomego debilizmu mieszkańców wsi? Nie, nie o ten mit mi chodziło. Chodziło mi o to, iż faktem jest szeeeeeerokość niezmierna tematów i rozmaitość mitów. - Od pieca po pastę do zębów ("debilizm miastowych"?)
    Podsumowując: proszę się uprzejmie nie czepiać szczegółów:). W razie wu może Pan tam sobie wstawić inne rodzaje przesądów. Ideą moją było, że ludzie miewają przenajróżniejsze przesądy. Jeden będzie leczył ostatnie stadium gruźlicy ogrzewaniem, inny będzie (równie nieskutecznie) zapobiegał próchnicy stosując fluor, inny będzie wierzył w parytety a jeszcze inny w wyższość faceta nad bydłem domowym:). - De gustibus i tam dalej, na wszystkie "krzywe" Jowisza:)!
  • @bez kropki
    No dobrze. Niech będzie już zgoda i parytety.
    Ale pod warunkiem, że obiad był podany, gary pozmywane - wtedy możemy pogadać o polityce.

    ;-)))))
  • @Krzysztof J. Wojtas
    Zgoda - tak, parytety - NIE!!!!
    Obiad robi ten, kto ma akurat więcej luzu, gary zmywa ten, kto ma mniej poranione ręce.
    O polityce nie gadam;). Całą sobą ryję natomiast w polskiej racji stanu. Od zakupów poczynając przez naukę pacholęcia, na różnych górlnolotych sprawach kończąc. Gdy baby od tego odstąpią, posypie się Polska na amen.
  • @bez kropki
    Polska racja stanu - to jak nam Polakom przystoi żyć.
    Fakt, że bez roli kobiet wszystkie te dywagacje i td. - o kant d... potłuc. Bo polskość Polką stoi.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930