Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
962 posty 15786 komentarzy

Od rodziny do cywilizacji

Krzysztof J. Wojtas - Zainteresowania z różnych dziedzin. Wszystko po to, aby ustalić wartości, jakimi warto się kierować w wyborach.

"Moje" burze i pioruny w Tatrach

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Pierwszy kontakt z Tatrami - to wiek chyba 13 lat - obóz "ministrancki". Gdzieś rok 1962, czy coś około.

 

Mieliśmy bazę w Strążyskiej i stamtąd odbyli kilka wycieczek. Taka do której się przygotowywaliśmy, miała za cel Morskie Oko. Najpierw wjazd na Kasprowy i dojście przez dol. Pięciu Stawów  do Morskiego Oka.
Wystartowaliśmy około 5 rano przy pięknym słoneczku. Biletów na kolejkę oczywiście nie było. Decyzja, aby wchodzić na Kasprowy, a dalej zależnie od sytuacji.
Gdzieś koło południa byliśmy w okolicach Świnicy i pojawiły się symptomy zmiany pogody. Szybka decyzja - schodzimy przez Zawrat na Gąsienicową. W połowie zejścia zaczęła się burza. Są (były) załomy skalne chroniące od deszczu, ale i tak i zmokliśmy i zmarzliśmy. Burza "trzymała nas" przez blisko 4 godziny. Zakaz dotykania łańcuchów, a i tak trochę "trzęsło" przy uderzeniach piorunów.
 
Drugi przypadek to rok 1969 . Czas po inwazji na Czechosłowację nie był stosowny, ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Wybraliśmy się we trzech wyrabiając sobie pozwolenia na wejście w strefę konwencji turystycznej.
Zaczęliśmy od Tatr Zachodnich. Pobudka około 3 rano. Szybkie śniadanie i w góry. Przez tydzień "zaliczyliśmy" prawie całe Tatry Zachodnie po słowackiej stronie. Jedna z tras to wejście na świętą górę Słowaków - Krywań. 
To osobny nieco szczyt - wejście dosyć długie. Gdy zbliżaliśmy się do szczytu (chyba droga była "kopczykowana") zeszła mgła z widocznością 20 - 30 m.  W pewnym momencie usłyszeliśmy syczenie. Trochę dziwne - po podejściu bliżej, na jakieś 10 m zlokalizowaliśmy jakiś patyk, czy rurkę obłożoną kamieniami. I w tym momencie nastąpiło wyładowanie. Kolega miał włosy do ramion -  kątem oka dostrzegłem jak nagle tworzą mu wokół głowy rodzaj aureoli.
Jeszcze jedno - zostaliśmy uderzeni podmuchem powietrza po wyładowaniu, co odebrałem jako jako lekkie/średnie uderzenie w głowę.
(Może natura waląc w pusty łeb ostrzegała o skutkach znalezienia się na szczycie w czasie złej pogody).
To było chyba pierwsze wyładowanie. Szybko znaleźliśmy się znacznie poniżej szczytu.
 
Trzeci przypadek to sytuacja, gdy mając bazę w Kuźnicach wybraliśmy się z żoną do dol. Chochołowskiej (1973). Tam zanocowaliśmy i wracali szlakiem granicznym przez Czerwone Wierchy.
Dochodząc podejścia na grzbiet, mimo wczesnej pory wyjścia byliśmy we wskazanym miejscu ok. 10, pogoda zaczęła się psuć. Trudna decyzja - wracać, czy spróbować szybko przeskoczyć na Kasprowy.
Zdecydowaliśmy na pójście górami licząc na to, że zdążymy przed załamaniem. W tym czasie można powiedzieć, że byliśmy już wytrawnymi turystami z dobrym jak na tamte czasy wyposażeniem. 
Kiedy znaleźliśmy się już na grzbiecie przyszło gwałtowne załamanie pogody. Błyskawicznie deszcz przeszedł w deszcz ze śniegiem i śnieg. Silny wiatr z południowego zachodu. Widoczność najwyżej 20 m. Po minięciu pierwszej hopki w obniżeniu przed kolejną zaczęły się wyładowania zaczynające się od charakterystycznego, a znanego mi już syczenia.
Wyładowania były regularne z takim natężeniem, że nie dało się "przeskoczyć" hopki szczytowej. Teren odsłonięty, żadnej możliwości schowania się przed wiatrem i śniegiem o dość dużej sile - na nogach dało się utrzymać jako tako. Mimo dobrego wyposażenia w ciepłą odzież i środki przeciwdeszczowe - zaczęliśmy sztywnieć z zimna już po półgodzinnym oczekiwaniu. Zajść w bok ze szlaku - ryzyko upadku. Płasko wyglądało zbocze na słowacką stronę, ale co mogło być dalej?
Czyli byliśmy w pułapce.
Po przemyśleniu podjąłem decyzję: idziemy.
Wyładowania były regularne. Przeliczyłem czas. Podeszliśmy możliwie blisko szczytu - na tyle, że czuło się tylko lekkie mrowienie po wyładowaniu i po kolejnym  - biegiem przeskoczyliśmy szczyt. Jeszcze na pożegnanie dostałem w głowę tak, że się przewróciłem, ale to był klaps na pożegnanie. Dalej już "z górki" i jaka dobra herbata na Kasprowym - mieliśmy na szczęście własne środki do gotowania, bo w taka pogodę wszystko było pozamykane - można było trochę odpocząć pod zadaszeniem w holu. A w Kużnicach  nikt nic nie wiedział o jakiejś burzy w Tatrach; ot "przydymiło grań".
Tak to jest w górach.

KOMENTARZE

  • @ Autor
    Nie wierzę, że miał Pan kiedykolwiek 13 lat :-)

    5*

    Ukłony
  • @Jasiek 16:18:03
    I że za ministranta robiłem?
  • @Krzysztof J. Wojtas 16:43:55
    Też nie wierzę...
  • Autor
    Piękne opowieści. Mnie też przydarzyły się burze i deszcz w Tatrach i to pomimo tego, że zawsze starałem się uzyskać informacje na temat pogody każdego dnia.

    Widzę żeś - tak jak ja - górołaz i wspaniale jest wiedzieć, że są jeszcze tacy ludzie.

    Pozdrawiam
  • Ja to raz na Tarnicę xd
    Ja to na inną mniejszą górkę raz polazłem sam .. autostopem po bieszczadach xd... i danego dnia padło na Tarnicę.... z Komańczy autobusikiem czy coś i na górę... idę idę... ryk jeleni bo to rykowisko,, całe góry gadają xd... no i idę jest sobie ścieżka szlak elegancko..
    Dochodzę w pobliże szczytu robię zdjęcia, bo piękne chmurki nadciągają akurat poziomem parę metrów wyżej mnie xd... fotka niby nic trawa góra niebo, no ale teraz mam taki obraz olejny w domu z tej fotki... bo taka inna trawa i inny widok, nienizinny, dla nas rarytas xd...
    No i do szczytu wiecie na mapce ze sto metrów tylko.. ja sam, mrok się niedługo zbliża, a jeszcze zejść w autobus się załapać wrócić...
    No i czuję takie elektryczne powietrze... coś w tych chmurach w krótych akurat stałem było... a i chmury ogarnęły, widzialność na metr czy coś, a ścieżka raz ją widać raz nie, jakoś mało przedeptana, nie jak w tatrach. No i cóż zrejterowałem jak pomyślałem że po tej ścieżce obrócę się gdzie zgubię ścieżkę i nie wrócę na czas, do tego faktycznie pierun miał wtedy prawo strzelić... no i zaczynam wracać.. tamtejsze rejony to są ciekawe, wilki są, wszystko jest bo ludzi nie ma xD i nie ma cwaniaków z piłami. A to co końmi uszczkną z lasu to mało i niewiele. Jelenie nadawały ja schodziłem xd... ledwo na ostatni autobus wróciłem, zapakowałem się, i aparat na wierzchu trzymałem, aby zapolować xd... nigdy nie wiadomo co tam będzie pewnie nawet z przodu usiadłem xd... i masz ledwo autobus ruszył, a tu przed maskę wskakuje mu jeleń xD
    Zwierz ów podobno na jasne światła goopieje czy coś jakaś hipnoza.. pomaga na pewno zmniejszenie światła, ale teraz słyszałem, że są do aut jakieś dynksy które szumią i wtedy zwierzęta nie wpadają przed maskę, bo z daleka słyszą, że jedzisz i coś mruczysz... Tak że polecam owe dynksy no i wiecie my na nizinach to nie wierzymy w leśne zwierzęta xd.... tu nie ma lasów tak jak gdzie indziej.. tu są lasy hodowlane xd.. zwierz jest goły jak na strzelnicy, żadnych krzaczków, żadnych dziupel... żadnego pożytecznego kornika xD... nic dosłownie. tylko drewno udające sosny ;-) nie z żadnych obrazów szyszkina.. Miliardy w drewnie stoją i udają las, bez wiewiórek saren dzików łyse i puste lesiszcza xD takie podlasie jest, taką zrobili puszczę białowieską ;-) i jeszcze oni nie siedzą.. no bo policja ochraniała bandytów ;-) xD i chroni nadal... razem pewnie piją i razem po pijaku do zwierząt strzelają, tak przynajmniej z 40-latka wynika, że w tym kraju taka święta tradycja jest... Polecam wszystkim schronisko Komańcza no i bieszczady, w miejsce tych zakopconych tater... jesienią piękne miejsce na fotki. Wodę rozmgloną fotografować stawy itp xD coś tego... tylko na wilki być przygotowanym i na inne głodne stworki xD... i kompas mieć tam idzie idąc zabłądzić jak się by chciało .... mapę jakąs dobrą coś nawigację tego xD... piorun pokazał, że niebu jest wszystko jedno ilu przeciwników stoi na dole ....
    W tatrach to tylko raz wialiśmy przed deszczem, no ale to stok był łagodny łagodnie nachylony ale długi i kto wie co taki pierun sobie pomyśli, gdzie jest jego najbliższy tor lotu i co mieszka pod ziemią. Buty amortyzowane pozwolą wiać nawet spacerkiem 2 x szybciej xd... lubię dobre buty, bo buty, to podstawa ;-) Nie wiem co jest, chyba łaziliśmy po tatrach z dobrymi ludźmi, albo sami nie pchaliśmy się w góry przy złej pogodzie... oj po graniach raz przeszliśmy po graniach... po ścieżkach na stopę xddd no no ... Po paru spacerach nie wiem 10 pobytów w górach czy coś, powiem wam że znam te góry na pamięć i zaczynam się tam nudzić.. to tak jakbyś po mieście miał wytyczoną stałą ścieżkę xd... każdy kwiatek znajomy.... raz byliśmy poza szlakami na dobrych mapach tylko no niestety xd... było ciekawie człowiek by się mógł nauczyć czytać map bo z powrotem deko zabawiliśmy szukając drogi xD...
    Najwięcej o uciekaniu przed pierunem mogą pewnie powiedzieć mieszkańcy mongolii xD... jest sobie szeroki płaski step, piorun, i ty xD.... To mnie trochę śmieszy że dawni podróżnicy szli do puszczy przygotowani, a dzisiejsi dziennikarze idą do puszczy w klapkach i krótkich rękawkach xD
  • @Leon. 20:19:01
    potwierdzam są takie dynksy do przepłaszania zwierząt, kosztują ca 10 zł xD
  • @Leon. 20:19:01
    A w którym to roku było, ze te dzikie Bieszczady były?
    Ja tam pierwszy raz byłem w 1965 - żadnej dzikości nie uświadczałem. Normalne góry. Lepszy Paring, Lotrului, czy Alpy Transylwańskie....

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930